Nowy numer 39/2020 Archiwum

Piękno i ratunek

Ikona „przychodzi” do człowieka zawsze w dobrym czasie. Doświadczają tego uczestnicy warsztatów w jednej z kamienic przy ul. Kwiatka, skąd z witryny patrzą na przechodniów namalowane oblicza świętych.

Chociaż pandemia jest dziwnym i trudnym doświadczeniem, to paradoksalnie ma też swoje dobre strony. Gdy z powodu kwarantanny zostaliśmy wszyscy zamknięci w domach, okazało się, że człowiek miał więcej czasu, a przy ikonie jest on niezbędny. Wiele osób, wykorzystując swoją wiedzę z warsztatów i konsultując się przez telefon bądź internet, mogło samodzielnie pracować nad kolejną ikoną.

Myślę, że to ratowało wielu z nas od poczucia zagubienia – uważa Katarzyna Kobuszewska, mistrzyni ikonografii, która prowadzi pracownię przy Kwiatka. Właśnie zakończyły się tu warsztaty dla osób, które stawiały pierwsze kroki w tej dziedzinie sztuki sakralnej, sięgającej czasów jeszcze niepodzielonego Kościoła. Ich tematem była ikona Oblicza Pana Jezusa – Mandylion, z grecka „acheiropojetos”, czyli nieuczyniony ręką ludzką. – Wybrałam ją z dwóch powodów. To jedna z ważniejszych archetypicznych ikon, powstałych u zarania Bizancjum, a jednocześnie duże oblicze, skierowane en face, w stronę patrzącego, które daje możliwość wyjaśnienia i nauki kanonicznych zasad rozjaśnień twarzy, kluczowych w każdej ikonie – dodaje pani Katarzyna. Kameralna grupka pracowała w systemie dwóch, trzech spotkań w miesiącu, dającym możliwość dokładnego przepracowania kolejnych etapów, a nawet tworzenia równolegle kolejnej, takiej samej ikony. – Zachęcałam do tego uczestników, z czego skwapliwie skorzystali. Jedna z uczestniczek napisała trzy ikony – cieszy się prowadząca zajęcia. I chociaż część ikonopisów pozostawia sobie swoją pierwszą pracę, to niektórzy zdobywają się na to, aby obdarować nią inną osobę. Tak chce zrobić pani Agnieszka, która zgłosiła się na warsztaty do Pracowni Ikonograficznej z 12-letnim synem. – Po pierwszym spotkaniu powiedział mi: „Bardzo się cieszę, że jesteśmy na tych zajęciach”. Wprawdzie mój kontakt ze sztukami plastycznymi skończył się na etapie szkoły podstawowej, ale kiedy zobaczyłam ogłoszenie pani Kasi o warsztatach, postanowiłam spróbować. Dowiedziałam się tu, że pisanie ikony nie wymaga wcześniejszych doświadczeń twórczych. Wiem już natomiast, że ta sztuka wymaga skupienia, wycisza wewnętrznie i naturalnie kieruje wszystkie myśli ku Bogu. Uczy również cierpliwości i pokory – opowiada Agnieszka Wiśniewska. Podobnie uważa płocka ikonografka, zwracając uwagę, że pisanie ikony, która jest swoistym „świętym tekstem”, odgrywa rolę papierka lakmusowego ludzkich słabości. – Ikonopisarstwo to wspaniała przygoda, która nie zna granic wiekowych czy zawodowych, ale zarazem wcale nie łatwa. Nie tylko z powodów technicznych, ale także dlatego, że w trakcie tworzenia pokazuje się nasze wnętrze; wychodzi nasza złość, niecierpliwość, zazdrość. Te wszystkie emocje trzeba wyciszyć, bo bez tego nigdy nie dojdziemy do celu. Można powiedzieć, że to takie wewnętrzne rekolekcje, na których musimy się dogadać sami ze sobą.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama