Nowy numer 44/2020 Archiwum

Czy znajdą bohaterów?

Instytut Pamięci Narodowej przeszukuje teren dawnego Urzędu Bezpieczeństwa w Pułtusku, szukając szczątków żołnierzy wyklętych.

Żeby to był grób męża, ojca, dziadka... – mówi Anna Śnieżko, żona wnuka Władysława Grudzińskiego „Pilota”, gdy obserwuje ekipę z Instytutu Pamięci Narodowej poszukującą na podwórku dawnego UB w Pułtusku szczątków żołnierzy wyklętych.

Właśnie tutaj w 1950 r. ubecy przywieźli ciała Władysława Grudzińskiego „Pilota” i jego podkomendnych – żołnierzy jednego z patroli Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, podległego Mieczysławowi Dziemieszkiewiczowi „Rojowi”. Rok później w to samo miejsce trafiły ciała Roja (jednego z najsłynniejszych dowódców antykomunistycznej, niepodległościowej partyzantki na północnym Mazowszu) i jego towarzysza broni Bronisława Gniazdowskiego „Mazura”.

– Prace, które Instytut Pamięci Narodowej rozpoczął na terenie dawnego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Pułtusku, obecnie komendy Policji Państwowej, doprowadzić mają do tego, że ważny obszar w poszukiwaniach zostanie przebadany. On jest ważny, bo są relacje, są dokumenty pozwalające nam myśleć, że szczątki naszych bohaterów, których zabijano w okolicy Pułtuska i powiatu, przywożono tutaj, fotografowano, że są pogrzebane na terenie dawnej siedziby Urzędu Bezpieczeństwa – mówi wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący specjalną ekipą poszukiwawczą.

– Ta lokalizacja wybrana przez sprawców dawała im pewność co do zachowania zbrodni w tajemnicy – dodaje. Prace w przestrzeni miejskiej są trudne. Badacze mają do czynienia z nowymi obiektami. – Robimy wszystko, co w naszej mocy, by przebadać teren niezurbanizowany – mówi prof. Szwagrzyk. – Sprawcy, którzy mordowali naszych bohaterów, działali w schematyczny sposób przy ukrywaniu ich zwłok. Albo są to podziemia budynków, albo narożniki podwórek – stwierdza profesor. W Pułtusku – oprócz dawnej siedziby UB – szczątki partyzantów niepodległościowego, antykomunistycznego podziemia mogą być pogrzebane także w lesie na Popławach lub na wzgórzu zwanym „Napoleonką”. – Nie zaprzeczamy, że tak mogło być – mówi Krzysztof Szwagrzyk.

– Powinniśmy je także przebadać. Tutaj dokonywano niewyobrażalnych zbrodni. Tutaj przetrzymywano i torturowano żołnierzy podziemia niepodległościowego, tutaj przywożono zwłoki partyzantów zabitych w terenie. – Tutaj kiedyś stało drzewo, przy nim ubecy robili zdjęcia poległym partyzantom – mówi wiceprezes IPN, pokazując na dziedziniec obecnej komendy. – Jesteśmy bardzo zaangażowani i rozemocjonowani – mówi Anna Śnieżko, która wraz z mężem – wnukiem Władysława Grudzińskiego „Pilota” – obserwuje pułtuskie poszukiwania. – Czy coś znajdziemy? Nie wiemy. Szczerze mówiąc, w miarę upływu czasu tracimy nadzieję. Pocieszamy się, że te wykopaliska będą miały tę dobrą stronę, że wyeliminują to miejsce jako miejsce pochówku Pilota – dodaje. Rodzina bardzo przeżywa poszukiwania.

– Moja teściowa, czyli córka Pilota, prawie wisi na telefonie – opowiada Anna Śnieżko. – Babci, czyli jego żonie, nie powiedzieliśmy do tej pory, bo boimy się, jaka będzie jej reakcja. Mój mąż, gdy tutaj wszedł, a przecież swojego dziadka nigdy nie widział, to wydawało się, że zacznie gryźć, szarpać te mury, bo tak chciał go znaleźć, bo chciałby pojechać do matki i powiedzieć jej: „Mamo, znalazłem ciało, szczątki twojego ojca”. Dla nas przede wszystkim to jest takie oczekiwanie, no po prostu: żeby był grób tego męża, ojca, dziadka. Żeby można było go pochować. A z drugiej strony myślę, że gdyby znalazło się tych żołnierzy, to byłaby taka sprawiedliwość historyczna. Ludzi, którzy walczyli, różnie można oceniać: mieli rację, nie mieli... Ale walczyli, oddawali swoje najlepsze lata, swoje życie za ten kraj i trudno jest zrozumieć, że ich ofiara jest dziś przez wielu niezrozumiana, a kości leżą nie wiadomo gdzie. To jest po prostu niesprawiedliwe – mówi Anna Śnieżko.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama