Nowy numer 43/2020 Archiwum

To był prezent na Dzień Matki

30 czerwca Wyższe Seminarium Duchowne w Płocku otwiera podwoje przed nowymi kandydatami.

Od miesiąca kościół płocki cieszy się z czterech nowych diakonów. Wśród nich są Kamil Mańkowski z parafii Rościszewo k. Sierpca i Marcin Siemiątkowski z parafii Gradzanowo k. Raciąża. Teraz przeżywają najpiękniejszy czas w seminarium, bo po pięciu latach formacji przyjęli pierwsze święcenia. Chętnie też dzielą się świadectwem swojej drogi do diakonatu, a w przyszłości kapłaństwa. – Moje powołanie rodziło się spokojnie i naturalnie, między domem i kościołem, między nauką i służbą ministrancką – mówi diakon Kamil.

– Od klasy V szkoły podstawowej byłem ministrantem i coraz bardziej angażowałem się w życie parafii, będąc lektorem, a nawet pomagając fizycznie. Przez to zaangażowanie coś więcej zaczęło rodzić się w sercu. Na początku ujęło mnie wszystko, co na zewnątrz, ale potem było coraz więcej modlitwy, lektury i refleksji. W liceum chyba trochę uciekałem od tego głosu, może bojąc się, jak byłaby odebrana taka decyzja przez moich najbliższych i kolegów. Uciekałem w naukę, usprawiedliwiając się, że powinienem dobrze przygotować się do matury. Powiedziałem nawet komuś, że chcę studiować bankowość. Ale to była zmyłka, bo w sercu wiedziałem, że chcę iść do seminarium. Po zdaniu matury wszystko było dla mnie jasne: już wiedziałem, że to jest ten głos i wybór. Musiałem wreszcie się do tego przyznać. Pamiętam, że to był prezent na Dzień Matki, bo wtedy powiedziałem moim rodzicom, że idę do seminarium. I gdy im to powiedziałem, w sercu zapanował pokój – opowiada diakon z Rościszewa. Również dla diakona Marcina Siemiątkowskiego z Gradzanowa wspólnotą, w której dojrzewało w nim powołanie, była grupa ministrancka.

– Wszyscy wokół mnie byli pewni, że pójdę do seminarium, ale dla mnie to nie było oczywiste. Kiedyś ks. proboszcz Roman Tomaszewski zaproponował mi, abym pojechał do seminarium na rekolekcje powołaniowe. Zdziwiła mnie ta propozycja, ale pojechałem. Od tamtego czasu coś zaczęło się we mnie zmieniać i dojrzewać, bo głębiej zacząłem przeżywać Mszę św. i moją służbę przy ołtarzu. Takim przełomem była również śmierć mojego dziadka, który często powtarzał, że będę księdzem. Teraz zacząłem prosić go o wstawiennictwo w tej sprawie. To wszystko dojrzewało we mnie, choć nie dawałem nikomu poznać, o jakiej drodze życia myślę. Mówiłem nawet, że będę studiował geodezję. Teraz wiem, że wstąpienie do seminarium to była najlepsza decyzja w moim życiu. W tej drodze bardzo mnie wspierają rodzice – mówi diakon Marcin. Droga przez seminarium jest długa: trwa sześć lat, a od najbliższego roku akademickiego wydłuży się o kolejny rok – taka jest decyzja Stolicy Apostolskiej, aby był rok wstępny, zwany propedeutycznym.

– To będzie nowe doświadczenie nie tylko dla nowych kleryków, ale i dla całego seminarium. Chodzi o to, aby młody kleryk doświadczył najpierw życia we wspólnocie, wspólnej modlitwy, pracy, posługi w hospicjum czy domu seniora. Chcemy, aby najpierw doświadczyli i uczyli się odpowiedzialności i wzajemnej troski, aby ona pomogła im przejść przez seminarium i uczyła, jak budować żywe wspólnoty wiary w parafiach. Także na ostatnim roku studiów w seminarium będzie więcej czasu spędzanego w parafii, aby zasmakować już tych realiów, które potem będą czekać na neoprezbiterów – mówi ks. Radosław Zawadzki, prefekt WSD i diecezjalny duszpasterz ds. powołań. – Nowe pokolenie stawia nowe wyzwania formacyjne. Ważne jest jednak, aby najpierw nasze parafie umiały otworzyć się na młodych, którzy odczytują głos powołania, aby to najpierw duszpasterze i parafie ich przyjęły i umiały zagospodarować rodzące się duchowe perły – podkreśla ks. rektor Marek Jarosz.

– Mam nadzieję, że czas epidemii nie będzie przeszkodą dla osób pragnących odkryć i rozeznać autentycznie głos powołania do kapłaństwa i zakonu. To dobra okazja, aby zastanowić się nad tym, co w naszym życiu jest naprawdę trwałe, a co kruche. Myślę, że na przykład zaistniała sytuacja jasno pokazała studiującym medycynę, czy wobec zagrożenia życia i potrzeby poświęcenia wybrali kierunek studiów z powołania, czy z innych względów. Podobne pytanie można postawić wybierającym drogę ku kapłaństwu – mówi ks. Zawadzki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama