Nowy numer 8/2021 Archiwum

Ona uratowała mi życie

„Babciu, szkoda czasu, ja i tak nie będę księdzem” – kilkanaście lat temu powtarzał ks. Krzysztof Węglicki, jeden z neoprezbiterów w diecezji płockiej, gdy ona modliła się w tej intencji.

Przejmujący jest widok dwóch zestawionych ze sobą zdjęć, zrobionych w kaplicy WSD w Płocku w 2007 r. i 2020 r., które ilustrują na seminaryjnej stronie internetowej informację o akcji „W 2021 r. modlę się o powołania”. Wcześniej – w kaplicy niemal pełnej, teraz – prawie pustej... W tej kaplicy jeszcze niedawno modliło się także dwóch neoprezbiterów, których diecezja otrzymała w 2020 r. – ks. Piotr Adamiak i ks. Krzysztof Węglicki.

– Czasem żartujemy, gdy spotkamy się w jakimś sklepie, że mamy już zjazd kursowy – mówi ks. Krzysztof, który przyznaje, że jego powołanie wymodliła babcia. – Odkąd pamiętam, od mojego dzieciństwa babcia Czesława powtarzała dwa zdania: „Ja to się modlę, żebyś był księdzem. Ja tego nie dożyję, ale jak już będziesz księdzem, to się będę z nieba cieszyć”. Słyszałem je jak mantrę przez te wszystkie lata i zawsze odpowiadałem: „Babciu, nie łudź się, szkoda czasu, ja i tak nie będę księdzem”. Gdy miałem 20 lat, przyprowadziłem do domu dziewczynę i wtedy babcia stwierdziła, że w takim razie będzie się modliła o moje zdrowie – wspomina z uśmiechem ks. Krzysztof, który pochodzi z parafii w Duczyminie.

Skąd takie pragnienie? Może stąd – zastanawia się ks. Węglicki – że tamto pokolenie miało silne przekonanie, iż ksiądz w rodzinie będzie gwarancją Bożej opieki. Minęły dwa lata od śmierci pani Czesławy, która doczekała 91. roku życia. Ale tak, jak się spodziewała, nie doczekała święceń wnuka... – Zmarła półtora miesiąca przed moimi święceniami diakonatu. Wtedy, obok radości, towarzyszył mi smutek, właśnie z tego powodu, że babci nie ma już z nami. Miałem nadzieję, że patrzyła z góry, i mam nadzieję, że teraz się cieszy – dzieli się ks. Krzysztof.

W jego pamięci wyrył się obraz babci siedzącej przy ukochanym piecu, którego nie pozwoliła rozebrać, odmawiającej Różaniec lub modlitwy z książeczki do nabożeństwa. – Mam taką cichą teorię, że moja babcia przemodliła, jeśli nie pół życia, to jedną trzecią – mówi. Przemodliła i wymodliła powołanie wnuka, który dziś nie wstydzi się powiedzieć: „Ona uratowała mi życie”. – Ja nawet nie byłem ministrantem, ani nie uczestniczyłem w żadnej grupie duszpasterskiej, chociaż chodziłem do kościoła. Gdzieś na przełomie gimnazjum i liceum, gdy słyszałem w kościele: „Módlmy się o powołania”, pojawiała się taka myśl o seminarium, ale przed nią uciekałem. Uważałem, że to nie dla mnie. A tak naprawdę pierwszym seminarium duchowym dla mnie była właśnie babcia. Myślę, że miała większą mądrość życiową i duchową niż niektóre książki. Właściwie całe życie wypełniała dewizę „Ora et labora”, nie mając o niej pojęcia. I to przekazywała nam, wnukom – uczyła, że trzeba pracować, ile się da, a resztę czasu modlić się. Uczyła, że trzeba być dobrym, miłym... proste rzeczy, ale ważne, aby ktoś o tym przypominał. Wspominała, jak w czasie wojny, gdy miała kilka lat, chodziła parę kilometrów do kościoła – opowiada ks. Krzysztof Węglicki.

Przyznaje, że w czasie trzyletniego pobytu w Anglii, dokąd wyruszył po maturze, to sugestywne wspomnienie i jej słowa: „Do kościoła to się chodzi” mobilizowały go do pójścia na Mszę św., chociaż znalazł się w środowisku mocno już zateizowanym. Pokolenie pani Czesławy przemija. – To byli inni ludzie. Dziś szczególnie młodym wmawia się, że mają być indywidualistami, że mają żyć po swojemu. I gubią w tym wszystkim Pana Boga – uważa neoprezbiter.

W swoim krótkim doświadczeniu kapłańskim widzi jednak, że opinia babć wciąż jest ważna, przynajmniej dla części młodzieży, która przystępuje do sakramentu bierzmowania. Argument „babcia będzie się gniewać, jak nie przystąpię”, nie świadczy o dojrzałości decyzji, jednak pokazuje przynajmniej, że seniorzy w rodzinach wciąż mają i mogą mieć pewien wpływ na swoje wnuki, chociaż droga do dojrzałości w wierze może być bardzo długa. Dla ks. Krzysztofa wspomnienie o babci jest także ważną lekcją szacunku do starszych, do osób, które w Kościele bez fajerwerków, po cichu, czasem w ukryciu swoich domów wymadlają prawdziwe łaski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama