Nowy numer 32/2020 Archiwum

Memento biskupa Dudźca

13 czerwca minęło 50 lat od śmierci biskupa Piotra Dudźca. Publikujemy kazanie biskupa Mirosława Milewskiego poświęcone jego poprzednikowi.

Zmarł nagle w Nasielsku 13 czerwca 1970 r., tuż po udzieleniu sakramentu bierzmowania, po przejściu na plebanię, wskutek silnego i gwałtownego ataku serca. Następnego dnia miał udzielić święceń dwóm diakonom.

Pochodził z dużej i pobożnej parafii Goworowo, na wschodnich krańcach diecezji (od 1992 r. należy do diecezji łomżyńskiej). Urodził się w 1906 r. w wielodzietnej rodzinie. Wspominał swoich rodziców, że ze swoich skromnych środków potrafili być dobrodziejami swojego parafialnego kościoła. Biskup zresztą był bardzo związany z rodzinną ziemią; z sentymentem tam wracał.

Ziomkiem i kuzynem biskupa Dudźca był ks. prał. Antoni Majkowski, emerytowany proboszcz Karniewa. – Byliśmy spokrewnieni. Zapamiętałem jego gościnność: co roku zapraszał nas, kleryków, do siebie na kawę; było to na Wielkanoc i na Boże Narodzenie. Doznałem też jego duchowej pomocy i wsparcia. W kontekście różnych doświadczeń mogę wyznać, że nad goworowiakami czuwał Duch Święty, bo szczęśliwie wychodziliśmy z wielu opresji. Wtedy w seminarium z naszej parafii byłem ja i ks. Antoni Podleś. Biskup zabierał nas czasami ze sobą na wizytacje do parafii, a dwukrotnie także na Jasną Górę. Odwiedzając go w mieszkaniu widziałem, jak skromnie mieszka, bez zbytku. Był teologiem, humanistą i klasykiem, nie tylko z wykształcenia, ale ze sposobu bycia, osobistej kultury, oszczędnych i mądrych rad. Pamiętam, kiedyś przemawiał na imieninach bp. Zakrzewskiego po łacinie przez kwadrans, z pamięci. Sam redagował pisma w tym języku. Zapamiętałem też, że gdy jechał do parafii, to zawsze chciał spotykać młodzież. Zresztą w tamtych czasach to było nieuniknione. Po wojnie biskupi bierzmowali po kilka tysięcy osób w każdej parafii – wspomina ks. prał. Majkowski.

Przyszły biskup był absolwentem Niższego i Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. W 1932 r. udzielił mu święceń kapłańskich abp Antoni Julian Nowowiejski.

Pracował jako wikariusz w Zegrzu i płockiej katedrze, był prefektem szkół w Sierpcu. Z końcem sierpnia 1939 r. został powołany na kapelana wojskowego i w takim charakterze uczestniczył w całej kampanii wrześniowej.

Wojna i okupacja niemiecka dla niego oznaczała aresztowanie w Płocku, potem pobyt w Węgrzynowie k. Makowa Mazowieckiego w charakterze administratora parafii, uwięzienie w obozie w Działdowie, a następnie przesiedlenie do Generalnej Guberni, w okolice Częstochowy. Ks. Dudziec te wszystkie koleje wojennego losu, które dla niego szczęśliwie się zakończyły, odczytywał jako znak opieki Matki Bożej. Za ocalenie życia długo i gorliwie dziękował na Jasnej Górze. Zawsze był wielkim czcicielem Matki Bożej Częstochowskiej. Przez pozostałe lata wojenne pracował w Kielcach, gdzie ordynariuszem był pochodzący z naszej diecezji biskup Czesław Kaczmarek.

W 1947 r. ks. Dudziec powrócił do Płocka i podjął pracę w kurii diecezjalnej i seminarium duchownym. W 1950 r. papież Pius XII mianował go biskupem pomocniczym naszej diecezji. – Nosił w sobie mocno wyrytą świadomość, że jest bezpośrednim następcą biskupa męczennika Leona Wetmańskiego. Często nawiązywał do jego postaci oraz do abp. Nowowiejskiego – mówi ks. prał. Majkowski.

Współpracował m.in. z kard. Stefanem Wyszyńskim jako delegat episkopatu do spraw trzeźwości. A dodajmy, że sprawy te były szczególnie ważne dla prymasa w latach Wielkiej Nowenny przed Millennium Chrztu Polski.

Gdy biskup Dudziec przebywał w Rzymie w czasie wizyty ad limina apostolorum w 1969 r., poważnie zachorował na serce. Przez pewien czas przebywał na leczeniu w jednej z rzymskich klinik. - Po tym doświadczeniu wrócił do Polski, ale widziałem, że duchowo był odmieniony. Znikła też jakaś bariera, był bliski i przyjazny - wspomina ks. prał. Majkowski.

Zachowały się biskupie notatki z kazań i głoszonych rekolekcji, a w nich m.in. takie stwierdzenia, że "człowiek jest podobny do pielgrzyma, jest jak kapitan okrętu, który winien badać mapę i kierunek drogi. (…) Każdy z nas jest ziemskim pielgrzymem na Bożym gościńcu. (…) Pierwszym warunkiem dobrego odprawiania rekolekcji jest cisza. Chodzi w nich o całkowite wejście na tę drogę, w samotności, i o naszą przemianę. Odprawiajmy rekolekcje w cichości i pokorze". Albo inne z kazań, gdzie mówił, że Maryja jest matką naszą. "Ona daje szatę nową łaski". O Chrystusie nauczał mówiąc, że jest "naszym Boskim Przyjacielem".

W swym testamencie prosił, aby go pochowano w Goworowie, w krypcie pod kościołem, która znajduje się w kruchcie świątyni. W ten sposób wchodzący do kościoła mieliby deptać jego tablicę nagrobną. Podobną wolę wyraził niegdyś bł. abp. Antoni Julian Nowowiejski, który chciał być pochowany w transepcie płockiej katedry. I ta pierwsza, i druga wola z testamentu nie zostały spełnione. Biskup Dudziec został pochowany w krypcie płockiej katedry, obok swego ordynariusza Tadeusza Pawła Zakrzewskiego. W tej świątyni kryją się też ślady biskupa, który ofiarował dla niej dwa witraże i 14 stacji drogi krzyżowej. Chciał również, aby jego insygnia biskupie otrzymał jego następca. Stało się tak 15 lat później, gdy sakrę przyjął biskup Roman Marcinkowski.

Na następnej stronie publikujemy kazanie biskupa Mirosława Milewskiego, wygłoszone w płockiej katedrze 13 czerwca 2020 r., w 50. rocznicę śmierci biskupa Piotra Dudźca.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama