Nowy numer 43/2020 Archiwum

Jednoznaczni dla Jezusa

Ktoś pomyśli, że tylko dwóch nowych księży otrzymuje w tym roku diecezji płocka. Lecz niech wystarczy ta prawda, że sam Pan wysyłał po dwóch... Łaski na pewno im wystarczy!

Dziś wielka radość w dwóch niewielkich parafiach – Duczymin i Szyszki, w których ks. Krzysztof i ks. Piotr mają odprawić prymicje. Z nami dzielą się świadectwem swojego powołania, które przez studia świeckie i pracę w Anglii doprowadziło ich do seminarium i kapłaństwa.

Gdzie twoja sutanna?

– Do seminarium wstąpiłem z krótkim doświadczeniem pracy i studiów – mówi ks. Piotr Adamiak, pochodzący z parafii Szyszki. – Po maturze nie byłem do końca przekonany, czy droga kapłańska jest dla mnie, dlatego wybrałem studia matematyczne na Politechnice Warszawskiej. Zanim rozpocząłem edukację na uczelni, musiałem zapewnić sobie finansowe wsparcie, dlatego na kilka miesięcy podjąłem pracę fizyczną w jednym z podwarszawskich przedsiębiorstw przemysłowych: pracowałem przy produkcji płynów i środków czyszczących. Moja przygoda ze studiami trwała niespełna rok. Powodem rezygnacji z nich nie były trudności o charakterze naukowym czy materialnym, ale ciągle powracające myśli o kapłaństwie. Dużo czasu poświęcałem modlitwie rozeznania przy relikwiach św. Andrzeja Boboli w jego sanktuarium na Mokotowie. Wierzę, że dzięki jego wstawiennictwu odkryłem pragnienie służby w kapłaństwie i dobrze odczytałem natchnienie do zmiany dotychczasowego stylu życia, dlatego ten patron Polski, męczennik jest także moim osobistym patronem – mówi tegoroczny neoprezbiter.

Dłuższą drogę do kapłaństwa przebył ks. Krzysztof Węglicki. Po maturze wyjechał na wakacje do Anglii, aby tam przez krótki czas pracować. Te plany jednak przedłużyły się njapierw na rok, a potem na dwa lata...

– Po trzech latach zrezygnowałem z pracy w fabryce, aby wstąpić do seminarium. Przez krótki czas studiowałem zaocznie bezpieczeństwo wewnętrzne w Katowicach, ale szybko zrozumiałem, że to nie jest kierunek dla mnie. To trochę śmieszne: dziś jestem księdzem, w sumie też by dbać o bezpieczeństwo wewnętrzne. Myślę, że tamten czas bardzo mi pomógł. Nauczyłem się samodzielności i odpowiedzialności. Wtedy też pogłębiła się moja wiara. Większość ludzi, których tam spotykałem, była niereligijna. Zderzenie z nowym środowiskiem niejako wymusiło na mnie odpowiedź na pytania: na ile mocna jest moja wiara i jakim jestem katolikiem? Gdy potem przyszedłem do seminarium, myślałem sobie, że mogłem już być na czwartym roku, gdybym wstąpił do niego zaraz po maturze. Dziś myślę, że gdybym tak zrobił, pewnie skończyłbym na pierwszym roku. Do niektórych spraw trzeba dorosnąć... – przyznaje ks. Krzysztof.

O seminarium myślał już w liceum, a jadąc do Anglii, wiedział, że tak naprawdę ucieka przed tą decyzją. Paradoksalnie, w podjęciu decyzji pomogli mu ateiści i agnostycy, których tam spotkał. – Zobaczyłem, jak wiele osób potrzebuje Boga i jak bardzo cierpią, gdy sami nie chcą Go spotkać. W takim towarzystwie umacniała się moja wiara i myśli o seminarium. W podjęciu decyzji pomogła mi również moja dalsza kuzynka, zakonnica – siostra Irena. Gdy dwa lata po maturze wziąłem urlop w pracy w Anglii i przyleciałem do Polski, aby w tajemnicy przed wszystkimi złożyć dokumenty do seminarium, przestraszyłem się i pojechałem do Częstochowy, by pomodlić się o rozeznanie drogi. Prosiłem o jakikolwiek znak. Dwa dni później mój dom rodzinny odwiedziła siostra Irena. Nie widziała mnie z 5 lat i przywitała słowami: „Krzysiu, gdzie Twoja sutanna?”. Wtedy zrozumiałem, że trzeba przynajmniej spróbować.

Za co kochasz kapłaństwo?

– Nie podoba mi się pytanie „za co kochasz?”. Tak jakby miłość potrzebowała powodów i dowodów miłości. Gdy pyta się młodych przed ślubem, za co się kochają, zazwyczaj odpowiadają banały. Nie oznacza to, że się nie kochają... po prostu czasami trudno coś wyrazić słowami. Będą się kochać nawet, gdy piękny uśmiech zastąpią problemy, a pierwsze zauroczenia przeminą. Myślę, że podobnie jest z kapłaństwem: nie kocha się za coś. Kocha się Boga, który dał taką drogę na całe życie. Kiedyś usilnie szukałem tego, co mi da w życiu szczęście. Lubiłem zwiedzać. Kiedyś stałem pod Koloseum w Rzymie, potem nad Sekwaną i zadawałem sobie to samo pytanie: „Czym jest szczęście i jak je znaleźć?”. Dziś mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy, choć nie podam jednego konkretnego powodu, dla którego kocham kapłaństwo... Może za 20 lat uda mi się to zrobić. Roczna posługa diakona i liczne praktyki pokazały mi, co daje szczęście: realizacja woli Boga. Dobre słowo po wygłoszonym kazaniu, ktoś, kto chce porozmawiać, czy uczennica, która przychodzi po lekcji i pyta: „Czy ksiądz będzie nas uczył już zawsze? Bo ksiądz jest fajny” – to tylko proste uśmiechy od Pana Boga, które są motorem, by dalej się starać przy robieniu prostych rzeczy – mówi ks. Krzysztof.

Z kolei ks. Piotra kapłaństwo zaczęło fascynować, gdy obserwował księży, którzy wkładali wiele serca w pracę duszpasterską i robili to z pasją. – Zaangażowanie kapłanów w mojej rodzinnej parafii, w szkole chyba mnie zaraziło pozytywnie. Teraz wiem, że nie chodziło tylko o satysfakcję, ale o to, aby świadectwem kapłańskiego życia zapraszać innych do budowania i podtrzymywania trwałej więzi z Panem Bogiem. Jest to ważne zwłaszcza dzisiaj – w świecie, w którym coraz częściej niejednoznaczność wygrywa z autentyzmem i prostolinijnością, a fałsz czy półprawdy zaczynają wypierać ze świadomości człowieka pojęcie prawdy, sensu, wartości, takie jak życie, rodzina, godność. Gdybym miał nadać jedną, przewodnią myśl swojemu pierwszemu i jedynemu kazaniu w życiu, to skoncentrowałbym się wokół miłości Pana Boga i próbował tę prawdę przekazać ludziom tak, by głęboko w sercach w nią uwierzyli i żyli z przekonaniem, że Bóg jest przy nas w każdym momencie życia i prowadzi nas po „właściwych ścieżkach” (por. Ps 23) – mówi ks. Piotr.

Spotkaliście papieża?

Dwaj młodzi księża otrzymali święcenia w roku Jana Pawła II. Kim on jest dla młodego pokolenia duszpasterzy? – Wstąpiłem do seminarium w 2014 r., w roku jego kanonizacji. Formację seminaryjną kończę natomiast w roku 100. rocznicy jego urodzin. Postać tego świętego spina klamrą 6 lat mojego pobytu w seminarium w Płocku. Pamiętam – nieco mgliście, bo miałem wtedy zaledwie 8 lat – jak w 2002 r. śledziłem wraz z rodziną ostatnią pielgrzymkę papieża Polaka do Polski, zwłaszcza jego ostatnie słowa wypowiedziane tuż przed wylotem, w których sam określił tę podróż do ojczyzny jako pożegnalną. Pamiętam, mimo bardzo młodego wieku, jak ogromny smutek wówczas mi towarzyszył. Z postacią św. Jana Pawła II kojarzy mi się zawsze pieśń oazowa „Barka”, która w trudnych chwilach pozwala mi wrócić myślami do momentu, kiedy zostawiałem moją „barkę na brzegu, by rozpocząć z Panem nowy łów” – mówi ks. Piotr.

– Gdy zmarł papież, miałem 13 lat. Trochę za mało, by rozważać wtedy jego słowa. Ale zawsze poruszał mnie obraz Jana Pawła II, który wysiada z samolotu i całuje ziemię. Szacunek dla swojej ojczyzny i ogromna pokora. Pamiętam też dzień jego śmierci. Oglądałem telewizję, pamiętam tłumy pod oknem papieskim i informację, że papież zmarł. Wiedziałem, że odszedł ktoś wielki, choć wtedy nie rozumiałem wielu jego słów. Trudno mi znaleźć tylko jedno zdanie papieża, które powraca wciąż do mnie. Dlatego też pozwolę sobie podać dwa cytaty: „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali” oraz „Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się – na próbę”. To prawdopodobnie jedne z najbardziej znanych zdań papieża, ale wracają do mnie często – przyznaje ks. Krzysztof.


Kim są neoprezbiterzy?

ks. Piotr Adamiak

Ks. Piotr Adamiak.

Z parafii pw. św. Bartłomieja Apostoła w Szyszkach k. Pułtuska

Motto z obrazka prymicyjnego: „Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą” (Iz 43, 5)

Rodzina: Pochodzę z rodziny, dla której wiara była i jest elementem spajającym życie pod jednym dachem. To właśnie w rodzinie zrodziło się moje powołanie.

Patron: św. Andrzej Bobola


Ks. Krzysztof Węglicki

	Ks. Krzysztof Węglicki.

Z parafii pw. św. Jana Nepomucena w Duczyminie k. Chorzel

Motto z obrazka: „Wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12, 9)

Rodzina: Moi rodzice byli rolnikami, obecnie mama jest na emeryturze, a tata nie żyje od 5 lat. Mam czworo starszego rodzeństwa.

Patron: św. Maria Magdalena

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama