Nowy numer 43/2020 Archiwum

Na końcu – nowe życie

Krzysztof Nowacki, opiekun 1. Wodnej Maszewskiej Drużyny „Białe Wilki” i inicjator Ekstremalnej Drogi Krzyżowej w rejonie Maszewa i Brwilna k. Płocka, mówi o tym, co daje młodszym i starszym nocne wędrowanie.

Agnieszka Małecka: Zaczęło się przed 6 laty od ekstremalnej harcerskiej Drogi Krzyżowej szlakiem brwileńskich mogił. Jak będzie w tym roku?

Krzysztof Nowacki: Faktycznie, na początku nazywałem ją „harcerską”, ale potem zrezygnowałem z tej nazwy. Chociaż trzon naszej grupy stanowi zawsze 1. Maszewska Drużyna „Białe Wilki”, to jest to droga dla każdego, kto zechce nią pójść. W tym roku idziemy szlakiem sześciu kościołów na terenie pięciu parafii – w Brwilnie, Rokiciu, Siecieniu, Sikorzu i Starej Białej – by powrócić do Maszewa. To ważne punkty orientacyjne naszej wędrówki, do których w poprzednich latach zaglądaliśmy i byliśmy serdecznie witani, jak na przykład w Rokiciu czy Starej Białej. Liczymy, że przyłączą się do nas mieszkańcy tych parafii, a dołączyć można w każdym momencie, nawet jeśli nie przejdzie się 14 stacji. Nasza wędrówka jest trochę inna niż na typowej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, bo przypomina pielgrzymkę. Ze względu na naszych zuchów – a najmłodsi mają po 7 lat – idziemy grupą, są postoje, jest poczęstunek. Dzieci zwykle kończą po pierwszym etapie, przy drewnianym kościółku w Brwilnie. Towarzyszą im rodzice, najczęściej ojcowie, ale chodzą też odważne matki. W czasie drogi mamy swoje rozważania nawiązujące do harcerstwa, ale myślę, że niosące także uniwersalne treści.

Idziecie co roku w wielkopiątkową noc. Czy dzięki temu bardziej przeżywa się Triduum Paschalne i to przejście z ciemności do światła?

W ten sposób właśnie się to dzieciom przedstawia. Ruszamy ciemną nocą, a wracamy już w Wielką Sobotę, gdy w powietrzu „czuć” zmartwychwstanie. Myślę, że wrócimy do tego, aby pierwszy odcinek z Maszewa do Brwilna przejść z pochodniami. Staram się, aby dzieci nie tylko wysłuchały przygotowanych rozważań, ale i trochę porozmawiały o tym. Myślę, że niektórym z nich podczas tej nocnej wędrówki otwierają się oczy, bo doświadczają tej Drogi Krzyżowej wręcz namacalnie: dotykają chłodnego ogrodzenia krzyża przydrożnego, siadają zmęczone na kamieniu. Cały czas podkreślam, że to zmęczenie ma jakiś sens i że przy każdej następnej stacji czeka na nas coś innego. Trochę ubolewam, że nie idzie z nami ksiądz, który by pełniej wyjaśnił istotę i wielkość Świąt Wielkanocnych, które – jak wiemy z doświadczenia – odkrywa się w całej pełni w miarę dojrzewania i różnych doświadczeń życiowych.

Idąc, walczy się ze snem, ze słabością...

Tak, walczy się z samym sobą, ale ta wędrówka ma niepowtarzalny klimat. Na przykład trasę wzdłuż Wisły, gdy idziemy do Rokicia, zwykle przebywamy w świetle księżyca, co daje niesamowity widok. Mijamy stare kapliczki, o których staram się coś opowiedzieć. Gdy już wracamy, wita nas wschód słońca. Pamiętam, że w ubiegłym roku budził się wtedy piękny, rześki dzień. Dzieci oczywiście trochę narzekają, bo coś je boli, ale widzę, jak się starają, jak walczą, tyle że muszą wyartykułować swoje zmęczenie. Dla mnie szczególną motywacją, by kolejny raz iść z nimi, jest widok, jak na końcu odzyskują siły, gdy biegną do czekających na nich rodziców. Tak jakby wstąpiło w nie nowe życie. To dopełnia pięknie obraz tej drogi, bo pokazuje, że osiąga się cel i ta nagroda jednak tam jest.

Jak ta Ekstremalna Droga Krzyżowa wpisuje się w waszą harcerską codzienność?

Przede wszystkim nie robimy czegoś na rozkaz, na siłę. Nie każdy musi w niej uczestniczyć. Natomiast widzę, że dużą rolę odgrywa przykład, który jest podstawą pracy harcerskiej. Mamy już harcerzy, którzy szli w pierwszej czy drugiej Drodze Krzyżowej, a teraz wracają. Tych starszych staram się angażować w służbę, w podjęcie odpowiedzialności za dzieci na trasie. Nasze zuchy i harcerze traktują tę drogę także jako formę wykazania się. Mamy w naszej drużynie opracowaną specjalną sprawność harcerską: „ekstremalnego pielgrzyma”, która zaczyna się od jednej gwiazdy za przejście jednej drogi, a kończy klasą mistrzowską, w której trzeba „mieć” już pięć Dróg Krzyżowych. Taką sprawność dostali od nas harcerze z ZHP, którzy szli z nami w poprzednich latach. Z tej sprawności korzystają też harcerze z Łap. Myślę więc, że dorzuciliśmy jakąś małą cegiełkę do harcerskiego świata. Przede wszystkim jednak ta droga ma im otworzyć oczy na bliskość i obecność Boga.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama