Nowy numer 43/2020 Archiwum

Być kimś więcej

Ułańskie tradycje ożywają w Ratowie nie tylko w czasie rekonstrukcji historycznych. Odradzają się również dzięki pracy z młodzieżą.

Maleńkie Ratowo w powiecie mławskim z jego sanktuarium i klasztorem stało się w ostatnich latach miejscem integracji różnych środowisk pielęgnujących tradycje kawaleryjskie. Dzieje się to za sprawą Towarzystwa Krzewienia Edukacji Historycznej im. 1 Pułku Ułanów Krechowieckich, które ma tu swoją siedzibę i działa z inicjatywy m.in. księdza rektora i pod patronatem starosty mławskiego.

Gromadzi nie tylko mieszkańców okolicy, ale – co ciekawe – ściąga w to miejsce osoby z innych stron Polski, m.in. z Warszawy czy z Lublina. Są to ludzie kultywujący już od dawna – z potrzeby serca, z pasji czy rodzinnych korzeni – tradycje krechowieckiej formacji, która swoją nazwę wzięła od zwycięskiej bitwy pod Krechowcami 24 lipca 1917 roku. Ratowskie stowarzyszenie dzięki szerokim zadaniom statutowym daje większe możliwości wspólnego działania. Paradoksalnie, w roku 100. rocznicy Cudu nad Wisłą, z powodu pandemii nie mogli zaprezentować się w dorocznych rekonstrukcjach historycznych nawiązujących do wojny 1920 r. i epizodu obrony ludności cywilnej Ratowa przez 4. Pułk Ułanów Zaniemeńskich, działający m.in. na terenie powiatu mławskiego.

A dość mocno wpisały się już one w kalendarz ratowskich wydarzeń. Być może jakaś namiastka tej żywej lekcji historii odbędzie się jesienią. Za to w lipcu kadra pułkowa i młodzież, która już jeździ w barwach pułku, zgromadziła się w sanktuarium w Ratowie na swoim święcie, choć przebiegającym w okrojonej formie. Jak zauważył rektor ks. Bogdan Pawłowski, który jest wiceprezesem „Krechowiaków” i ich kapelanem, jest za co dziękować, bo przy pomocy tego dzieła, jakim jest pasja i zamiłowanie do tradycji polskiej kawalerii, dzieje się wiele dobrych rzeczy, przede wszystkim formowanie młodzieży. – Pamiętajmy, że żyjemy tu i teraz.

Bitwa Warszawska była 100 lat temu, ale my też mamy swoje bitwy i potrzebujemy dobrych dowódców i ludzi, którzy potrafią postawić wyznawane wartości, ojczyznę nawet ponad własne interesy, a nawet życie – mówi duszpasterz tego środowiska. Młodzież, którą stowarzyszenie bierze pod swoje skrzydła, pewnie nie od razu ma świadomość, w jak bogatą i wielką tradycję wchodzi. Jednak mundury, praca z końmi, udział w rekonstrukcjach czy spotkania z żywymi świadkami historii (np. obecną na święcie pułkowym Marią Iwanowską, córką jednego z dowódców 1. PU Krechowieckich), robią swoje.

– To dopiero nasze początki, wdrażamy się, ale już byłyśmy na kilku uroczystościach z udziałem pułku. Podoba nam się to, że panuje tu dyscyplina, nie ma bałaganu, wszystko jest uporządkowane. Pracując z koniem, uczymy się odwagi, bo nie można pokazywać, że się boimy. Uczymy się też cierpliwości i wytrwałości, chociaż są chwile słabości, gdy coś nam nie wychodzi. Mamy lekcje jazdy pod kierunkiem księdza rektora, który jest też naszym katechetą – to on nas do tego zachęcił. Poznajemy komendy, uczymy się kłusowania i już przechodzimy stopniowo do galopu – mówią dziewczęta: Aleksandra, dwie Oliwie, Zuzanna i Wiktoria z Zespołu Szkół w Radzanowie nad Wkrą, gdzie w ramach współpracy ze stowarzyszeniem powstał jeździecki klub sportowy, jeżdżący w barwach pułku, a szkolący się właśnie tu, przy sanktuarium w Ratowie. Wśród pułkowej młodzieży w „Krechowiakach” można zobaczyć też dziewczęta ubrane w charakterystyczne, popielate żakieciki jeździeckie. To „amazonki”.

Jak wyjaśnia Ewa Kozłowska-Głębowicz, członek zarządu „Krechowiaków”, to grupa, która opanowała jazdę na koniu w wysokim stopniu. – Tak się składa, że mamy wiele chętnych do jazdy dziewcząt i chociaż historycznie nie było formacji „amazonek”, to w tym przypadku dostosowaliśmy się trochę do współczesności. Zwykle dziewczyny w takich stowarzyszeniach tylko przygotowują konie do pokazów, czyszczą buty oficerom, ułanom, a nasze dziewczyny jeżdżą też w samych pokazach – mówi E. Kozłowska-Głębowicz.

Ratowskie święto pułkowe zapoczątkowało też tygodniowy obóz jeździecki, w którym 18 osób szkoliło się pod kierunkiem rotmistrza Adama Sujeckiego, prezesa „Krechowiaków”, i ks. Bogdana Pawłowskiego. Taki obóz nawiązujący do formacji pułkowej to nie jest zwykła nauka jazdy na koniu. – Chodzi o to, by być kimś więcej niż dobrym jeźdźcem. W ramach szkolenia młodzież uczy się bycia w drużynie, we wspólnocie; to ważny aspekt pracy stowarzyszenia obok formacji patriotycznej – mówi pani Ewa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama