Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wszystko drży od tej mocy

Kolędy są jak klamry, które łączą pokolenia podczas wspólnego śpiewania. Jest w nich tajemnica Wcielenia, jest Polska i są wspomnienia naszego dzieciństwa.

Wdomu muzykującej rodziny z Glinojecka muzyka rozbrzmiewa nie tylko od święta, ale właśnie w święta nabiera wyjątkowej mocy i podobnie jak w większości naszych domów pomaga pielęgnować tradycje i wspomnienia.

– Moje dzieci uczę kolęd już w Adwencie, bo chcę, żeby włączyły się we wspólne muzykowanie podczas świąt. Kiedy myślę o kolędowaniu, od razu widzę dom moich dziadków w Glinojecku. Dziadek Stanisław był organistą, dlatego zawsze rozbrzmiewała u nich muzyka. Mieliśmy taką tradycję, że po wieczerzy wigilijnej dzieci przechodziły do pokoju, w którym było pianino, i tam śpiewaliśmy kolędy. Ale musieliśmy śpiewać tak głośno, żeby usłyszał nas św. Mikołaj. Kiedy przyjechało piętnaścioro wnucząt, to można sobie wyobrazić, jaki to był chór. Było nas słychać na ulicy. Z rodziną muzykujemy na co dzień, ale kolędy są wyjątkowe. Skrywają historię, wiarę, nadzieję i miłość, która rodzi się w święta. Myślę, że każdy z nas głęboko w sercu wzrusza się przy tych melodiach, bo to szczególny czas, kiedy człowiek może się zatrzymać nad tym, co ma w sercu – mówi Antonina Wiśniewska-Wenda z zespołu Moja Rodzina. Proste, ludowe melodie dotykają najczulszych zakamarków naszego serca. Są pełne rodzinnego ciepła, wspomnień wigilijnych, wspólnych wypraw na Pasterkę i wyczekiwanego „Bóg się rodzi”, które niesie się z każdego kościoła.

– Żadna Pasterka nigdy nie dała mi takich przeżyć jak te z dzieciństwa, kiedy śpiewając kolędy, pokonywaliśmy śnieżne zaspy, a wyobraźnia podpowiadała, jak to mogło być w Betlejem. Radość, entuzjazm i tłumy ludzi w kościele, które z taką mocą i przejęciem śpiewały „Bóg się rodzi”. Miało się wrażenie, że wszystko drży od tej mocy. I druga zapamiętana, „komunistyczna” Pasterka, którą spędziłem w koszarach jednostki kleryckiej. Jakaś babcia przyniosła ukradkiem trzy pomarańcze. Ktoś przez płot podał kawałek opłatka. W świetlicy wojskowej, gdzie główną ozdobą było popiersie Lenina, cicho zaśpiewaliśmy kolędę i przeczytaliśmy tekst Mszy św. z formularza na Pasterkę. Ta cicha kolęda też miała swoją moc. Zawsze będę pamiętał tę tęsknotę za domem rodzinnym... W tym roku też będzie inaczej, ale doceńmy ten czas. Niech nauczy nas wdzięczności za proste rzeczy. Nie ma nic piękniejszego niż wspomnienia domu rodzinnego, choinki, wieczorów wigilijnych i kolędowania z rodziną – opowiada ks. Tadeusz Kozłowski, oficjał Sądu Biskupiego Płockiego.

Zwyczaj świątecznego muzykowania ma w Polsce wiekową tradycję. To wdzięczne, wpadające w ucho utwory, często komponowane na melodię tańców, jak mazur czy polonez. Kolędując, kończymy i zaczynamy kolejny rok, powracając do tych melodii z największą radością, wzruszeniem, ale i refleksją. – Jeszcze do niedawna czas po wieczerzy wigilijnej był zarezerwowany na wspólne śpiewanie kolęd. Był to zwyczaj w Polsce powszechny i ubolewam, że to się zmienia. W kolędach zawsze był duch narodu. Poza tym każda kolęda to jest niesłychany traktat teologiczny. Najwięcej powstawało ich w okresie niewoli narodowej. W ten sposób przekazywano prawdy wiary i wzbudzano uczucia patriotyczne. W tym roku nasze święta będą bardziej kameralne, może trochę nostalgiczne, ale tym bardziej niech wybrzmią kolędy, bo każda z nich niesie przesłanie nadziei – zachęca ks. Andrzej Leleń, muzykolog, wykładowca WSD w Płocku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama