Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nie poddali się operacji na duchu

Paweł Felczak, historyk i autor publikacji poświęconej oddziałowi Franciszka Majewskiego ps. Słony, o tym, jak dziś patrzeć na postawy i działalność żołnierzy wyklętych.

Agnieszka Małecka: Czy mimo różnych form upamiętnienia żołnierze wyklęci nie potrzebują wciąż głębszego zrozumienia ich motywacji i kontekstu, w jakim działali?

Paweł Felczak: Myślę, że tak, bo w dużej mierze nadal patrzmy na historię przez pryzmat dnia dzisiejszego. I to jest problem i najgorszy błąd, jaki popełniamy – próbujemy zrozumieć ludzi żyjących kiedyś, mając doświadczenie i obecną wiedzę. Trzeba pamiętać, że niemiecki okupant był oczywisty i rozpoznawalny, a przekaz był jednoznaczny, że chce nas fizycznie pokonać, natomiast okupant ze Wschodu był już bardziej „wyrafinowany”. W pełni podpisuję się pod słowami Józefa Mackiewicza, który pisał, że komunizm był operacją na duchu i sercu narodu. Myślę, że żołnierzy podziemia antykomunistycznego uwiarygodnia fakt, że ich motywacją pozostawała triada: Bóg, honor, ojczyzna.

Czasem ośmiesza się ich, że dalej „bawili się w wojnę”; zarzuca się, że wykonywali wyroki śmierci. Wątpliwości budzą też ich akcje ekspropriacyjne, służące aprowizacji.

Z dokumentów wynika jasno, że wykonywali egzekucje na konfidentach, na funkcjonariuszach PUBP i MO, i to tych najbardziej gorliwych, działających dla własnych korzyści. Takim skrajnie zdegenerowanym przykładem z naszego terenu może być „Rypa” – Władysław Rypiński i jego szwadrony śmierci. Jeśli nie mieli informacji – a posiadali znakomitą siatkę wywiadowczą – że taki człowiek szczególnie „dokucza” mieszkańcom, to wymierzali mu karę chłosty i upokarzającą karę zjedzenia legitymacji partyjnej. Trzeba pamiętać, że przez lata mieliśmy do czynienia z relacjami sierot i wdów po tych, którzy zostali „zamordowani przez bandytów”, jak nazywano żołnierzy wyklętych. Była to więc relacja jednostronna, a nie zdajemy sobie sprawy, ile istnień ludzkich zostało zniszczonych przez konfidentów. Ile matek po aresztowaniu męża pozostało z dziećmi, bez możliwości utrzymania, jak było w przypadku Kozaneckich czy żony Wiktora Stryjewskiego „Cacki” z 11. Grupy Operacyjnej NSZ. Jeśli chodzi o akcje ekspropriacyjne, to w głównej mierze odbywały się one na spółdzielnie rolnicze. Pamiętajmy, że o ile przed wojną spółdzielnie były organizacjami samorządnymi, w których ludzie oddolnie się zrzeszali, o tyle po 1945 r. to, co nazywano „spółdzielnią”, było tworem państwowym, w dodatku narzuconym modelem ze Wschodu. Więc te akcje były wymierzone w okupanta, na którym zdobywa się pieniądze na dalszą działalność dla ojczyzny. Warto podkreślić, że niektórzy rolnicy czy księża sami wypłacali im jakieś kwoty. Żołnierze II konspiracji niepodległościowej mieli zresztą ogromne poparcie w społeczeństwie. Gdyby tak nie było, nie mogliby się tak długo utrzymać; na naszym terenie na przykład do 1954 r.

Wciąż powraca pytanie: jak dziś ich przedstawiać? Jako rycerzy, niemal świętych, czy normalnych ludzi w nienormalnych czasach?

Myślę, że przede wszystkim jako ludzi z konkretnym etosem i moralnością. Ludzi, którzy mimo potężnego nacisku zewnętrznego zostali przy swoim zdaniu. To chyba najważniejsze przesłanie dla dzisiejszego młodego pokolenia – można nie iść z prądem, można i trzeba w najtrudniejszych nawet czasach i najgorszych sytuacjach mieć swoje zdanie. Żołnierze wyklęci nie byli świętymi, ale i nie potrzebują wybielania. Myślę, że to, co o nich wiemy dziś, mówi samo za siebie. Oni się bronią sami.

W tej zawiłej, pełnej cierpienia i łez historii jest miejsce na wybaczenie?

O to trzeba by zapytać rodziny tych żołnierzy. Ale na ile znam ich historie, to sądzę, że mogliby wybaczyć ludziom tamtego resortu bezpieczeństwa, który zniszczył ich bliskich i często złamał życie ich samych, gdyby doszła do głosu prawda, gdzie są ciała pomordowanych. Trzeba zwrócić tym rodzinom prochy bliskich, żeby miały groby, już nie pamiątkowe, symboliczne, ale prawdziwe.


agnieszka.malecka@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama