Nowy numer 8/2021 Archiwum

Bóg jest dobry cały czas

Ksiądz Kamil Kowalski, od niedawna misjonarz na Jamajce, mówi o tym, jaka jest wiara mieszkańców ojczyzny muzyki reggae i rola katolickiego księdza na wyspie pełnej kościołów.

Agnieszka Małecka: Czy dotychczasowy pobyt na Jamajce zweryfikował w jakiś sposób Księdza wyobrażenie o tej misji?

ks. Kamil Kowalski: Przede wszystkim cieszę się, że mogę podzielić się swoim refleksjami, chociaż minęły dopiero 3 miesiące, odkąd zacząłem tu pracować po opuszczeniu miejsca kwarantanny. Wyjeżdżając na Jamajkę, liczyłem się z tym, że będą trudności. Katolików jest tu zaledwie 2 proc., większość to osoby wyznania protestanckiego. Jednocześnie jest tu mnóstwo i samych wyznań, i świątyń. Jamajka słynie nawet z tego, że jest w Księdze Rekordów Guinnessa pod względem liczby kościołów przypadających na jednego mieszkańca. W mojej wiosce jest ich około 20. Natomiast nie ukrywam, że zawsze bardzo mocno interesowałem się tym krajem, od dawna lubiłem jego muzykę. Wiedziałem, że są tu ludzie, którzy bardzo wierzą w Boga, co jest widoczne nawet w piosenkach reggae i dancehall. Tu ludzie na ulicy pozdrawiają się słowami: „God is good all the time” – „Bóg jest dobry cały czas”.

Zatem łatwo czy trudno otwierać serca Jamajczyków na Pana Boga?

Z jednej strony nie jest to trudne, bo – tak jak powiedziałem – oni w Niego wierzą. Kiedy pierwszy raz pojechałem na ewangelizację w swojej wiosce i zapytałem, czy wierzą w Boga, nie sądzili, że to pytanie na serio. Nawet gdy ostatnio byłem na spotkaniu mieszkańców wioski w 9 dni po śmierci 5-letniego chłopczyka, praktycznie każda osoba, która składała świadectwo o zmarłym, mówiła, że taka jest wola Boga, że On wie lepiej, że ten chłopiec jest w niebie. Ich wiara to bardzo prosta, dziecięca ufność. Znacznie gorzej jest z wiedzą religijną, szczególnie na temat Kościoła katolickiego. Podam taki przykład. Mieliśmy spotkanie bożonarodzeniowe w wiosce, w której rozpocząłem ewangelizację. Powiedziałem, że przyjadą siostry zakonne z darami dla dzieci, a także biskup mojej diecezji. Gdy przyjechały siostry franciszkanki i wyszły z samochodu, dzieci zaczęły pytać mnie, która z nich to biskup. Widać więc silny wpływ protestantyzmu. Można powiedzieć też, że bardzo dobrze znają Pismo Święte. Na Jamajce można je kupić nawet... w sklepie spożywczym. Ale trzeba uczyć ich znaku krzyża, modlitw, prostych rzeczy. Nie wiedzą, kim jest papież, czym jest Stolica Apostolska, Watykan. Jamajczycy wprawdzie lubią różaniec, ale traktują go jako łańcuszek, który można powiesić na szyi. Nie modlą się do Matki Bożej, w czym znów widać wpływ protestantyzmu. W mojej wiosce łatwiej przyszło mi nauczenie ich tej modlitwy, ale trzeba było im wytłumaczyć, że modlimy się za wstawiennictwem Matki Bożej, że Ona nie jest Bogiem. Więc ta ewangelizacja z jednej strony jest piękna i bardzo łatwa, bo nie trzeba nikogo przekonywać do wiary, z drugiej to trudne i wymaga cierpliwości.

Jacy są parafianie, o których pisze Ksiądz na Twitterze „mała trzódka”?

Moi parafianie są przede wszystkim odpowiedzialni za kościół. Sprzątają, przygotowują ogłoszenia, czytają je, przygotowują modlitwę wiernych, zbierają tacę, później liczą. Oni chcą być zaangażowani w budowanie tej wspólnoty, chcą podejmować wspólne decyzje. To rzeczywiście jest mała trzódka, u mnie katolików jest może ok. 40 osób, przychodzących regularnie do kościoła. Ale to jest kaplica wiejska, dojazdowa, i nie jest to główna siedziba parafii, która znajduje się w mieście. Tu są ludzie prości, ale odpowiedzialni. Każdy tu się zna, po Mszy św. rozmawiamy. Bieda jest, ale oni pomagają sobie nawzajem. Są radośni, nie narzekają. Widać, że Pan Bóg naprawdę się o nich troszczy, a ludzie to dostrzegają i są wdzięczni.

Kim jest dla nich polski ksiądz misjonarz – o białej skórze, innych włosach?

Rzeczywiście, na początku każdy zwracał na mnie uwagę. Nadal rzucam się w oczy, chociaż trochę już wniknąłem w tę wspólnotę. Pierwsze tygodnie były trudne, ale teraz czuję się swobodnie, ludzie pozdrawiają mnie na ulicy, traktują jak swojego. Myślę, że dla tamtejszych niekatolików w ogóle ksiądz katolicki to pewna tajemnica. Niektórzy dziwią się, że nie mam rodziny i dzieci, pytają czasem: „Gdzie twoja żona, czy została w twoim kraju?”. Natomiast katolicy doceniają księży, że zostawiają swój kraj, że tu przyjeżdżają, że poświęcają swoje życie dla innych. Ksiądz katolicki to dla wszystkich również ktoś, kto pomaga.


agnieszka.malecka@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama