Nowy numer 3/2021 Archiwum

Dobry uczynek, nie czekoladka

Od czego zacząć? Może od tęsknoty za prawdziwym oczekiwaniem... Są rodziny, które chcą w ciekawy sposób celebrować dni przed pamiątką narodzin Jezusa.

W powodzi komercji, która dekoracjami, choinką i rubasznym Mikołajem ogłasza święta Bożego Narodzenia już po Wszystkich Świętych, czas Adwentu może minąć niepostrzeżenie. I wprawdzie hipermarkety co roku proponują na przykład kalendarze adwentowe z czekoladkami, to bardziej skłaniają one do łakomstwa niż do duchowego oczekiwania i przygotowania. Część rodziców, szczególnie najmłodszych pociech, decyduje się więc na samodzielne wykonanie takich kalendarzy adwentowych, w których akcenty zabawy i przyjemności byłyby  zrównoważone religijnymi i duchowymi treściami.

Coraz głębiej

Franio miał swój pierwszy kalendarz w wieku trzech lat. − Miałam zrobić go samodzielnie, ale znalazłam w hipermarkecie przepiękny kalendarz w formie woreczków. Do tych woreczków włożyłam jednak swoje pomysły. To było niesamowite, jak Franio każdego dnia czekał na to, co znajdzie w środku. Aby trochę ułatwić mu zadanie, użyłam też figurki aniołka, który „pojawiał się” przy kolejnej kieszonce. Teraz włącza się też nasza młodsza córeczka, Tereska, która jest bardzo otwarta i szybko się uczy − wyjaśnia mama dwojga maluchów Aleksandra Koszewska, pedagog i nauczycielka.

Pani Ola śmieje się, że to jednak nie jej dzieci były w tej kwestii „królikami doświadczalnymi”, ale uczniowie w klasie, którą uczyła. Ona sama z dzieciństwa pamięta kalendarze z czekoladkami, ale wraz z mężem Jakubem dla swoich pociech chce bardziej świadomego wprowadzenia w Adwent. Owszem, w kalendarzowych woreczkach Franio i Tereska znajdą czasem smakołyk albo drobiazg ze świątecznym motywem, ale najczęściej są to karteczki z jakimś prostym zadaniem, jak nauczenie się kolędy, zrobienie świątecznej kartki czy propozycja zabawy, np. w ciepło-zimno.

− W tamtym roku mogłam już sięgnąć po głębszą symbolikę i rozbudowałam kalendarz o aspekty duchowe. Postawiliśmy też pusty żłóbek w domowym miejscu naszej modlitwy i lampiony, które sama wykonałam. W każdą niedzielę zapalaliśmy kolejną świecę, a w Wigilię położyliśmy figurkę Pana Jezusa w żłóbku. W tym roku zamierzam w każdą niedzielę czytać Ewangelię dzieciom z ich Biblii. Przygotuję też w słoiczku źdźbła siana i będziemy wykładać nimi żłóbek, przy czym jedno źdźbło to także jeden dobry uczynek, który będziemy starali się zrobić − mówi mama Frania i Tereski.

Lekcja historii zbawienia

Obok rozmaitych form kalendarzy są też inne pomysły na rodzinne przeżywanie Adwentu. Na przykład drzewko Jessego, które pomaga dziecku poznać genealogię Jezusa i w bardzo prosty sposób uchwycić dzieje zbawienia. Takie drzewko jest w tym roku w domu Justyny i Jakuba Wójcików, młodego małżeństwa z trojgiem dzieci, które w diecezji płockiej zapoczątkowało działalność wspólnoty „Baranków”, czyli rodzin z dziećmi przystępującymi do Wczesnej Pierwszej Komunii św. − Bierzemy uciętą gałąź jakiegoś drzewa owocowego, wstawiamy do wazonu i codziennie, po przeczytaniu kolejnych tekstów biblijnych, wieszamy na nim wykonane symbole konkretnych postaci lub wydarzeń, np. jabłko, nawiązujące do Adama i Ewy, czy baranka, symbolizującego wyjście z Egiptu − wyjaśnia pani Justyna.

W poprzednich latach państwo Wójcikowie również przygotowywali z dziećmi kalendarze adwentowe, m.in. w formie pudełeczek zawieszonych na sznurze. − Wkładaliśmy tam karteczki, na których było napisane odręcznie coś dobrego o każdym dziecku. Ale nie chodziło o zwykłe pochwały, na przykład za piątkę w szkole, ale dotyczyło głębszych rzeczy, takich jak zauważanie potrzeb brata lub siostry. To było niesamowicie budujące i rozwijające także dla nich. Pamiętam, że nie mogły się potem doczekać kolejnego Adwentu − opowiada pani Justyna.

Dobre wspomnienia

Stosując w ostatnich latach rozmaite adwentowe pomysły, Małgorzata Bartosiak, mama dzieci w wieku szkolnym, zauważa, że przemawiają szczególnie do maluchów. − Są one dużo bardziej otwarte, chłonne i entuzjastycznie nastawione niż młodzież. Z dziećmi przedszkolnymi o wiele łatwiej wdrożyć takie rzeczy − mówi. Cieszy się jednak, że jej dzieci, choć trochę podrosły i wchodzą w okres buntu, wciąż czekają na ten kalendarz. − Wcześniej go uwielbiały. Gdy tylko otworzyły oczy, pierwsze kroki kierowały do kalendarza, żeby sprawdzić, jakie jest zadanie dnia. Myślę, że takie wspomnienia zostają na lata i są częścią dobrej duchowej bazy, którą rodzice mogą przekazać dzieciom i do której będą mogły się kiedyś, nawet w chwilach kryzysowych, odwołać − mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama