Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kwarantanna w sutannie

– To doświadczenie jeszcze bardziej mnie umocniło w przekonaniu, że Bóg jest fundamentem naszego życia – mówi ks. Tomasz Dec, który przeszedł koronawirusa.

COVID-19 dotknął już kilku parafii naszej diecezji – księża znaleźli się na kwarantannie, a u niektórych z nich wynik testu na koronawirusa był pozytywny. Kościoły zamknięte w tygodniu, w niedzielę zaś liturgia sprawowana przez księży z zewnątrz, którzy nie mieli kontaktu z duchownymi w izolacji – to nowy, nieznany dotąd obraz duszpasterstwa parafialnego.

– Ale czy ta sytuacja nie przygotowuje nas do takiej sytuacji, gdy za jakiś czas faktycznie zacznie brakować księży? Może to doświadczenie jest przestrogą na przyszłość i wezwaniem do większej troski i modlitwy o powołania... – zastanawia się ks. inf. Marek Smogorzewski, emerytowany proboszcz i dziekan w Rypinie. W tamtejszej parafii św. Stanisława Kostki duszpasterze również przebywali w kwarantannie przez 10 dni.

To było trudne dla wszystkich

W Dobrzyniu n. Drwęcą księża zostali włączeni w kwarantannę dosłownie z minuty na minutę. – To była niedziela, zaraz po obiedzie, wraz z telefonem z sanepidu momentalnie zostaliśmy odcięci od świata. O odprawienie Mszy popołudniowych musiałem prosić księży z dekanatu. W kwarantannie znalazł się także pan kościelny, a więc cały zespół duszpasterski. Po tym doświadczeniu uważam, że w naszych parafiach musimy być przygotowani na podobne sytuacje, bo ta epidemia przecież szybko się nie skończy – mówi ks. Jarosław Kulesza, proboszcz i dziekan w Dobrzyniu n. Drwęcą.

– W czasie odosobnienia rodziły się w głowie różne myśli, ale chyba najmocniejsze było poczucie winy. Nie byłem zarażony, ale rodzące się wciąż wątpliwości nie dawały mi spokoju, czy ktoś przeze mnie albo księży wikariuszy się nie zaraził. Nie było też wiadomo, co będzie dalej i jak długo będzie trwała kwarantanna. Ksiądz wikariusz, u którego stwierdzono koronawirusa, w tym czasie nie otrzymywał żadnych leków, nie miał też bezpośredniego kontaktu z lekarzem, tylko codzienną kontrolę zachowania kwarantanny ze strony policji. Była więc to jakby inna choroba od tych, które zwykliśmy przechodzić. To było bardzo trudne, przede wszystkim dla niego, potem dla nas, zamkniętych na plebanii – opowiada ks. Kulesza. Problem jednak jest szerszy, bo – jak zauważają duszpasterze – w czasie pandemii COVID-19 wokół Kościoła narasta nieufność.

– Taka zła wieść – że „w kościele można się zarazić” – pojawiła się także w mojej parafii. Tymczasem, jak już wiadomo, ksiądz wikariusz, który miał koronawirusa, nikogo nie zaraził. Ale hejt był i doświadczyli tego m.in. katecheci i ministranci, z kolei w niedzielę po ustaniu naszej kwarantanny w kościele była zaledwie garstka osób. Doceniam postawę tych wszystkich, którzy przychodzą do kościoła z wyboru i modlą się z nami, oczywiście z zachowaniem wszystkich zasad reżimu sanitarnego. Jestem im bardzo wdzięczny, bo teraz to oni „podtrzymują” naszą parafię – podkreśla ks. Kulesza. Przyznaje, że pocieszyły go osoby, które dzwoniły, zapewniając o pamięci i wsparciu. – „Życzę zdrowia, wracajcie do nas” – wzruszały mnie takie telefony. Ta pandemia ujawniła wiele dobrych stron, ale większość ludzi jest przestraszona – dodaje proboszcz parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej.

Oddałem to Bogu jako ofiarę

O swoim doświadczeniu mówi ks. Tomasz Dec, wikariusz z parafii Matki Bożej Fatimskiej w Ciechanowie, u którego na początku października testy potwierdziły koronawirusa. Ponieważ jest katechetą w dużej szkole i uczy w sześciu klasach, ok. 200 osób znalazło się na kwarantannie (podczas gdy media ogólnopolskie podawały, że w izolacji przebywało aż 700 osób). Jak sam mówi, w tym czasie spotkał się z wieloma sygnałami solidarności i sympatii, nie było ani jednego negatywnego odzewu ze strony ludzi, nawet kilka razy ktoś zostawił mu rosół pod drzwiami.

– Przechodziłem to wszystko łagodnie, a ponieważ prowadzę aktywny tryb życia i dużo biegam, to ograniczenie wiele mnie kosztowało. Bardzo chciałem wyjść z plebanii i biegać, ale nie mogłem – i to oddawałem Bogu jako moją ofiarę – mówi ks. Tomasz. W czasie odosobnienia inspirował go przykład kard. Stefana Wyszyńskiego i jego osobista determinacja oraz praca nad sobą. – W takich sytuacjach trzeba mieć obowiązkowo plan dnia i konsekwentnie go przestrzegać, trzeba sobie zadać do wykonania konstruktywne zajęcia. Ja w tym czasie dużo więcej czytałem i dokończyłem prace, które od dawna na to czekały, m.in. montaż filmu z tegorocznych wakacyjnych rekolekcji Wojska Gedeona, ćwiczyłem też w mieszkaniu, aby nie wyjść z formy – opowiada ks. Dec.

Choć w parafii na 10 dni zamarło życie liturgiczne i duszpasterskie, ksiądz spotykał się online z młodzieżą z Wojska Gedeona. Okazało się, że nowa forma zdalnego spotkania jest przydatna nie tylko w nauce, ale również w modlitwie. – Doświadczyłem w tym czasie Bożego prowadzenia i postanowiłem spędzać jeszcze więcej czasu na modlitwie. Odprawiłem również w tych dniach moje osobiste rekolekcje. To doświadczenie jeszcze bardziej mnie umocniło w przekonaniu, że Bóg jest fundamentem naszego życia. Gdy jesteśmy zamknięci i nie możemy się z innymi spotykać, tylko On i Jego łaska pozostają dla nas oparciem. Ta sytuacja przypomniała mi też o pokorze, bo mogę mieć wiele planów, lecz muszę zaakceptować czasami to, co jest nieoczekiwane albo nie po mojej myśli – dodaje ks. Tomasz.

Ksiądz Michał Fordubiński, wikariusz parafii św. Stanisława BM w Mławie, też przechodził przez podobne doświadczenie. Mile zaskoczyła go wielka życzliwość lekarzy i parafian, a także wsparcie mławskiego sanepidu. Na szczęście parafia mogła w tym czasie funkcjonować normalnie, choć zostały odwołane m.in. mławskie uroczystości z udziałem biskupa z okazji 300. rocznicy śmierci ks. Benika, twórcy Gorzkich Żali. – Byłem zaskoczony, że to mnie dotknęło, nie wiem, od kogo mogłem się zarazić. Ale starałem się spokojnie to przejść. Teraz jeszcze bardziej odczuwam solidarność z tymi, który przez to samo przechodzą – mówi ks. Fordubiński.

Potrzeba dobrego przykładu i edukacji

12 października w Płocku z księżmi kapelanami posługującymi w szpitalach północnego Mazowsza i Ziemi Dobrzyńskiej spotkał się dr Marek Posobkiewicz, były główny inspektor sanitarny. – Edukacja jest tu równie ważna co środki ochronne. Wroga, jakim jest koronawirus, nie widać, ale potrzeba dobrego przykładu i edukacji, a rola księży jest tu bardzo ważna. Przyszedł czas, aby księża w parafiach stali się również edukatorami zdrowotnymi – podkreślał.

– Niestety, w ludziach jest o wiele więcej lęku niż świadomości, czym jest koronawirus. Również w debacie publicznej za mało jest racjonalnego, spokojnego myślenia i roztropności, a w zamian są emocje i frustracja – ocenił dr Posobkiewicz, dodając, że powinniśmy pamiętać o używaniu maseczek, zachowaniu dystansu społecznego i o częstym myciu rąk. – Nie zapominajmy również o tym, aby bronić się przed zarazą także w wymiarze nadprzyrodzonym, pamiętajmy o modlitwie przy krzyżach morowych i o świętych orędownikach, zwłaszcza św. Rochu – mówił bp Piotr Libera w czasie spotkania. – A jeśli zdarzy się podobna sytuacja do tej z mojej parafii, powinniśmy być przygotowani, czujni i dobrzy – dodaje ks. Jarosław Kulesza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama