Nowy numer 43/2020 Archiwum

Niech wybrzmi sacrum

Jak pomóc nowożeńcom, aby nie tylko sam dzień ich ślubu był piękny, ale stał się początkiem pięknego życia?

Kilka miesięcy temu ukazał się dokument o przygotowaniu i sprawowaniu sakramentu małżeństwa w diecezji płockiej. Najpierw wywołał on wiele medialnych komentarzy, ale potem z powodu epidemii koronawirusa, zanim faktycznie zaczął obowiązywać, życie odłożyło go na bok. Teraz, gdy możliwe jest organizowanie uroczystości ślubnych, instrukcja dotycząca tego, „co należy czynić, a czego unikać podczas przygotowania i sprawowania sakramentu małżeństwa”, staje się obowiązkową lekturą dla duszpasterzy i narzeczonych.

Szlachetna prostota

Jak mówi ks. Wojciech Kućko, dyrektor Wydziału ds. Rodzin Kurii Diecezjalnej Płockiej, intencją powstania tego dokumentu była troska o piękno liturgii katolickiej, która nie może iść w parze z modami przenikającymi z Zachodu.

– Instrukcja biskupa płockiego zwraca uwagę na wiele dobrych praktyk, które są stosowane w diecezji, ale też jasno wskazuje na nieprawidłowości w sprawowaniu sakramentu. Chodzi tu o ujednolicenie tych praktycznych zasad, a jednocześnie postawienie tamy temu, co świeckie i obce duchowi liturgii. Obrzędy zaślubin w kościele ze swojej natury są skromne i czytelne, nie powinny ich zdominować inne zewnętrzne znaki. Dokument ten pozwala więc skupić się na tym, co istotne, aby został zachowany porządek liturgii i pewne próby innowacji nie zaszły za daleko. Zauważmy, że często uczestnikami liturgii zaślubin w kościele są osoby niewierzące. Nie łudźmy się, bardziej przekona ich i ujmie szlachetna prostota niż przepych połączony często z tandetą – komentuje dokument ks. dr Kućko.

Za obowiązującymi przepisami kościelnymi dokument przypomina więc, że zwyczajnym i zalecanym miejscem sprawowania sakramentu małżeństwa jest kościół parafialny, że urządzanie wesel w piątki wymaga specjalnej dyspensy. Podkreśla się, aby podtrzymywać tam, gdzie istnieje, zwyczaj obchodzenia ołtarza „na ofiarę” przez nowożeńców. Dotyczy to również zwyczaju zostawiania przez nowożeńców wiązanki ślubnej na ołtarz poświęcony Matce Bożej. Wiele miejsca poświęca się dekoracji kościoła, która „nie powinna być przesadna ani kiczowata”. Ponieważ przestrzenią sakramentu jest prezbiterium, to na nim przez odpowiednią dekorację należy skupić uwagę uczestników. Z tej racji dokument zabrania ustawiania dodatkowych świec, na przykład wzdłuż nawy kościoła jako szpaleru dla nowożeńców, bo nie ma uzasadnienia liturgicznego, a jest ponadto zagrożeniem bezpieczeństwa uczestników liturgii.

Nie „Shrek” i nie Abba

Ważnym tematem są śpiew i muzyka. Wśród najważniejszych kwestii znalazły się m.in. zalecenia, aby była ona wykonywana wyłącznie na żywo, a muzycy, którzy będą chcieli animować śpiew w czasie takiej liturgii – zarówno wokaliści, jak i instrumentaliści – odbyli wcześniej stosowny kurs liturgiczny. Co to oznacza w praktyce? Diecezjalna Komisja Muzyki Kościelnej pracuje już nad listą pieśni i utworów muzycznych, które będzie można wykonywać podczas uroczystości zaślubin, a Diecezjalny Instytut Muzyki Kościelnej wyznaczył terminy wspomnianych kursów liturgicznych dla osób, które chcą pełnić posługę muzyczną podczas takich ceremonii.

– Najbliższe kursy odbędą się 17 października i 7 listopada w Płocku. Mamy już pierwszych chętnych. Na ślubach często pojawiają się osoby, które potrafią śpiewać i grać, ale brakuje im podstawowej wiedzy o liturgii. Przez to często Msza św. zamienia się w koncert lub pewnego rodzaju popisy wokalno-muzyczne. Chcemy uporządkować te kwestie po to, aby ludzie podejmujący się takiego zadania mieli świadomość, że to, co można zagrać na przyjęciu, niekoniecznie pasuje do wykonywania w kościele. Każdy z uczestników otrzyma legitymację, która będzie jego przepustką do muzycznego zaangażowania w świątyniach. Nie chodzi o sam kurs. Będzie również konkretna lista utworów, także tych współczesnych, ale stosownych do liturgii, a takich jest naprawdę dużo. Zapewniam, że będzie w czym wybierać – podkreśla ks. Marcin Sadowski, dyrektor Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej.

– W wielu przypadkach nadużycia stały się normą. Normą stało się to, że można na ślubie usłyszeć melodie ze „Shreka” czy piosenki Abby, bo w odczuciu wielu osób jest to piękne. Zwolennicy takich wykonań będą mówić, że każda forma muzyki, która przybliża do Boga, jest dobra. O gustach się nie dyskutuje, ale nie dyskutuje się też z dokumentami i tradycją Kościoła. To skaza w świecie muzyki liturgicznej. Jest ona integralną częścią liturgii i nie można jej rozpatrywać jako odrębnego elementu. Może wiele nieścisłości, które pojawiły się w tej materii, wzięło się z potocznego mówienia o „oprawie muzycznej”, którą zaczęto traktować jako coś odrębnego. Chyba niektórzy zapomnieli, że pierwotna forma i piękno muzyki liturgicznej to nie są jakieś popularne przeboje, do których ktoś dopisał pobożny tekst – mówi Antoni Rutkowski, wieloletni organista.

– Mamy ogromną różnorodność pieśni, które można wykonać na ślubie. Należy jednak spojrzeć dwojako na tę sytuację i uważać, żeby nie przesadzić w drugą stronę. Trzeba to wyważyć. Przyznam, że tęsknię bardziej za klasycznym „Alleluja” niż tym nadużywanym, spopularyzowanym przez „Shreka” – opowiada Mateusz Lampkowski, kantor płockiej pieszej pielgrzymki na Jasną Górę.

Jak zepsuć sobie ślub?

Z pewnością potrzeba rozmowy, wręcz katechezy, na którą często w przypadku ślubów brakuje czasu. Ksiądz Zbigniew Paweł Maciejewski z Winnicy stara się argumentować, że takie uroczystości nie potrzebują zbędnego blichtru, że same w sobie są piękne. Napisał wiele poradników, m.in. na temat lepszego i pełniejszego przeżywania sakramentów, takich jak spowiedź czy bierzmowanie. Na pytanie o śluby bezradnie rozkłada ręce.

– Nie lubię tego przerostu formy nad treścią. To są trudne tematy, bo nie wszyscy to czują. Biskup podjął ważny problem. Obawiam się, że w przypadku ślubów nie wystarczy „mieć rację”. Trudno w jednej chwili zmienić gusta artystyczne ludzi, przekonać do pewnych kwestii. Rozmawiając z narzeczonymi, staram się im pokazać pewną drogę, ale na to potrzeba czasu i zastanowienia. Wtedy oni sami mogą dojrzeć do pewnych decyzji, skorygować je, zobaczyć, że faktycznie nie wszystko pasuje do powagi miejsca. Jednak trudno, żeby na dzień przed ślubem dyskutować na temat kształtu liturgii, kiedy już są zamówione lampiony, ozdobne akwaria ze świecami i białe dywany. Zamierzam nadal cierpliwie tłumaczyć, wzywać do uszanowania pewnych norm. Nasza pani organistka pilnuje kwestii muzyki w liturgii, ale czasami nie mamy wyjścia i w nieprzejednanych przypadkach po prostu pozwalam młodym „zepsuć” sobie ślub – bo inaczej tego nie potrafię nazwać – nieodpowiednią muzyką, jaką zamówili. Na szczęście są pary, które potrafią także uszanować liturgię i w tym dniu skupić się na tym, co jest najważniejsze – opowiada ks. Maciejewski.

Panna młoda w sandałach

Niewielu zdecydowałoby się zupełnie zrezygnować z całej pięknej otoczki, jaka towarzyszy ceremoniom ślubnym. Czy tak się w ogóle da? Są takie śluby, a może raczej były, proste a zarazem ukazujące istotę sakramentu. Mowa o ślubach na pielgrzymkowym szlaku na Jasną Górę. Chociaż od siedmiu lat nie było pary, która odważyłaby się zrezygnować z kwiatów, ozdób i dywanów, by przysięgać miłość na pątniczym szlaku, w sanktuarium maryjnym w Głogowcu k. Kutna, to dawniej rokrocznie było ich nawet kilka.

– Zawsze marzyliśmy o tym, żeby naszą miłość oddać w ręce Boga i Maryi, do której tak często się wybieramy. Straciliśmy już rachubę, ile razy szliśmy na Jasną Górę. Może między innymi stąd wziął się ten szalony, jak się niektórym wydawało, a dla nas oczywisty pomysł, by zawrzeć sakrament małżeństwa w czasie pielgrzymki. Mamy teraz szczególne miejsce, do którego możemy wracać w każdą naszą rocznicę ślubu, a zarazem podążać wspólnie na Jasną Górę. Pamiętam, że po zawarciu sakramentu małżeństwa ruszyliśmy dalej w trasę. Gdy wchodziliśmy już na Jasną Górę, widok mojej żony Pauliny – i każdej panny młodej w białej sukni i sandałach – wielu mógł dziwić, ale w takich właśnie nietypowych strojach małżonkowie wchodzą do Częstochowy. W tym roku zmieniły się zasady pielgrzymowania, ale akurat idziemy drugiego dnia i naszą rocznicę będziemy przeżywać w Głogowcu. Małżeństwo nie polega na tym, żeby było cały czas pięknie. Nie wierzę w takie małżeństwa, wiadomo – są wzloty i upadki. My staramy się walczyć o to, żeby tego nie zgubić – opowiada Tomasz Osiński, który 15 lat temu wziął ślub na pielgrzymce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama