Nowy numer 48/2020 Archiwum

Uśmiech za każdą kroplę

W przasnyskim Zespole Szkół Powiatowych od rana długa kolejka przed świetlicą. Ponad setka młodych ludzi czeka cierpliwie, nie po to, aby coś dostać, ale by oddać...

Niemal każdy odczuwa lekki stres na widok igły i potwierdzają to nawet doświadczeni krwiodawcy. Mimo naturalnej obawy przasnyska młodzież już po raz trzeci podeszła do tego szlachetnego wyzwania odważnie i gremialnie. Akcja krwiodawstwa została zorganizowana przez środowisko uczniowskie ze Szkolnego Klubu Honorowych Dawców Krwi „Zakrwiści”, który od niedawna działa w Zespole Szkół Powiatowych im. mjr. Henryka Sucharskiego.

Moment okazał się szczególny, bo praktycznie już nazajutrz rząd podjął decyzję o zamknięciu wszystkich szkół i uczelni na okres kwarantanny w obliczu rozprzestrzeniającego się koronawirusa. Ponad setka chętnych zaskoczyła samych organizatorów. Co motywuje młodzież? – Pewnie trochę te osiem czekolad i wolny dzień – żartują uczestnicy akcji. Jednak przede wszystkim, jak mówią, chęć i świadomość pomocy, bez względu na to, do kogo trafi oddana krew.

Warunki mają znaczenie

– U mnie się zaczęło tak naprawdę od zachęty naszego nauczyciela, który poinformował nas, że będzie akcja poboru krwi. Akurat wtedy skończyłem 18 lat i po raz pierwszy oddawałem krew. Było jednak dość zimno, stało się przed krwiobusem w kolejce i nie było to zbyt przyjemne – wspomina Szymon Czarzasty z klubu „Zakrwiści”.

To, gdzie oddaje się krew, ma znaczenie dla samopoczucia ochotników i w dużej mierze decyduje o tym, czy się nie zniechęcą. Wierzy w to nauczyciel w ZSP i opiekun tej grupy Bogusław Brykała, który sam od wielu lat jest honorowym krwiodawcą, i kierował przasnyskim stacjonarnym punktem krwiodawstwa do czasu jego likwidacji przed 8 laty. W trakcie tej akcji, noszącej nazwę „Krew za krew”, na warunki poboru tego życiodajnego płynu raczej nikt nie narzeka. Wprawdzie pod szkołę rankiem przyjechał ambulans z terenowego oddziału Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Płocku, ale całe wyposażenie niezbędne do poboru krwi zostało umieszczone w świetlicy. – Czujemy się tu swobodniej, jest dużo lepsza atmosfera niż w autobusie. Można posiedzieć, zjeść coś słodkiego, mamy bufet na miejscu – mówi Julia Kukawka, która oddaje krew po raz trzeci.

Trzy leżanki czekają na kolejnych dawców, którzy przeszli pomyślnie kwalifikację. Lekkie napięcie, przerywane rozmową i żartami, oczywiście wisi w powietrzu. – Dziewczyny się boją, ale chłopcy też, chociaż się do tego nie przyznają – śmieje się Szymon. Może coś w tym jest, jednak na twarzach uczniów, nawet tych, u których kropla za kroplą spływa powoli krew do specjalnego pojemnika, widać uśmiechy. Panie z płockiego RCKiK wiedzą dobrze, jak zniwelować stres u młodych dawców. Gdy przygotowują rękę do nakłucia, rozmawiają, żartują, słowem odwracają uwagę dawcy od tej nieprzyjemnej czynności. Później uważnie obserwują reakcje dawcy, bo omdlenia się zdarzają.

– Oddanie krwi, szczególnie pierwszy raz, na pewno wymaga odwagi i dużo osób się stresuje. Za pierwszym razem sama zemdlałam. Panie pielęgniarki szybko zareagowały i wszystko zakończyło się dobrze – wspomina Julia. Na koniec każdy dawca otrzymuje obowiązkowy przydział czekolad, ale na uczestników wydarzenia „Krew za krew” czeka też smaczny poczęstunek, przygotowany przez uczennice z klasy gastronomicznej pod kierunkiem nauczycielki Zofii Jankowskiej. Pani Zofia, dobry duch tej akcji, dba też o to, aby ekipa RCKiK nie wyjechała głodna.

Jeśli tylko można pomóc

Oddanie krwi to ogromna satysfakcja, ale najpierw ktoś musi o tym opowiedzieć, jak robi to wobec swoich uczniów Bogusław Brykała, który jako pierwszy oddał krew podczas tej akcji. – Ja za każdym razem czuję wewnętrzną radość, że coś mogłem komuś ofiarować. To jednak trzeba samemu przeżyć. Myślę, że nasi uczniowie też to czują. Na początku są może przestraszeni, ale potem szczęśliwi – mówi opiekun „Zakrwistych”.

I chyba tak właśnie też czuje młodzież. – Sama świadomość, że jest taka forma pomocy, która może komuś uratować życie, to jest już wystarczająca rzecz, żeby zmotywować – uważa Julia Kukawka. – Jeśli tylko możemy tak pomóc, to już mamy satysfakcję. W naszym otoczeniu zdarzały się przypadki, że krew była komuś potrzebna. To też, przynajmniej niektórych, motywuje – mówi Aleksandra Chrzanowska. – Mnie nie przeszkadza, że oddaję krew dla nieznanej osoby, jeśli tylko komuś to pomoże – przyznaje Bartek Borkowski z klubu „Zakrwiści”, który był pomysłodawcą tej nazwy.

Szymon Czarzasty przypomina, że krew jest tak bardzo potrzebna, bo nie da się jej zastąpić ani w żaden sposób wyprodukować. Jedyne, co można zrobić, to ją oddawać, a to nic nie kosztuje. Ale czy boli? Jak przekonują świeżo upieczeni dawcy, nieprzyjemny jest głównie moment wkłucia, ale to nie jest mocny ból. Tu raczej strach ma wielkie oczy. – Nie ma się czego bać. Ja za pierwszym razem bardziej stresowałem się tym, czy zostanę zakwalifikowany do oddania krwi – mówi Bartek. Bywa bowiem tak, że mimo szczerej chęci nie można oddać krwi, nawet w przypadku młodych, na pierwszy rzut oka zdrowych ludzi. Jak mówi Katarzyna Błaszczyk, kierownik RCKiK w Płocku, wśród młodych ludzi niestety coraz częściej zdarzają się choroby przewlekłe, jak astma czy cukrzyca, które mogą być przeciwwskazaniem do oddania krwi. Takich przeszkód jest zresztą więcej, choćby niedawno przechodzona grypa, zabiegi dentystyczne, zbyt niska waga ciała albo kondycja żył. I trzeba się z tym liczyć.

– Ważna jest świadomość. Bo są osoby, które biorą różne leki albo chorowały na grypę, i przy rejestracji okazuje się, że nie mogą oddać krwi i są zawiedzione – zwraca uwagę Szymon Czarzasty z klubu „Zakrwiści”.

Być świadomym krwiodawcą

W przypadku takiej akcji szkolnej ważny jest aspekt edukacyjny i wychowawczy. Już sama chęć oddania krwi się liczy.

– Chcemy, aby młodzież się przyzwyczaiła, że oddanie krwi naprawdę nie jest czymś strasznym – mówi Bogusław Brykała. O tym starają się przekonać swoich rówieśników również klubowicze, którzy przyciągają na akcje innych uczniów. Sami „Zakrwiści” nie tylko oddają krew, ale sporo się o tym uczą. Trzeba wiedzieć na przykład, jak się do tego przygotować. – Ja za pierwszym razem, gdy oddawałem krew, przyszedłem głodny, bo myślałem, że nie można nic jeść – wspomina Szymon. Akcja krwiodawstwa jest także pod pewnymi względami mobilizująca.

– Najlepiej przez tydzień nie palić papierosów i nie pić alkoholu – przypomina klubowicz Jakub Nowak. Czy dawca czuje, że jednak coś z siebie oddał? Trochę tak. Jakub i Szymon przyznają, że zwykle po powrocie do domu i spożyciu posiłku organizm domaga się snu. Klubowicze, których jest już około 30, mają kolejne plany. Następny szkolny pobór krwi chcieliby zorganizować w czerwcu. A od września, jak zapowiada Bogusław Brykała, w ZSP chcieliby rozpocząć kampanię informacyjną wśród uczniów o byciu potencjalnym dawcą komórek macierzystych. Tej marcowej akcji „Krew za krew” towarzyszyła właśnie taka rejestracja, przeprowadzona we współpracy z DKMS. W ciągu jednego przedpołudnia zarejestrowało się 10 chętnych.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama