Nowy numer 43/2020 Archiwum

Przyszła do Płocka z wolą Bożą…

Tak się mówi sw zakonach, gdy ktoś jest skierowany przez przełożonych na nową placówkę. 90 lat temu spełniła ją św. s. Faustyna Kowalska, przybywając do płockiego klasztoru na Starym Rynku.

Jak się później okazało, wola Boża względem młodej zakonnicy była o niebo wspanialsza, bo tutaj przyszła święta otrzymała misję głoszenia orędzia o Bożym miłosierdziu.

„Choćby jedną duszę zbawić...”

Siostry Matki Bożej Miłosierdzia rozpoczęły swoją misję w Płocku w 1899 roku. Tak chciał ks. Antoni Julian Nowowiejski, późniejszy biskup płocki i błogosławiony, który opiekował się duchowo m.in. dziewczętami, które pracowały jako służące. I dla nich w 1889 r. założył placówkę opiekuńczą, koło tercjarskie, Instytut Bożej Miłości i Zakład Anioła Stróża. Dla prowadzenia tych dzieł powołał nawet zgromadzenie sióstr bezhabitowych, ale do takiej pracy potrzeba było większego doświadczenia, dlatego dzieła tego podjęły się siostry Matki Bożej Miłosierdzia. Zakonnice szły do apostolstwa i zwykły powtarzać za swoją polską założycielką, matką Teresą Potocką: „Czyż to mała rzecz – jedną duszę zbawić?”. Z takim przesłaniem siostry przybyły do Płocka, a za nimi Faustyna. „Wszystkie domy sióstr zowią się we Francji tak, jak je matka Rondeau, założycielka zgromadzenia, nazwała: Miséricorde, Miłosierdzie. Tą świętą nazwą radbym także nazwać zakład Anioła Stróża w Płocku. Miłosierdziem bowiem on jest, skoro Boże Miłosierdzie tylu duszom ogłasza i rozdaje” – napisał abp Antoni Julian Nowowiejski w „Dziejach Instytutu Matki Bożej Miłosierdzia”.

Zaś w monografii historycznej Płocka dodał: „Celem tego zakładu, którego działalność rozpoczęła się już w 1891 r., jest umoralnienie dziewcząt, które dostały się na śliską drogę życia lub są w niebezpieczeństwie wejścia na tę drogę. Kierują zakładem w swych domach przy Starym Rynku oraz w pobliskiej Białej, gdzie mają folwarczek siostry Najświętszej Maryi Panny Miłosierdzia, zwane popularnie magdalenkami. Dziewcząt w zakładzie jest blisko 100; pracują w pralni, prasowalni, piekarni, szwalni, hafciarni, tkalni, pończoszarni, gręplarni itd. Zakład posiada kaplicę. Środki utrzymania jego pochodzą z pracy rąk i z ofiar dobrowolnych” – pisał arcybiskup. W 1930 r. było ok. 35 sióstr i ponad 100 wychowanek. W zakładzie prowadzonym przez siostry w 1918 r. gościł ks. Achilles Ratti, późniejszy papież Pius XI, ale nowym początkiem historii tego miejsca i najważniejszą chwilą był cichy wieczór 22 lutego 1931 r., gdy s. Faustyna zobaczyła Pana.

Gorliwa siostra, która zostanie świętą

Do takiego domu i takich obowiązków gdzieś na przełomie maja i czerwca 1930 r. przyjechała z wolą Bożą, czyli z decyzją przełożonych zakonnych, s. Faustyna. Jak opisał ją później w swoich pamiętnikach ks. Józef Andrasz, „była wtedy młodą zakonnicą, która zaledwie od kilku lat żyła w zgromadzeniu. Jeszcze nie złożyła ślubów wieczystych. Była siostrą drugiego chóru, a więc oddaną przede wszystkim pracy ręcznej: pracowała w kuchni, to znów w sklepie przy sprzedaży pieczywa. Lecz swoje zajęcia zewnętrzne przenikała intensywnym życiem wewnętrznym” – zauważył jej duchowy kierownik.

Ten przedwojenny klasztor na Starym Rynku pamiętała zmarła przed czterema laty s. Gonzaga Walczak. Wtedy przychodziła do sióstr po pieczywo. Zresztą mieszkając z rodzicami na Starym Rynku, z okien mieszkania dobrze widziała zakład „Anioła Stróża”, w którym zakonnice opiekowały się ponad setką dziewcząt. W czasie wojny, ukrywając się przed wywózką na przymusowe roboty do Niemiec, przebywała u sióstr. Po wojnie wstąpiła do klasztoru. Nic jednak nie słyszała wcześniej o Faustynie i o płockich objawieniach Bożego miłosierdzia.

– Przed wojną był to dom wielkiej pracy i troski o dziewczęta. Na przykład w nieistniejącym skrzydle domu, gdzie na piętrze znajdowała się cela Faustyny, na parterze była pracownia szewska. Siostry prowadziły również piekarnię, pralnię, szwalnię i hafciarnię. Był wreszcie mały ogród, a w Białej pod Płockiem duże gospodarstwo. Faustyna kochała nasze dzieło i dziewczęta – mówiła s. Gonzaga. Zakonnica pamiętała też przedwojenny układ domu i zakonną kaplicę, która znajdowała się w innej części kompleksu klasztornego niż obecnie.

– Była ona niewielka, bo i sióstr było mniej. Choć wiele się zmieniło, są to wciąż te same mury i korytarze, którymi Faustyna chodziła, ciężko pracowała i gdzie się modliła – podkreślała siostra. O samej Faustynie i jej objawieniach dowiedziała się później, po wojnie, gdy wstąpiła już do zakonu. – Opowiadała mi o niej s. Ludmiła, która pracowała w płockim domu przed wysiedleniem przez komunistów w 1950 roku. Była tu organistką i zakrystianką. Miała też zdolności malarskie. Opowiadała mi „o gorliwej Faustynie, która miała widzenia Pana Jezusa i zostanie świętą”. Później dowiedziałam się, że wszystko zaczęło się w Płocku – mówiła s. Gonzaga, która była przełożoną płockiego klasztoru w latach 90. ubiegłego wieku.

Nie wynosiła się darem Bożym

W płockim klasztorze żyje s. Wiktoriana Bieniek, zaś w Białej k. Płocka s. Petronela Uchrońska. Należą do tego pokolenia zakonnic, które dobrze znały już nie samą Faustynę, ale siostry, które z nią się spotkały i z nią pracowały. Gdy s. Wiktoriana wstąpiła do zgromadzenia, o płockim domu, Faustynie i objawieniach nic nie wiedziała. – Jako postulantka w Kaliszu pomagałam starszym siostrom Urszuli i Agacie.

To one powiedziały mi: „Była u nas siostra, która widziała Pana Jezusa i będzie świętą”. Jedne wierzyły w objawienia i w jej świętość, inne się zastanawiały, jak to możliwe, że tak zwyczajna zakonnica rozmawiała z Panem Jezusem – mówi s. Wiktoriana. Gdy w 1950 r. usunięto siostry ze Starego Rynku w Płocku, zostały skierowane do różnych wspólnot w całej Polsce. I to one zaniosły do innych domów wiadomość, że orędzie Bożego miłosierdzia po raz pierwszy zostało objawione w Płocku. – Do Krakowa przyjechała stamtąd s. Karolina. Ona i inne siostry prosiły o wielką modlitwę za płocki dom i za to wybrane przez Boga miejsce, bo właśnie tu były pierwsze objawienia – wspomina s. Wiktoriana. Praktycznie przez całe swoje zakonne życie z Płockiem i Białą jest związana s. Petronela Uchrońska. Przyjechała tu w 1966 roku.

– Pamiętam jeszcze oficynę, w której była cela s. Faustyny. Wtedy była już w bardzo złym stanie. Z roku na rok popadała w ruinę, aż w końcu ją rozebrano – wspomina siostra. W Białej spotkała s. Joachimę Głuc, która ze św. Faustyną składała śluby zakonne. Pracowała w piekarni na Starym Rynku, a więc tam, gdzie nasza święta, zaś ostatnie lata życia spędziła w Białej. Tam też zmarła w 1985 r. i została pochowana na miejscowym cmentarzu. O swojej świętej współsiostrze mówiła, że „ukrywała się, nie wynosiła się darem Bożym, który otrzymała. Przy tym była wesoła, bezpośrednia i chętnie spędzała czas z wychowankami zakładu”. W albumie Grzegorza Górnego i Janusza Rosikonia „Ufam. Śladami siostry Faustyny” znajdujemy inne świadectwo s. Pauliny Kosińskiej, która pracowała z Faustyną w kuchni płockiego klasztoru: „Pomieszczenie było wąskie, a co chwila ktoś tamtędy przechodził, potrącając wszystkich po drodze. Poza tym ciągle jacyś ludzie dzwonili do furty i trzeba było do nich wychodzić. Przez cały okres pracy w kuchni s. Faustyna ani razu jednak, choćby słowem czy grymasem twarzy, nie okazała niezadowolenia. Zawsze była pogodna i uśmiechnięta”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama