Nowy numer 3/2021 Archiwum

Życie, które trwało krótko

Psycholog Aleksandra Stupecka, pracująca w płockim Centrum Psychologiczno-Pastoralnym „Metanoia”, mówi o prawie do bólu rodziców dzieci utraconych, znaczeniu grobów takich maleństw i nadawaniu sensu tym doświadczeniom.

Agnieszka Małecka: Jak ważne jest nastawienie społeczne do tematu żałoby po śmierci dziecka, szczególnie przed narodzeniem?

Aleksandra Stupecka: Problem odchodzenia kogoś bliskiego zawsze jest czymś trudnym, bo dotyka bardzo delikatnej sfery w człowieku. Rodzice po stracie dziecka często przychodzą po pomoc, ponieważ ludzie wokół nich obawiają się poruszać temat. Otoczenie nie wie, jak towarzyszyć w żałobie, by nie urazić, nie zranić. Co więcej, mamy społeczne podejście, by szybko „poradzić sobie” z tematem śmierci. Odsunąć, zagłuszyć, nie zatrzymywać się na niej. Mówiąc jednak o nastawieniu społecznym, warto zapytać samego siebie – bo społeczeństwo to każdy z nas – jak ja mogę pomóc rodzicom po stracie dziecka? Jak okazać, że szanuję ich doświadczenia, że dostrzegam wartość życia ich dziecka, nawet gdy życie to trwało bardzo krótko? Popatrzmy na nasze osobiste podejście do nienarodzonych dzieci. Jak reagujemy, gdy chce się tę wartość umniejszyć, sprowadzić dziecko do embrionu, zarodka...? By niejako zmienić nasz sposób mówienia, a więc i myślenia o nim.

W przypadku straty starszego dziecka rodzice mają wiele wspomnień; inaczej jest, gdy umiera dziecko w łonie mamy. Czy to znaczy, że ból tych rodziców jest mniejszy?

Bólu nie da się zważyć ani zmierzyć. To nie jest tak, że gdy na jednej szali symbolicznie „położymy” ból rodziców zmarłego kilkulatka, a na drugiej rodziców dziecka, które żyło kilka tygodni w łonie matki, to któraś szala przeważy. Myślę jednak, że strata dziecka nienarodzonego jest bardziej intymna. Wspomnienia dotyczące dziecka nie są związane z konkretnymi zdarzeniami, które rodzice mogą po czasie przywoływać wspólnie z rodziną czy przyjaciółmi. Są one raczej bardzo osobistymi doświadczeniami. Takimi jak chociażby to, gdy mama poczuła po raz pierwszy ruchy dziecka, a tata pierwszy raz usłyszał podczas USG bicie jego serca. Dlatego otoczeniu trudniej towarzyszyć w takiej sytuacji. Osobnym problemem jest fakt, że stratę starszego dziecka uważa się powszechnie za tragedię, a gdy dziecko żyło kilka tygodni w łonie matki, to mówimy jedynie, że „nie udało się donosić ciąży”. Używa się nawet takiego pojęcia, którego osobiście nie lubię – „niepowodzenie prokreacyjne”. Nie daje ono rodzicom prawa do bólu po odejściu dziecka, bo „nie straciliśmy kogoś, tylko nam się nie powiodło”.

Jednym z dowodów pamięci, że to jednak było życie, jest płocki pomnik-grobowiec dzieci utraconych, gdzie odbył się kolejny pochówek takich maluszków. Dlaczego jest on tak potrzebny?

Pogrzeb dziecka nienarodzonego oraz istnienie grobu, w którym jest ono złożone, to bardzo istotne kwestie w przechodzeniu procesu żałoby. Jakiś czas temu rozmawiałam z rodzicami, którzy stracili swoje dziecko w lipcu, a ze względu na różne formalności mogli je pochować w swoim rodzinnym grobie dopiero po kilku miesiącach, jesienią. Jednak byli gotowi czekać. Takie konkretne historie najbardziej uświadamiają mi potrzebę miejsca, jakim jest grób dzieci utraconych. Doceniam ten grób, gdy widuję, że prawie codziennie pojawia się tam jakiś nowy znicz – znak konkretnej rodzicielskiej historii... Można spotkać na nim misie, obrazki, różne pamiątki, które dzieci przynoszą dla swojego rodzeństwa. Myślę, że jest to miejsce potrzebne nie tylko rodzicom, ale i dziadkom, a tak naprawdę nam wszystkim. Ostatnio rozmawiałam z panią, która straciła swojego maleńkiego wnuczka jeszcze przed narodzinami. Nie miała szansy go poznać i pochować. Poszła więc właśnie na ten grób, by zapalić znicz, pomodlić się i w ten sposób pokazać, że pamięta o tym maleństwie.

Czy nawet takie bolesne doświadczenie może zmienić, przewartościować życie?

Ktoś umiera, coś może się narodzić... To może być zmiana hierarchii wartości, ułożenie sobie na nowo tego, co w życiu ważne. Pracując z małżonkami po stracie, dostrzegam, że takie doświadczenie może również cementować ich relację małżeńską, uczyć doceniania dziecka. Oczywiście mogą się także pojawić poczucie utraty kontroli nad własnym życiem, frustracja. Ważne jest to, co wówczas z tym doświadczeniem zrobimy. Każdy z nas potrzebuje nadawać znaczenie temu, co wydarza się w naszym życiu. I dobrze, że tak jest. Niekiedy potrzebna jest w tym procesie osoba z zewnątrz, która pomoże rodzicom zobaczyć sens, który nadają stracie dziecka. Dlatego warto w takich sytuacjach szukać pomocy, choćby w naszym płockim Centrum „Metanoia”, gdzie od kilku lat pracujemy z małżeństwami po stracie.• agnieszka.malecka@gosc.pl O pochówku dzieci nienarodzonych piszemy na s. VIII.


Tu pomogą

W podobnych sytuacjach można uzyskać pomoc psychologiczną w Centrum Psychologiczno-Pastoralnym „Metanoia” w Płocku przy ul. Kobylińskiego 21a. Tel. 24/ 268 04 48 lub 513 107 753, e-mail: metanoia@op.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama