Nowy numer 48/2020 Archiwum

Patron na miarę czasów

Uzdrawiał w XIV-wiecznej Europie, uzdrawia także dziś – zaświadczają o tym wierni przybywający do nowo erygowanego sanktuarium św. Rocha w Sadykrzu, zasłużonego „świętego od zarazy”.

Będziesz ratunkiem w chorobach – taki napis możemy przeczytać na aureoli św. Rocha w drewnianym kościele sadykierskim, który jest filią parafii w Obrytem. Francuski samarytanin kiedyś pochylał się nad zarażonymi dżumą, dziś pomaga m.in. chorym na nowotwory, starającym się o potomstwo czy zalęknionym pandemią koronawirusa.

To nie są puste słowa. Świadectwa ludzi dotkniętych łaską uzdrowienia możemy przeczytać m.in. na stronie internetowej dokumentującej rozwijający się kult świętego w Sadykrzu. Wszystko to owoce wydarzeń, które od kilku lat obserwuje ks. Cezary Siemiński, proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela.

Dostrzega on wiele „Bożych przypadków”, które miały wpływ na ożywienie kultu świętego z Montpellier. – To wszystko było po coś. Mam wrażenie, że pożar kościoła w 2003 r. przerwał pewien marazm. Wcześniej w kościele odprawiano niedzielną Mszę św. i obchodzono odpust na 16 sierpnia. Chyba nikt nie przypuszczał, że ten kościół tyle znaczył dla parafian, którzy tak się zmobilizowali wokół odbudowy, iż nową świątynię konsekrowano już w 2008 roku. Kiedy przyszedłem do parafii w 2014 r. i zobaczyłem ich przywiązanie do tego miejsca, obudziło się we mnie pragnienie, żeby tego nie zaprzepaścić.

W 2016 r. dzięki bp. Piotrowi Liberze i ks. prał. Waldemarowi Turkowi wystaraliśmy się w Rzymie o relikwie św. Rocha. I kiedy w sierpniowy odpust je wprowadzaliśmy, nie przypuszczałem, że będzie to początek nowego czasu w rozwoju kultu św. Rocha – opowiada ks. Siemiński. Kapłan nie przypuszczał również, że już rok później św. Roch stanie się mu aż tak bliski. Punktem przełomowym okazała się jego choroba nowotworowa, która spowodowała, że parafianie zaczęli szturmować niebo w intencji proboszcza właśnie za przyczyną św. Rocha. To dało początek modlitewnemu bractwu – Jerychu św. Rocha, które skupia obecnie ponad 200 osób, nie tylko z diecezji płockiej.

– Modlono się za przyczyną św. Rocha przez całą dobę, podejmowano posty w tej intencji. Nie przypadkiem ostateczną diagnozę o zakończeniu leczenia otrzymałem 22 lutego, w dzień objawień Jezusa Miłosiernego. W historii mojej choroby takich „przypadków” było więcej. Od maja 2018 r. w piątek po 16. dniu każdego miesiąca spotykamy się u św. Rocha o godz. 19 na Mszy św. i adoracji. To zrodziło się z potrzeby okazania wdzięczności Panu Bogu za moje uzdrowienie, ale nie tylko. Te spotkania to dziękczynienie, ale też dzielenie się tym, czego doświadczyliśmy – dodaje ks. Siemiński. W sierpniu tego roku bp Piotr Libera pielgrzymował z Obrytego do Sadykrza, prosząc św. Rocha o ustanie pandemii. „To mocarny patron, bo wiele może wyjednać u Boga. Trzymajcie się zatem św. Rocha! Przychodźcie często do niego, u niego szukajcie pomocy i ratunku. Bo przez niego Bóg nam przypomina, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych” – mówił biskup podczas odpustowej homilii.

To właśnie wtedy usłyszał w parafii nieśmiałą prośbę o erygowanie sanktuarium, co – jak się później okazało – było już zamysłem bp. Libery, który 19 października ogłosił nowe diecezjalne sanktuarium koło Pułtuska. Ksiądz Siemiński mówi, że choć niewielu jeszcze słyszało o Sadykrzu, bo „to daleko od świata”, to widzi w tym Boży zamysł. – Moje życie i moje zdrowie zawdzięczam św. Rochowi. Jestem o tym przekonany. On odradza się tu niczym Feniks z popiołów, ale bez kultu nie ma sanktuarium, jest tylko nazwa. U nas ten kult jest żywy. Żeby przetrwał, trzeba dać ludziom duchowe narzędzia. Dlatego powstały nawet specjalne modlitwy do św. Rocha. Niektórzy myślą, że przeczekają ten czas. A ja im mówię, że sam strach nie wystarczy. Nie ma na co czekać, tylko przyzywać św. Rocha. Zapraszam do Sadykrza! – kwituje ks. Siemiński, kustosz nowego sanktuarium.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama