GN 19/2022 Archiwum

Przeżyj to sam

– Dla mnie to czas, gdy jestem ja i Bóg, i gdy możemy pogadać szczerze i do bólu… – mówi jeden z liderów Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, która została zorganizowana w tym mieście po raz trzeci.

W piątkowy wieczór, gdy większość ludzi odpoczywała po całym tygodniu pracy, grupa ponad 50 płocczan zdecydowała się na spore fizyczne i duchowe wyzwanie.

– Uczestnicząc w tej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, próbujecie za św. Stanisławem Kostką powiedzieć dzisiejszemu światu: „Do wyższych rzeczy zostałem stworzony” – usłyszeli pątnicy podczas Mszy św. sprawowanej przez ks. Zbigniewa Zbrzeznego, proboszcza parafii Ducha Świętego, skąd wychodzili. Nawiązanie do św. Stanisława Kostki nie było przypadkowe. Tegoroczna Płocka EDK, która podobnie jak inne nie mogła przejść w Wielkim Poście, odbywała się tuż po święcie Podwyższenia Krzyża, w święto patrona z Rostkowa, któremu nie były obce wyzwania długiej drogi. Na taką wędrówkę wyruszyli uczestnicy po wieczornej liturgii. Po wyjściu z rozświetlonego kościoła na Skarpie prosto w gęstą noc czekało ich 41 km przez okoliczne lasy. Trasa wiodła przez Maszewo, Brwilno, Cierszewo, Siecień, Sikórz i Wyszynę z powrotem do Płocka, do sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Wrześniowa aura nocą przypominała ubiegłoroczną, marcową, jaka towarzyszyła przejściu, a sama trasa, ze względu na długość i ukształtowanie terenu, była dużym wyzwaniem. Do tego dochodziła ciemność, poczucie niepewności, lęk. Ale to właściwie nieodłączne komponenty Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, która nie jest ani spacerem, ani zorganizowaną pielgrzymką. To naprawdę ekstremalne doświadczenie, do którego trzeba się przygotować i fizycznie, i mentalnie. – Tutaj każdy w czasie drogi odpowiada sam za siebie i nawet jeśli ktoś się zgubi na szlaku, to powinien sam się odnaleźć. Dla mnie to czas, gdy tu i teraz jestem tylko ja i Bóg. Możemy pogadać szczerze i do bólu. W czasie tej drogi można się otworzyć wewnętrznie – przekonuje Dariusz Małecki, jeden z liderów Płockiej EDK. Najbardziej wytrwali dotarli do celu jeszcze przed wschodem słońca, ale nie tempo marszruty było tu ważne. Doświadczeni EDK-owcy mówią, że liczy się sama droga i to, czego na niej się doświadcza. Ważne jest, jak mówi Dariusz Orlikowski, również lider Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, by dzielić się swoim doświadczeniem, i to nie tylko fizycznego wysiłku i bólu, choć pewnie ten był najbardziej dojmujący. – Światła nie stawia się pod korcem, ale wysoko, żeby świeciło. Dlatego czekamy na świadectwa uczestników, bo nam, jako inicjatorom, daje to pewność, że warto to robić – przyznaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama