Nowy numer 44/2020 Archiwum

Internetowy duszpasterz

Ostatnie niedziele są niepodobne do innych. W sytuacji epidemii idziemy do kościoła, nie wychodząc z domu. Jak to jest możliwe?

Pandemia, koronawirus, #zostanwdomu – to zwroty, które od kilku tygodni opisują i determinują naszą codzienność. Odpowiedzią na nie było rozporządzenie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski z 13 marca. Z dnia na dzień Kościół pełną parą musiał wejść w tryb online – czy to się nam podoba, czy nie.

Aby dotrzeć do ludzi

Biskup Piotr Libera wkrótce po ogłoszeniu przez premiera Mateusza Morawieckiego decyzji o wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego oraz w odpowiedzi na komunikat abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, wydał rozporządzenie dla diecezji. Przyłączył się do ogólnopolskiej prośby o pozostanie w domach i do modlitwy przeżywanej w duchowej łączności ze wspólnotą Kościoła za pomocą dostępnych mediów. Udzielił dyspensy od obowiązku uczestnictwa w niedzielnych Mszach św., odwołał rekolekcje w parafiach i wspólnotach, prosił, aby liczba wiernych uczestniczących w liturgii nie przekraczała 50 osób. Zgodnie z tym rozporządzeniem kościoły pozostały otwarte w ciągu dnia, a wieczorami, przy zamkniętych drzwiach, księża modlą się w nich na różańcu o ustanie epidemii.

Od samego początku obowiązywania nowych wytycznych internet zalała fala ewangelizacyjnych treści. Duszpasterze wielu parafii od razu rozpoczęli transmisje Mszy św., adoracji Najświętszego Sakramentu czy wieczornego Różańca. Regularnie umieszczają informacje wyjaśniające, jak funkcjonuje przeorganizowane życie danej parafii. Jeden z pierwszych takich komunikatów pojawił się na stronie parafii w Winnicy k. Nasielska, której proboszcz od dawna wykorzystuje w swojej pracy duszpasterskiej potencjał multimediów. Ksiądz Zbigniew Paweł Maciejewski zaczynał od tworzenia serwisu dla katechetów „Natan”, a teraz kontynuuje swoją misję poprzez bloga i stronę Fundacji Nasza Winnica oraz wydawnictwo, w którym ukazują się książki i broszury przydatne w duchowej formacji.

– Nagrywam swoje kazania i wrzucam je do internetu. Ludzie poszukują takich treści. Wiem też, że korzystają z tego księża, czerpiąc inspiracje dla swoich parafii. Przykład ostatnich tygodni pokazał, że nawet jeśli się czegoś nie lubi, tak jak ja nie jestem przekonany do Facebooka, to tylko dzięki jego zasięgom możliwe było szybkie poinformowanie ludzi o zaistniałych zmianach. To jest pewna forma zastępcza i w całej swojej przydatności nie zastąpi prawdziwych relacji, także w kwestii wspólnoty Kościoła, ale działania w sieci trzeba potraktować jako narzędzie, które umożliwia dotarcie do ludzi. Ja nie poświęcam się internetowemu duszpasterstwu, robię swoje, a reszta to taki „efekt uboczny”, na którym ktoś może duchowo skorzystać – mówi proboszcz z Winnicy. Lata funkcjonowania w przestrzeni internetowej wyczuliły go na potrzeby wiernych. Tak jak teraz, kiedy widząc emocje i niepokój, jakie zrodziły się w ostatnim czasie, nie czekał i sam napisał poradnik „Jak przeżyć i zachować wiarę bez kościoła i księdza” – kompendium ze wskazówkami, jak pielęgnować domowe kościoły oparte na słowie Bożym i budować świadomość tego, że Bóg przychodzi do człowieka na wiele sposobów.

Nowe ambony

„Parafialne fanpage’e na Facebooku, konta na Twitterze czy YouTubie zamieniły się teraz w prawdziwe ambony” – w tym jednym zdaniu ks. Wojciech Kućko, diecezjalny duszpasterz rodzin, najlepiej opisał dzisiejszą rzeczywistość, zauważając również, że nie wszyscy wykorzystują tę szansę głoszenia Ewangelii. To prawda, bo chociaż „internet nie zapomina” i odpowiedzialność za słowa wypowiedziane do kamery jest większa, to parafialne transmisje, czasami nawet nieudolne czy nie najlepszej jakości, mają istotną zaletę – są „z naszego kościoła”, a to pomaga wielu odnaleźć się w tej niecodziennej rzeczywistości. Zgadza się z tym o. Marcin Kowalewski, klaretyn i proboszcz na płockich Górkach, który jest kolejnym przykładem kapłana pozostającego w stałym kontakcie ze swoimi parafianami.

Na fanpage’u parafii regularnie umieszcza komentarze do Ewangelii, chociaż uważa, że łatwiej jest mówić bezpośrednio do ludzi niż do kamery. – Jesteśmy w Płocku od lipca ubiegłego roku i od początku postanowiliśmy, że na każdej Mszy św. będzie krótkie słowo komentarza do Ewangelii. Od parafian wiem, że to się sprawdza, więc skoro oni dzisiaj nie mogą przychodzić tak jak zawsze do kościoła, to jednak nie chcemy ich pozbawiać dostępu do żywego słowa – i dlatego postanowiłem nagrywać krótkie rozważania i publikować na parafialnym profilu –mówi proboszcz parafii św. Maksymiliana na Górkach. Ojciec Kowalewski nie widzi sensu w niewykorzystywaniu rozwiązań, jakie przynoszą nowe technologie. – Nie zmienimy tego. Dzisiaj szukamy w internecie przepisów, adresu, pod który chcemy dojechać, a także dobrego kazania. Naszą rolą jest, żeby można było je tam znaleźć – dodaje klaretyn.

Nie obawia się również, że kiedy wszystko się unormuje, wierni nie będą chcieli powrócić z „wirtualnego kościoła”, ponieważ od początku ogłoszenia tego wyjątkowego stanu obserwuje, że więcej ludzi korzysta m.in. z możliwości spowiedzi w ciągu dnia, jak to zaproponowano w parafii na Górkach. Nie wyklucza też, że po powrocie „do normalności” rozwiązania, które się teraz sprawdzają, będą dalej służyły wiernym, bo widać, ile dobra przynoszą. Przypomnijmy, że w podominikańskim kościele w Płocku w dni powszednie przez cały dzień trwa adoracja Najświętszego Sakramentu, zaś o pełnych godzinach można skorzystać ze spowiedzi lub rozmowy.

Listek figowy czy prawdziwa wspólnota?

Z wirtualnej drogi dotarcia do wiernych korzystają również duszpasterze mniejszych parafii. Księdza Jacka Gołębiowskiego z Dąbrowy k. Mławy do tej pory raczej trudno było znaleźć w internecie, ale w zaistniałej sytuacji nie zastanawiał się długo i wystąpił z propozycją biblijnych rekolekcji wielkopostnych.

– Również dla mnie jest to szansa duchowego rozwoju. Zamknięte szkoły to więcej czasu, którego postanowiłem nie zmarnować. Przecież jestem powołany do głoszenia Bożego słowa. Wstrzymano rekolekcje parafialne, więc jak inaczej dotrzeć do ludzi? Teraz się czuje, że internet jest miejscem głoszenia Ewangelii. Trzeba tu być – przyznaje proboszcz parafii w Dąbrowie. Chociaż z wielu pięknych inicjatyw trzeba było zrezygnować na czas pandemii, to ks. Gołębiowski zwraca uwagę na inne, równie wartościowe, które sprawdzają się w tym czasie, m.in. powstała Parafialna Interwencyjna Grupa Wsparcia, która zaopiekowała się osobami starszymi, zaopatrując je w potrzebne rzeczy. – Myśmy się przyzwyczaili do pewnych rzeczy, a Pan Bóg pokazuje nam, że ważna jest Jego wola. Może te święta będą inne, a przez to, że inne, to dostrzeżone. Dla wielu Wielkanoc to święconka, której może w ogóle nie będzie w tym roku. Może w to miejsce pojawi się refleksja? – zastanawia się kapłan.

Na początku pojawiały się głosy, że duszpasterze zamiast zajmować się tym, do czego zostali powołani, stoją w drzwiach kościoła i odliczają do 50, że przez takie działanie ludzie się zniechęcą. Czy słusznie? Przecież każdy, kto przekroczył ten symboliczny próg Kościoła, albo jak pisał Gilbert Chesterton, zapragnął z »werandy« wejść do środka i doświadczył wspólnoty, będzie tego szukał i tego wyczekiwał. „Co w nas zostanie, gdy zabraknie Eucharystii, zabraknie księdza i sakramentów?” – pyta w sieci ks. Maciejewski. „Nic nie zostanie? To masz problem. To znaczy, że wszystko wokół, cały ten Kościół i to, co on daje, było dla ciebie niczym, względnie figowym listkiem skrywającym pustkę. Jeśli jednak zabiorą lub przepadnie wszystko wokół, a ty odnajdziesz w sercu wiarę, to znaczy, że masz wszystko” – puentuje w jednym z nagrań proboszcz z Winnicy. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama