Nowy numer 26/2022 Archiwum

Igły na całym ciele

Na zimne stopy, na gładszą skórę, na hartowanie, na bolące stawy... na wszystko – morsowanie.

Kąpiele w zimnej wodzie biją w tym roku rekordy popularności. Wśród zalet najczęściej wymienia się pozytywny wpływ na układ immunologiczny i układ krążenia. Nikogo już nie dziwi widok gimnastykujących się na plażach sympatyków morsowania.

– Pajacyki, przysiady, podskoki. Obowiązkowa rozgrzewka. Dla lepszego komfortu dobrze mieć czapkę, rękawiczki, buty do wody, aby utrzymać ciepło. Sprawdza się też termos z gorącą herbatą. Początkującym zawsze radzę, żeby wytrzymali choć pierwszą minutę. Ona jest najgorsza. Wtedy organizm wariuje. Czujemy jakby igły na całym ciele. To nie jest pokaz siły, trzeba słuchać swojego organizmu. Ja zaczęłam z powodów zdrowotnych. Zawsze miałam zimne ręce i stopy, a po morsowaniu to ustąpiło, tak jak ból kolan – opowiada Aleksandra Sitkiewicz, która od 6 lat morsuje w płockiej Sobótce.

Również 6 lat temu przygodę z morsowaniem zaczynała Danuta, jedyna wówczas dziewczyna w pułtuskim klubie, a on sam liczył – zmiennie – ok. 6 osób. Obecnie w Narwi morsuje nawet 80 osób, od 6-latków po 70-latków. – Dla mnie jest to uzupełnienie sportowych zmagań, doskonały sposób na regenerację mięśni, forma krioterapii, ale też konkretna adrenalina. Regularnie biegam, gram w koszykówkę, ćwiczę. Morsowanie jest inne, tu nie jest się samemu, działa siła grupy, dzięki której zdobywasz odwagę do pokonywania swoich słabości. W pandemii morsujemy bardziej indywidualnie, ale nie samotnie. Chodzi o bezpieczeństwo i asekurację – mówi „Dancia” z pułtuskich morsów.

Niedziela to teraz „dzień morsa”. Już przed południem zaczyna się ruch przy nadrzecznych plażach i kąpieliskach w regionie. Ciechanowski Krubin, zalew w Nowym Mieście, jeziora wokół Płocka – to tylko niektóre z miejsc, gdzie od jesieni aż do wiosny spotykają się sympatycy „zimnych” endorfin. Jeszcze w XIX w. bawarski duchowny ks. Sebastian Kneipp przekonał się o leczniczych właściwościach wody. Zimne kąpiele wyprowadziły go z gruźlicy. Później wykorzystywał tę wiedzę, a bilansując ją z odpowiednią ilością ruchu, wartościową dietą oraz ziołolecznictwem, pomagał powrócić do zdrowia – zarówno fizycznego, jak i psychicznego – swoim pacjentom. Jego filozofią zainspirowały się panie z grupy „Płońszczanki”, które od jesieni ubiegłego roku spotykają się, ćwicząc i doskonaląc technikę biegania, a teraz także morsują.

– Poznajemy metodę Kneippa. Zaczęłyśmy od chodzenia boso po śniegu. Jedna z nas wcześniej morsowała, więc wytłumaczyła nam, jak to robić bezpiecznie. Ta radość i endorfiny po kąpieli są naprawdę niesamowite. Tam, w wodzie, pokonujemy pewne blokady, przezwyciężamy swoje lęki. To też pokazuje, że ograniczenia są tylko w naszej głowie. Jest to bardzo oczyszczające doświadczenie, także w wymiarze duchowym. Bo taka aktywność hartuje i ciało, i ducha. Jeśli poradzimy sobie w tych wymagających warunkach, to kiedy przyjdzie wiosna, będziemy czuli się silniejsi zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Warto się przełamać – mówi Marta Michalak, liderka grupy, która promuje profilaktykę i aktywność fizyczną kobiet.

Chociaż ich ciała „zamarzają”, to serca pozostają gorące. Na ciechanowskim kąpielisku co niedzielę odbywa się kiermasz ciast dla chorej Laury, a każdy wybiegany przez Płońszczanki kilometr wspiera leczenie chorego chłopca. – Pomyśleliśmy, że razem możemy zrobić wiele dobrego. Zorganizowaliśmy m.in. zbiórkę rzeczy dla Polaków z Kazachstanu, zbiórki żywności i świąteczne paczki dla starszych osób. Ludzie zawsze chętnie się angażują – zapewnia Danusia z Pułtuska. Morsowanie jest jedną z nielicznych aktywności, którą można uprawiać w czasie pandemii, chociaż z zachowaniem obostrzeń sanitarnych. Może to spotęgowało jej popularność?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama