Nowy numer 42/2020 Archiwum

Droga, która ma sens

W tym roku pątnik jest trochę jak pustelnik, który ma więcej czasu, aby przede wszystkim spotkać się sam ze sobą. Tylko czy warto poświęcić ten czas i planować swój urlop na szlaku?

Nie od dziś wiadomo, że to, co nie do końca wydaje się komfortowe dla naszego ciała, może przysłużyć się naszemu duchowi. Na szczęście są takie szlaki, dla których aż chce się zostać pielgrzymem.

Ewangelia wchodzi przez nogi

Inne wartości niesie pielgrzymowanie w grupie, a inne – gdy idzie się samotnie. Nieraz przekonał się o tym ks. Adam Gnyp, proboszcz ciechanowskiej parafii Błogosławionych Biskupów Męczenników, który od przeszło 30 lat pielgrzymuje na różnych szlakach, szczególnie na tym jasnogórskim. To tam odbył w tym roku samotną pielgrzymkę, której trud ofiarował w intencjach swojej parafii i o ustanie pandemii.

– Wędrówka wspólnotowa, kiedy idę jako kapłan, spowiadając i posługując, jest zupełnie inna od tej, którą przeszedłem w tym roku. W samotności idzie się z Bogiem. Jest czas właśnie dla Niego. Nawet jeśli nie miałoby się siły na modlitwę, to zawsze można ofiarować ten trud, bo on również przybliża do Boga. Bardziej przeżywam trasę niż sam jej cel. Wiadomo, że ważne jest to, dokąd idziemy, ale w pielgrzymowaniu najbardziej owocna jest droga – opowiada proboszcz. Ksiądz Gnyp kilka lat temu był również na hiszpańskim Camino. W tym roku miał wyruszyć po raz drugi, ale pandemia pokrzyżowała te plany.

Z biletu na Jakubowy szlak nie skorzystał również ks. Grzegorz Zakrzewski. Byłaby to jego trzecia wyprawa do grobu apostoła. – Camino nie daje o sobie zapomnieć, nawet podczas pandemii. Do końca maja, niezależnie od miejsca, można było ze specjalną aplikacją przejść 100 km i otrzymać certyfikat Camino online. Zawsze powtarzam, że Ewangelia wchodzi w człowieka przez nogi. Samotnie inaczej się to przeżywa. Grupa czasami sprawia, że się rozpraszamy. Jak mówi tradycja pielgrzymkowa, najważniejszy szlak to ten od głowy do serca. Nie ma znaczenia, czy idziemy do Czerwińska, czy do Działdowa, w Hiszpanii czy w Meksyku; ważne, żeby iść. Każda droga ma wartość – mówi ks. Zakrzewski.

Duch i kultura

Są trasy, które w swoją naturę mają wpisane samotne wędrowanie. To one przeżywają dziś swój prawdziwy renesans. A wśród nich zyskujące na popularności trasy nawiązujące właśnie do drogi Santiago de Compostela. Wymagają one przygotowania, ale wcale nie trzeba wybierać się do Hiszpanii, aby podążać szlakiem słynnej Jakubowej muszli. I nie trzeba szukać daleko, bo ciekawe trasy krzyżują się także w naszej diecezji.

Mowa m.in. o Drodze Mazowieckiej, która z Warszawy biegnie przez Modlin, Zakroczym, Czerwińsk, Wyszogród, Płock i Dobrzyń nad Wisłą. Również z ziemi dobrzyńskiej prowadzi szlak dobrzyńsko-kujawskiego Camino, a trasa najstarszego, malowniczego Camino Polaco, od wschodniej granicy z Litwą, z Ogrodnik biegnie przez Olsztyn, Gietrzwałd, Brodnicę, Szafarnię, Golub-Dobrzyń, Toruń, Gniezno aż po Poznań. Wytyczenie tych 650 km szlaku Polskiego Camino jest dziełem wielu ludzi oddanych sercem idei pielgrzymowania. Widać to na przykładzie Ośrodka Chopinowskiego w Szafarni, w którym na chwile wytchnienia może liczyć każdy pielgrzym. Dyrektor Agnieszce Brzezińskiej, należącej do Bractwa św. Jakuba, udało się połączyć dwa najważniejsze aspekty Camino: duchowy i kulturowy.

– To dobry czas, żeby odkryć samego siebie, zmierzyć się ze sobą w drodze. Modlitwa w tym pomaga. Kiedy w Hiszpanii nie miałam już siły iść, brałam różaniec i tak udało się dotrwać. Ale to nie tylko droga duchowa, to także droga kulturowa. Chodzi o to, żeby przy okazji tego wędrowania poznać zabytki, kulturę i piękny krajobraz Polski. Camino bardzo dużo robi dla Szafarni. Ci, którzy wędrują tym szlakiem, zapamiętują, że tu przed laty odpoczywał wielki kompozytor. I na odwrót: ci, którzy przyjeżdżają do nas ze względu na ślady Chopina, dowiadują się, że przez Szafarnię przechodzi ten średniowieczny szlak – opowiada dyrektor Ośrodka Chopinowskiego.

W tempie osła

Wśród wędrownych inicjatyw na uwagę zasługuje klimatem przypominająca hiszpańskie Camino wyprawa szlakiem św. Jakuba z fundacją z Rogówka (w parafii Rogowo k. Rypina), której patronuje apostoł. W tym roku 70-kilometrowa trasa była nieco zmieniona i dostosowana do wytycznych sanepidu, ale nie brakowało chętnych, którzy przez 4 dni rozważali hasło: „Serce (...) dla wszystkich serc – z pułapek do wolności”. Wędrowali z osiołkami, które skutecznie wydobywają z człowieka skrywane pokłady empatii i otwierają na różne wydarzenia w drodze.

– One wyznaczają nam tempo. To jest raczej spacer z przystankami i czas na rozmowy, konferencje czy modlitwę na łonie przyrody. Pielgrzymka kojarzy się z określonym schematem, a osoby dysfunkcyjne, z którymi pracujemy, nie cierpią schematów, dlatego ja wolę mówić o naszej wyprawie, że jest ona wędrówką. Wszystko po to, żeby poszli również ci, którzy mają problem z wiarą, którzy poobrażali się na Pana Boga, bo właśnie w tej drodze mają szansę ponownie Go odnaleźć. W tym roku przy wsparciu psychologa, terapeuty i kapłana chcieliśmy skłonić do przemyśleń nad potrzebami naszych serc. Odkryć, że to Jezus jest wyjściem ze wszystkich naszych życiowych pułapek – mówi Gabriela Jastrzębska, organizatorka wędrówki z Rogówka do Józefowa pod Toruniem.

Fundacja Dom św. Jakuba działa od 2017 r. Jej założenie poprzedziły spotkania grupy wsparcia „Muszla Jakuba”, którą powołano rok wcześniej. To właśnie podczas tych spotkań okazało się, że ludzie mają wielką potrzebę pogłębiania i odkrywania relacji z Panem Bogiem. Jako kontynuacja działania na rzecz osób współuzależnionych, wykluczonych czy rodzin w kryzysie powstało miejsce rozwoju osobistego i duchowego. Zwieńczeniem całorocznej pracy jest wyprawa Szlakiem św. Jakuba, który był inspiracją dla założycieli fundacji. Gabriela i Leszek Jastrzębscy do domu w Rogówku zapraszają wszystkich doświadczonych przez życie i pogubionych ludzi. Raz w miesiącu organizują spotkania ze specjalistami, m.in. psychologiem, terapeutą uzależnień czy osobami, które dzielą się świadectwem swojego życia.

– Chodziło nam o to, żeby stworzyć atmosferę rodziny. Mamy osoby zmagające się z różnymi problemami – od samotności przez uzależnienia po choroby najbliższych. To zaskakujące, że poddasze w naszym małym domu potrafi pomieścić nawet 70 osób – mówi prezes fundacji.

Santiago ją nawróciło

Sama fundacja i pomoc osobom z dysfunkcjami są owocami drogi, jaką Gabriela przebyła 7 lat temu, zmierzając właśnie do Santiago de Compostela. Był to moment osobistego nawrócenia, który obudził w niej chęć niesienia pomocy innym. – Na Camino zrozumiałam, że to, co mi pomogło, może pomóc innym. Wróciłam z tego szlaku z przekonaniem, że trzeba ratować rodziny niezależnie od tego, czy jest to choroba, zniewolenie czy uzależnienie, wspomagać tych, których małżeństwa się rozpadają, a także pracować z osobami, które żyją w wolnych związkach, aby obudzić w nich pragnienie uporządkowania i pobłogosławienia tej relacji – opowiada.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama