Nowy numer 44/2020 Archiwum

Kościół jak maryjna katecheza

Warto odwiedzić Strzegocin, gdzie od przeszło 220 lat króluje Szkaplerzna Pani.

To urokliwa mazowiecka wioska, w której centrum stoi okazały XVIII-wieczny pobernardyński kościół. Jego masywnej, jasnej bryły nie przysłoni nawet wakacyjna zieleń. Parafią w Strzegocinie od przeszło 100 lat opiekują się księża diecezjalni, ale nie oni rozpoczęli to dzieło. To zakonnicy byli pierwszymi ewangelizatorami tych ziem.

Najpierw jezuici z Pułtuska, następnie dominikanie i bernardyni, którzy wznieśli tę świątynię oraz klasztor, zostając tu aż do kasaty zakonu w 1864 roku. To oni najdłużej opiekowali się sprowadzonym jeszcze w 1672 r. wizerunkiem Matki Bożej Szkaplerznej, krzewiąc maryjną pobożność w regionie.

– Tu przed laty był czczony wizerunek Matki Bożej Szkaplerznej, który spłonął podczas pożaru. Teraz modlimy się przed XVIII-wieczną kopią obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Jedyny szkaplerzny wizerunek mamy na feretronie. Odkryliśmy go podczas jego renowacji: pod siedmioma warstwami farby ukazała się nam podobizna Szkaplerznej Pani, pochodząca prawdopodobnie z XVIII wieku – opowiada ks. proboszcz Andrzej Zych. O tę właśnie pobożność i tradycje szkaplerza troszczą się dziś ks. Andrzej i strzegocińscy parafianie, wierząc, że wydarzenia ostatnich lat pomogą im odkryć na nowo kult Matki Bożej.

Ożywienie to nastąpiło szczególnie w czasie przygotowań do peregrynacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej przed pięciu laty. – Ponad 100 osób przyjęło szkaplerz. Po peregrynacji odnowiliśmy obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy i wtedy pojawił się pomysł organizowania zamyśleń szkaplerznych. Nie jest sztuką zorganizować nabożeństwo, sztuką jest, aby ono trwało. Zależało mi, żeby to było coś związanego z tym miejscem. Ten kościół cały mówi o Maryi. Wszystkie freski, malowidła nawiązują do Jej życia. Wtedy zrozumiałem, że podczas tych spotkań wykorzystamy naszą Biblię pauperum, rozszyfrowując polichromię związaną z Matką Bożą. Bywa, że zapraszamy gości, prelegentów, którzy dzielą się swoim życiem blisko Maryi – opowiada ks. Andrzej Zych.

– Ci ludzie mogliby jechać do jakiegoś karmelitańskiego kościoła, bardziej rozpoznawalnego, ale przyjeżdżają tu. Dobrze, że są takie miejsca jak nasze. My nie jesteśmy sanktuarium, ale chcemy formować pod kątem maryjnej pobożności. Widzę, że w sercach wiele się zmienia. Ksiądz w konfesjonale wciąż ma kogo spowiadać. Ludzie szukają nie tylko katechezy, ale i pojednania. Maryja nad tym czuwa – mówi proboszcz. Maryjnych spotkań nie udało się „obronić” przed pandemią. Pierwsze z nich odbyło się dopiero pod koniec czerwca. Jednak nieustanne zainteresowanie wiernych powrotem do tej formacji i katechezy sprawiło, że podejmowano inne inicjatywy, m.in. akt zawierzenia Maryi i Jezusowi całej parafii czy multimedialne czytanie Pisma Świętego. To miejsce, które ma doskonałe predyspozycje, aby stać się prawdziwym sanktuarium. Od progu świątyni każdy szczegół prowadzi ku temu, żeby rozbudzić ufność do Matki Bożej, otworzyć się przed nią: figury, wymalowane sceny z Jej życia, wezwania „Zdrowaś...” czy „Regina Coeli”. Warto zajrzeć tu w pierwszą sobotę miesiąca, posłuchać, jak śpiewa się starą pieśń „Pod Twój płaszcz się uciekamy” i z Jej czcicielami odkryć kolejną maryjną katechezę. – Można jechać do Lichenia czy do Obór, ale można przyjechać do małego Strzegocina i również spotkać się z Matką. Jak ona nas wysłucha, to będzie orędowała za nami u Syna – stwierdza ks. Zych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama