Nowy numer 44/2020 Archiwum

Z krzyżem misyjnym na Jamajkę

O powołaniu i krzyżu noszonym na sercu rozmawiamy z ks. Kamilem Kowalskim, świeżo upieczonym misjonarzem z naszej diecezji.

W sobotę 6 czerwca ks. Kamil otrzymał krzyż misyjny z rąk biskupa Piotra Libery. Po sześciu latach kapłaństwa w diecezji płockiej, po wikariacie w Zegrzu i Gostyninie oraz po 9-miesięcznym przygotowaniu w Ośrodku Formacji Misyjnej w Warszawie, nowy misjonarz przygotowuje się do wyjazdu na Jamajkę. Póki co, pomaga duszpastersko w parafii św. Michał Archanioła w Płońsku.

Ilona Krawczyk-Krajczyńska: Czy już Ksiądz wie, jak będzie wyglądał pobyt na Jamajce? Do kogo Ksiądz jedzie?

ks. Kamil Kowalski: To kraj, który terytorialnie podlega Ameryce Północnej, ale mentalnie i kulturowo jego mieszkańcy są bardzo związani z Afryką. To potomkowie niewolników przywiezionych z różnych jej części. Katolicy stanowią zaledwie 2 proc. społeczeństwa. Ja jadę wspierać na parafii ks. Wojciecha Szpylmę w Montego Bay. Biskup tamtejszej diecezji jest Jamajczykiem, który sam przeszedł drogę nawrócenia. Był adwentystą. Zapadły mi w serce słowa, które napisał do mnie w powitalnym e-mailu – że nie potrzebuje księdza tylko do sprawowania sakramentów, ale przede wszystkim do ewangelizacji, do podnoszenia ludzi z ich biedy duchowej i materialnej.

Nie będzie łatwo?

Plusem jest to, że ci ludzie są otwarci na Pana Boga, ale przyciągają ich sekty i inne wyznania. Nie chodzi tu oczywiście o walkę z Kościołami protestanckimi. Chodzi o to, żeby być przy tych ludziach i ewangelizować przez swoje czyny. Wielu wyobraża sobie to miejsce jako raj na ziemi, bo to przecież wyspa otoczona Morzem Karaibskim, ale turystyka to tylko promil tej rzeczywistości. Życie na wyspie jest bardzo drogie i wielu ludzi doświadcza tam skrajnej biedy. Dużo jest przestępczości, zepsucia moralnego. Kapłani posługujący w tamtejszej diecezji starają się pomagać, jak mogą, m.in. prowadzą sierociniec dla dzieci, otaczają opieką slumsy w wioskach, rozwijają duszpasterstwo młodzieży, organizują dni sportu.

Od początku wiedział Ksiądz, że chce być misjonarzem?

Myśl, żeby wyjechać i doświadczyć pracy misyjnej, faktycznie towarzyszyła mi już od seminarium. Później starałem się trochę powstrzymywać tę decyzję, bo ważne było też dla mnie zdobycie doświadczenia pracy duszpasterskiej w diecezji. Ale ostatni rok, piąty w kapłaństwie, przyniósł mi tę pewność, że jestem gotowy, że chcę, mam siłę. I zgłosiłem gotowość wyjazdu biskupowi Liberze. W słuszności tej decyzji utwierdzają mnie chociażby rozmowy ze starszymi kapłanami, którzy zawahali się i żałują, że nie spróbowali wyjechać. To też dla mnie sygnał, żeby nie gasić tego misyjnego powołania. Nie odkładać na później. Najwyraźniej Pan potrzebuje mnie teraz.

Głoszenie Ewangelii jest wpisane w życie kapłana i wyobrażam sobie, że na misjach można się naprawdę w tym spełnić. No właśnie, można się spełnić... albo i nie. Nie boi się Ksiądz rozczarowania rzeczywistością, którą tam zastanie?

Zawsze jest jakiś lęk, ale w pracy misyjnej piękne jest to, że doświadcza się nowego, funkcjonującego inaczej Kościoła. Człowiek się realizuje w takiej rzeczywistości misyjnej, nie tylko poprzez sprawowanie sakramentów. To cenne doświadczenie, które będzie można wykorzystać później w pracy w diecezji, po zakończeniu swojej misji. Misje wzbogacają człowieka. Nie tylko uczę się języka, czy poznaję nową kulturę, ale rozwijam moją wiarę. Żeby zapalać innych, samemu trzeba płonąć.

Czyli korzyści są obopólne - wzajemnie pomagacie sobie wzrastać w wierze?

Dokładnie tak. Ta misja ma przede wszystkim uświęcać mnie, żeby tą świętością przyciągać do Pana Boga innych.


Więcej w "Gościu Płockim" 24/2020 na 14 czerwca.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama