Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dobry patron na czas epidemii

Wspominamy krótkie, ale święte i ofiarne życie pasjonisty od Matki Pięknej Miłości - sługi Bożego o. Bernarda Kryszkiewicza. Dziś są jego urodziny i imieniny.

Do zakonu wstąpił jesienią 1933 roku. Po 10-dniowych rekolekcjach przygotowujących i po obłóczynach w Przasnyszu, już jako Bernard od Matki Pięknej Miłości, rozpoczął roczny nowicjat w klasztorze w Wielkopolsce. Mistrz nowicjatu, przyglądając się postawie i duchowym postępom młodego Zygmunta-Bernarda, orzekł, że "jeżeli tak pójdzie, jak obecnie, będzie świętym". Śluby zakonne złożył 11 listopada 1934 roku.

W latach od 1934 do 1938 studiował w Polsce i w Rzymie. Przez dwa lata pobierał naukę w Przasnyszu i w Sadowiu - w Wielkopolsce. Przełożeni byli z niego zadowoleni, bo od początku wykazywał się zdolnościami pedagogicznymi, powierzano mu więc pod opiekę innych postulantów, by wprowadzał ich w życie zakonne. Opiekował się duchowo także swoim rodzonym bratem Janem, który przechodził okres dorastania i buntu oraz odchodzenia od praktyk religijnych.

W Rzymie kontynuował studia teologiczne. Tam również zaczęły się pierwsze problemy ze zdrowiem - silne bóle głowy. W 1937 r. przyjął tonsurę i złożył śluby wieczyste. Rok później otrzymał subdiakonat, diakonat i kapłaństwo. W tym też roku stan jego zdrowia na tyle się pogorszył, że przełożeni zmuszeni byli odesłać go do Polski na odpoczynek. Początkowo przebywał w klasztorze pasjonistów w Sadowiu, później u sióstr szarytek w Pęcherach, wreszcie trafił do klasztoru pasjonistów w Rawie Mazowieckiej.

Z wybuchem II wojny światowej rozpoczęła się tułaczka młodego pasjonisty. Wraz z uciekającą ludnością o. Bernard Kryszkiewicz z innymi zakonnikami udał się na wschód, unikając zbliżającego się frontu walk. W końcu wraz z innym pasjonistą trafił do parafii Tuczna w diecezji siedleckiej, gdzie przebywał prawie rok. W kwietniu 1940 r. o. Bernard dotarł z powrotem do klasztoru w Rawie Mazowieckiej. Tam pozostał już przez całą wojnę, poddając się życiu zakonnemu i pracy apostolskiej na tyle, na ile mogły pozwolić ówczesne warunki. Okres rawski dla o. Bernarda Kryszkiewicza był decydujący w odniesieniu do jego świętości i heroiczności cnót. Wiele świadectw, wspomnień, rozmów na temat tej postaci oraz same listy o. Bernarda pisane do rodziny, zachowane w archiwach i wykorzystane w procesie beatyfikacyjnym, są świadectwem takiej postawy sługi Bożego wobec rzeczywistości, w jakiej dane było mu żyć i pracować. Pisał w nich o swoim głębokim pragnieniu ofiarowania siebie dla innych: "Chcę żyć dla dusz, głównie tych najbiedniejszych, najnieszczęśliwszych. Pragnienie to z każdym dniem potężnieje we mnie z coraz większą siłą. Pożera mnie po prostu pragnienie niesienia pomocy, skutecznej pomocy tym najbardziej potrzebującym. Jakże piękne jest posłannictwo kapłana!" - pisał.

Dużo czasu spędzał w konfesjonale, początkowo z powodu bólu głowy nie wygłaszał kazań, lecz później wyjeżdżał na rekolekcje i okazjonalne kazania do innych parafii. Spełniał się jako kierownik duchowy i spowiednik. W 1942 r. wyznał rodzinie: "Praca moja zamyka się w słuchaniu spowiedzi, głoszeniu kazań, dysponowaniu chorych, uczeniu trzech naszych kleryków i uczeniu siebie samego". Dalej padają ważne słowa: "Cel, jaki w życiu wytknąłem sobie, jest wysoki i wyższego pomyśleć się nie da. Czyż więc można się dziwić, że stoi mi on ciągle przed oczyma, że na wszystko patrzę tylko przez jego pryzmat, że on mnie pochłania całkowicie i to wszystko, co się z nim nie łączy, nudzi mnie śmiertelnie?".

W listach pisał o trudnych warunkach życia w mieście i w samym klasztorze, o panującej epidemii tyfusu, grasujących bandach rabujących dobra materialne, wywożeniu ludności na roboty, likwidacji getta żydowskiego, ale też o doprowadzeniu przez formację zakonną i intelektualną trzech kleryków do święceń kapłańskich jesienią 1943 roku. Udzielał też tajnych lekcji religii i włączał się akcję zbiórki na rzecz rodaków przebywających w oflagach i stalagach.

Zajmował się także pracą pisarską, spisał m.in. "Dialogi z Ukrzyżowanym", "Pedagogicum", "Rozważania o Męce Pańskiej na każdy dzień tygodnia". Układał własne modlitwy, sentencje oraz wygłaszał wiele kazań i nauk rekolekcyjnych. W jego tekstach i osobistych modlitwach przejawia się również jego wewnętrzna postawa służby, ofiarności i cierpienia. W 1944 r. ułożył modlitwę do Matki Bożej, w której zapisał słowa: "pozwól mi cierpieć - cierpieć wiele, cierpieć też bez miary i dlatego pozwól mi wyniszczać się".

16 stycznia 1945 r., kiedy wojsko okupanta miało dokonać egzekucji mężczyzn rawskich, doszło do bombardowania miasta przez wojska sowieckie. Miasto zostało zniszczone, jednak klasztor i kościół ocalały. Wtedy klasztor zamieniono na szpital dla rannych, a swoją posługę ofiarował o. Bernard, choć jak sam humorystycznie pisał, "jemu pozostało wymachiwanie warząchwią przy kuchni". W rzeczywistości, według relacji świadków, wraz z innymi dźwigał rannych do podziemi klasztoru, potem opiekował się, wspierał duchowo i psychicznie tych, którzy się załamywali.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama