Nowy numer 43/2020 Archiwum

Jak w baśniowej Narnii

Jeszcze niedawno stały tu poczciwe krasule. Teraz ich miejsce zajęły... lalki. Jolanta Kownacka z miejscowości Łebki Wielkie k. Ciechanowa zaprasza do bardzo nietypowej wiejskiej galerii.

Choć w XXI w. dzieci z reguły spędzają wolny czas, korzystając z komputerów, komórek czy tabletów, to poczciwe lalki nie odeszły całkiem do lamusa. A szkoda by było, gdyby tak się stało, bo towarzyszą one ludzkości od zarania dziejów... Archeologiczne badania (wykonane w grobowcach Egiptu z 2 tys. lat przed Chrystusem) wykazały, że to jedne z najstarszych znanych ludziom zabawek.

Pierwsze lalki wykonywano z gliny, drewna czy wosku. Potem doszła porcelana, tkaniny, wreszcie tworzywa sztuczne. Lalki zaczęły zamykać i otwierać oczy, płakać, mówić: „mamo”, a nawet robić... „siusiu”. Łebki Wielkie to – wbrew nazwie – niezbyt duża wieś w podciechanowskiej gminie Ojrzeń. Sporo tu hodowców bydła, ale gdy zajrzymy do jednej z obór, zamiast krów zobaczymy w niej lalki. 340 okazów z 45 krajów zgromadziła tu Jolanta Kownacka. Skąd taka, a nie inna pasja?

Pani Jolanta wspomina, że gdy miała sześć lat, tata kupił jej lalkę, do której bardzo się przywiązała. Raz zapoczątkowanej miłości do lalek nie było już jak zatrzymać. – Mam trzech synów, ale nie mam żadnej córki i niektórzy myślą, że może to tęsknota za córką spowodowała, iż postanowiłam zbierać lalki. Ja całe życie coś zbierałam, a lalki wydawały mi się taką piękną pamiątką – mówi dziś pani Jolanta. Zaczęła je zbierać i tak powoli, rok po roku, lalek przybywało, aż w pewnym momencie zaczęło dla nich brakować miejsca w domu państwa Kownackich.

Mąż pani Jolanty miał ich też już dość w każdym kącie, więc znalazł rozwiązanie. – Tu, w tym miejscu, początkowo była obora, która później została zamieniona na magazyn pasz – opowiada Jolanta Kownacka. – Po kilku latach mąż postanowił wyremontować mi to miejsce. Do dawnej obory-magazynu, a dziś galerii, wchodzi się tak jak do baśniowej Narnii – przez drzwi od starej szafy. To z kolei dzieło jednego z synów pani Jolanty. – Wejście do galerii to mój pomysł, chciałem, żeby wchodziło się do niej jak do zaczarowanego miejsca – mówi Bartek Kownacki.

W tej zaczarowanej galerii pani Jolanta umieściła całą swoją kolekcję. Są w niej lalki głównie w strojach regionalnych – z Anglii, Kostaryki, Ukrainy, Meksyku, Armenii, Wietnamu, Norwegii, Kuby, Japonii, Peru – kraje pochodzenia można by wyliczać i wyliczać... Kolekcję pomaga powiększać podróżująca po całym świecie rodzina. Bywają sytuacje, że cała wycieczka wraz z przewodnikiem szuka lalki dla pani Jolanty. – Skupiam się na tych w strojach regionalnych, ale są też lalki z mojego dzieciństwa, bo ta pasja zaczęła się dawno temu, kiedy mój tata przywiózł mi z Czechosłowacji lalkę w pięknym stroju regionalnym. Nie przetrwała ona do dzisiaj, do czego przyczynił się fakt, że miałam dwie siostry – mówi dyplomatycznie pani Jolanta. Zgromadzone w galerii lalki są wykonane z różnych materiałów – z papieru, ze słomy, z gliny, odlane z metalu. Każda z nich ma swoją historię.

– Ważna jest dla mnie na przykład ta para staruszków. Dostaliśmy ją z mężem na 10. rocznicę ślubu od 70-letniej cioci – opowiada pani Jolanta. Galeria cały czas się powiększa, a jej założycielka zaprasza do zwiedzania. Jadąc drogą krajową nr 50 z Ciechanowa do Płońska, wystarczy skręcić w lewo (a jadąc z przeciwnego kierunku – w prawo), przy drogowskazie prowadzącym do miejsca bitwy pod Sarnową Górą z sierpnia 1920 roku. Warto wpaść do wsi Łebki Wielkie – i koniecznie trzeba zabrać ze sobą dzieci, by zobaczyły, że dobra zabawa nie sprowadza się tylko do wirtualnego świata.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama