Nowy numer 2/2021 Archiwum

Tu mamy Lekarkę

Naprawdę Kępa Polska jest miejscem wybranym przez Maryję, a jej historię opowiadają ludzie, którzy doznali tam łask – ba, nawet rzeka jest częścią tej niezwykłej opowieści.

Zdumiewają bogata historia i duchowe tradycje tego miejsca. Oryginalny i niespotykany w innych miejscach diecezji jest już sam obraz, który przedstawia Maryję i Michała Archanioła w scenie zwiastowania. Jest on od dawna przedmiotem kultu wiernych, o czym świadczą sukienki, korony i wota.

– Zanim poznałem prawdy wiary, już znałem historię tego miejsca i cudownych uzdrowień, które działy się tutaj za przyczyną Matki Bożej. Dla mnie jest to miejsce wyjątkowe, w którym modliłem się o rozeznanie powołania i o wytrwanie w nim. W Kępie Polskiej uczyłem się modlić na różańcu, chodziłem na Nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i przeżywałem najpiękniejsze pielgrzymki i odpusty – opowiada pochodzący z tej parafii ks. Jacek Gołębiowski, proboszcz parafii Świętego Krzyża w Płocku. Dla Marii Młotkowskiej z miejscowości Cieśle k. Kępy Polskiej bez wątpliwości jest to miejsce cudowne.

W „Księdze łask i cudów” pod datą 2 lipca 2004 r. napisała: „Moja Matko Boża Kępska, Tobie zawierzam mój los. Uproś u Syna swego Jezusa Chrystusa łaskę życia dla mnie. Ratuj mnie od tej straszliwej choroby, daj mi siłę do cierpienia. Proszę i błagam – wdzięczna Maria”. Trzy dni później zostawiła wpis o zgoła innym charakterze: „Moje serce woła: dziękuję Ci, Matko Boża Kępska! Twoje wstawiennictwo u Syna Bożego i opatrzność Twoja dały mi drugie życie”. Co wydarzyło się 16 lat temu w Kępie przed obrazem Matki Bożej? Pani Maria od kilku miesięcy uskarżała się na uporczywe bóle m.in. w klatce piersiowej i kłopoty z oddychaniem.

Poddała się badaniom, ale nic nie wykryto, dopóki nie prześwietlono płuc. Wtedy padła diagnoza, że jest to rak płuca prawego. Gdy się o tym dowiedziała, a był pierwszy piątek miesiąca, 2 lipca, chciała bardzo pojechać do kościoła: do spowiedzi i Komunii św. Gdy opowiedziała o swojej sytuacji ówczesnemu proboszczowi ks. Wojciechowi Brzozowskiemu, on jej krótko odpowiedział: „Tu mamy Lekarkę”. „Podczas Mszy św. wznosiłam wzrok do Jezusa i patrzyłam na Maryję w tym obrazie, z cichą prośbą, którą wpisałam do tej księgi. Szczególnie prosiłam o siłę i moc ducha, aby walczyć z tą chorobą i nie załamać się. Prosiłam o ratunek. Napływały mi łzy do oczu, bo jak się można czuć po ludzku w takiej chwili. Gdy wyszliśmy z kościoła, zwierzyłam się, jak mi jest tu dobrze, jak wielką ulgę czułam w piersiach i spokój w sercu. W domu miałam ochotę do pracy” – opisała pani Maria w parafialnej księdze tamten wieczór.

– Z tego wszystkiego nie spałam całą noc. Nie mogłam, bo nazajutrz czekały mnie jeszcze kolejne badania w Warszawie, w pewnej prywatnej klinice. Nie zmrużyłam wtedy oka. Cały czas czytałam Pismo Święte, odmawiałam Różaniec i pewną modlitwę do Matki Bożej. Gdy nazajutrz w Warszawie pokazałam wyniki badań z Płocka i prześwietlenia, lekarze postawili taką samą diagnozę – rak płuca. Postanowili jednak wykonać kolejne dwa badania. Po godzinie czekania lekarz podał wynik: jestem zdrowa! Nie było śladu guza w płucu, ani w śródpiersiu, ani powiększonych węzłów chłonnych – opowiada wzruszona pani Maria. Na dowód tego pokazuje kompletną dokumentację lekarską, która została także złożona w kościele w Kępie Polskiej. – Gdy lekarz postawił pierwszą diagnozę, że mam raka w zaawansowanym stanie, na kopercie z moim nazwiskiem czarnym flamastrem postawił duży znak zapytania. A wkrótce potem, na mojej karcie pacjenta napisano: „Nie wymaga leczenia, bez leków”.

Wtedy 2 lipca dowiedziałam się, że mam nowotwór, a następnego dnia, że jestem zdrowa. Ja wiem, kto to sprawił! – dodaje M. Młotkowska. Do niezwykłej historii pani Marii „dołącza się” niewiarygodna historia samego obrazu, który miał przypłynąć Wisłą, pod prąd od strony Płocka i tu zostać wyłowiony. Miało bić od niego światło. Inni wspominali o objawieniach Maryi w zwykłym rybackim domu nad Wisłą. To wszystko działo się na początku XVIII w. Jest też inne podanie, które głosi, że obraz przybył tu z rodziną, która ucierpiała w czasie zimowej powodzi. Płynęli krą i gdy zeszli z obrazem w Kępie na brzeg, kra się rozpadła. Do dziś nie brak osób, które zaświadczają, jak Matka Boża cudownie ratowała w czasie wojny, od powodzi i w chorobie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama