Nowy numer 42/2020 Archiwum

Kto poniesie karawakę?

Po raz trzeci z rzędu nie wyruszy z naszej diecezji piesza pielgrzymka do Niepokalanowa. Jak można ocalić tę niemal 30-letnią pątniczą tradycję?

Gdyby nie świeccy, którzy na początku lat 90. bardzo mocno zaangażowali się w tworzenie tej pielgrzymki, to by się to nie udało – uważa ks. Zbigniew Kaniecki, diecezjalny duszpasterz trzeźwości i pierwszy organizator pielgrzymki do Niepokalanowa, która dawniej szła promieniście z kilku miejsc diecezji płockiej. Wspomina dawne bieżuńskie środowisko nauczycieli i członków ówczesnego Katolickiego Stowarzyszenia „Politicus”, w tym nieżyjących już Krzysztofa Szczechowicza i Ewę Łubińską, dzięki którym podjęta została ta idea, zapoczątkowana w diecezji radomskiej.

Były lata, gdy ta lipcowa pielgrzymka gromadziła do 400 osób, a grupy ruszały z Płocka, Ciechanowa, Sierpca i Bieżunia. Z czasem przyjęła charakter nawet bardziej ogólnopolski niż diecezjalny, bo byli pątnicy, którzy przyjeżdżali tu z Łodzi czy południa Polski, tylko po to, by przejść ten szlak. W ostatnich latach dało się zauważyć, że liczba uczestników topnieje. Jak ocenia duszpasterz, czasem problemem mogło być samo nastawienie pątników, oczekujących niemal natychmiastowej zmiany w życiu. Tymczasem – jak podkreśla – pielgrzymka miała być impulsem do działania, do przemian, które wymagają wysiłku i czasu. Z drugiej strony były jednak osoby, które jeszcze do niedawna w drodze chętnie dzieliły się czasem trudnymi świadectwami życia.

Nigdy nie była to jednak „pielgrzymka alkoholików” czy „antyalkoholowa akcja duszpasterska”, jak podkreśla ks. Z. Kaniecki, chociaż uczestniczyli w nich także członkowie grup AA. Jej intencją była zawsze trzeźwość rozumiana jako coś pozytywnego, radosnego, jako dobra jakość życia, co pokazywały wieczorne apele na zakończenie każdego dnia wędrówki. Nic nie było w niej przypadkowe – ani jej szlak, śladem wojsk idących na Grunwald w 1410 r. oraz maryjnych sanktuariów, ani data dojścia do Niepokalanowa, czyli 11 lipca, wspomnienie św. Benedykta, patrona Europy, ani symbolika niesionego na przedzie krzyża „morowego”, czyli karawaki, broniącej ludzi przez zarazą, z wypisanym na belkach benedyktyńskim egzorcyzmem.

– Ta pielgrzymka od początku miała swój klimat. Niedługie odcinki pomagały zbudować atmosferę wspólnoty, w której można dzielić się tym, co dobre. Warto przypomnieć, że dawniej jej program opierał się na trzech filarach: prawach życia duchowego, warunkach sakramentu pokuty i trzech pierwszych krokach AA – wyjaśnia duszpasterz trzeźwości. – W minionych dekadach było wielu wspaniałych ludzi związanych z tą pielgrzymką. I wciąż są osoby, którym na niej bardzo zależy, jak choćby młodzież z Drobina, związana ze Stowarzyszeniem „Filadelfia”. Są ludzie, którzy tęsknią za tym, by ta pielgrzymka powróciła na szlak. Myślę, że trzeba bardziej obejmować modlitwą organizatorów, żeby przyjmowali to wyzwanie – uważa ks. Z. Kaniecki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama