Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wiarą w bezsilność

W te dni na naszych cmentarzach było zwykle kolorowo i tłumnie. Ten rok zmienił wszystko – i samo przeżywanie śmierci i żałoby, i obchodzenie świąt, w które każdy chce być blisko rodzinnych grobów.

Historii ludzi, którzy przeżywali śmierć i pogrzeb swoich bliskich w czasie pandemii, jest wiele. Jedną z nich wspomina ks. Rafał Pabich, który jest psychologiem, a zarazem duszpasterzem posługującym na cmentarzu katolickim w Płocku.

– Przypominam sobie przypadek rodziny, w której umarł ojciec. Gdy okazało się, że przyczyną był COVID-19, wszyscy musieli odbyć ścisłą kwarantannę. Pogrzeb przesuwał się z tygodnia na tydzień. Było to dla nich bardzo trudne doświadczenie. Z jednej strony śmierć ojca, a co za tym idzie smutek, żal i doświadczenie straty, a z drugiej – niemoc i bezsilność, bo nie mogli dopełnić ważnego rytuału, jakim jest pożegnanie i pochowanie zmarłego – opowiada ks. Pabich. W czasie pandemii zarówno pożegnanie z umierającymi, jak i zewnętrzne formy przeżywania żałoby przez ich bliskich zostały przez reżim sanitarny bardzo okrojone lub uniemożliwione. Nikt nie ma wątpliwości, że dopełnienie tych rytuałów jest konieczne i tak naprawdę trudno przewidzieć skutki, jakie będzie miała taka „okaleczona” żałoba. Jak zauważa Ewa Kortes-Pakuszewska, psycholog pracująca w ciechanowskiej filii „Metanoi” i w hospicjum, na szczęście umysł ludzki posiada mechanizmy obronne, które uruchamiają się w odpowiednim momencie, ale obecna sytuacja jest dramatyczna.

– Doświadczenie śmierci, która sama oraz jest jedną z najtrudniejszych sytuacji dla rodziny, i samo przeżywanie żałoby jest dzisiaj o wiele trudniejsze, ponieważ pewne rzeczy nam odebrano – chociażby możliwość uczestniczenia całej rodziny w pogrzebie. Dlaczego to takie ważne? Wtedy gromadzą się osoby bliskie, które się wspierają, wspominają zmarłego. To jest również czas, gdy możemy płakać, możemy różnie się zachować, bo każdy żałobę przeżywa inaczej i nikt nas nie ocenia. Ten czynnik ludzki, element spotkania jest tak istotny, że z tego, co wiem, w okresie poluzowania restrykcji sanitarnych część rodzin spotykała się na takim symbolicznym pogrzebie – opowiada psycholog.

Jej zdaniem gdzieś zostały zagubione czy zdezawuowane wielowiekowe tradycje żałobnicze, które teraz, w dobie pandemii, na nowo odkrywamy i doceniamy, jak choćby to, że ludzie gromadzili się na Różańcu przy bliskim zmarłym, by wspólnie się modlić i płakać. – Gdy teraz nie mamy możliwości spotkania się i wspierania w żałobie, to jeśli nawet został nam tylko telefon, sięgnijmy po niego. I jeszcze jedno bardzo ważne narzędzie – to nasza duchowość, religijność. Bo nawet gdy zawiodą systemy społeczne, gdy zawiedzie drugi człowiek i jesteśmy bezsilni, możemy to pozostawić Bogu – zachęca E. Kortes-Pakuszewska. Jak w tej sytuacji przeżywać uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny?

– Z punktu widzenia wiary nic się nie zmieniło – zwraca uwagę ks. Rafał Pabich. – Może jednak w sytuacji ograniczeń związanych z pandemią, od swoistego „kultu grobów” i zewnętrznego celebrowania Wszystkich Świętych, przejdziemy do duchowego przeżywania tego czasu przez bardziej osobistą refleksję nad przemijaniem i modlitwę za zmarłych. Pamiętajmy, że w tradycji Kościoła szczególna modlitwa za zmarłych i uzyskiwanie odpustów w ich intencji rozciąga się na pierwsze osiem dni listopada, a w tym roku wyjątkowo ten duchowy przywilej jest rozciągnięty na cały miesiąc. Mamy przecież świadomość, że to nie kwiaty i znicze pomagają naszym bliskim zmarłym, ale modlitwa i w miarę możliwości pobożne nawiedzenie cmentarza, jałmużna, wypominki i Komunia św. w ich intencji – zachęca ks. Rafał Pabich.

W to, że to właśnie modlitwa jest największym darem dla umierającego i zmarłego, wierzą osoby zaangażowane w wolontariat duchowy, odwiedzające pacjentów z oddziału hospicyjnego i onkologicznego w ciechanowskim szpitalu wojewódzkim. Pandemia, oczywiście, przerwała raptownie i tę działalność, która trwała od prawie 6 czy 7 lat. Nie ma ich fizycznie przy chorych i umierających, ale są z nimi duchowo. – Szpital jest zamknięty dla odwiedzających, rodziny nie są dopuszczone do swoich bliskich, tym bardziej my. Ale my przecież zawsze możemy się za nich modlić, bez względu na to, gdzie jesteśmy. A najlepszą modlitwą jest Eucharystia. Nasza posługa jest teraz niewidoczna, ale trwa – zapewnia Danuta Niszczota.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama