Nowy numer 48/2020 Archiwum

U wychowawczyni przyrody

Las jest piękny o każdej porze roku – przekonują Magda i Rafał, ucząc swoich małych i dużych gości uważnego czytania tej naturalnej przestrzeni.

Jak w życiu, tak i w lesie, aby czegoś doświadczyć i zdobyć wiedzę, trzeba zejść z wygodnych, szerokich dróg. Pójść wąską, niemal niewidoczną ścieżką, na której nieraz porządnie otrzemy się o jakąś gałąź lub krzak, trochę się ubrudzimy i zmęczymy. Magdę i Rafała Karpieniów z okolic Nowego Duninowa, którzy wraz z trójką dzieci i wielkim psem mieszkają z lasem po sąsiedzku, nie trzeba do tego przekonywać.

Pokazują jego dobrodziejstwa swoim gościom, często żyjącym na co dzień w betonowych miejskich pustyniach. Od dwóch lat, także w zimie, organizują wiele tematycznych spacerów i wydarzeń związanych z naturą, z którą są za pan brat. Ostatnio rozpoczęli nowy cykl spotkań, pod nazwą Szkółka Leśnych Odkrywców, dla małych i dużych wędrowców. W pewną styczniową sobotę wskakujemy więc w wygodne, ciepłe buty, bierzemy lekkie plecaki z prowiantem i gorącą herbatą – i ruszamy...

Patrz uważnie

Gromadkę rodziców z dziećmi (niektóre maluchy dopiero zaczynają dreptać) prowadzi przez las Rafał, trener etyki outdoorowej oraz członek Stowarzyszenia Polska Szkoła Survivalu. Towarzyszy mu Magda, która wspaniale opowiada o tym, czego od lasu, roślin i drzew uczymy się o nas samych i relacjach w ludzkiej społeczności. – Widzicie ten pień, a dookoła niego wyżłobiony rów? To efekt pracy dzika, który poszukuje larw owadów – wyjaśnia Rafał podczas jednego z licznych przystanków tego spaceru.

Z szerokiej, piaszczystej i płaskiej drogi nagle skręcamy w bok, wspinając się po śliskim od deszczu podłożu na niewielkie wzniesienie. Wchodzimy na prawie niewidoczną ścieżkę, którą poruszają się zwierzęta. Rafał pokazuje jamę lisa, z której prowadzi kilka wyjść na wypadek, gdyby pojawił się drapieżnik. Być może w tej jamie mieszka sobie także borsuk, bo te dwa gatunki zasiedlają czasem to samo miejsce, kopiąc korytarze w różne strony. Nie ma mrozu i śniegu, więc przy wyjściu nie tworzą się sople, które by potwierdzały obecność żywego stworzenia. Ważne jednak, by do takich potencjalnych kryjówek zwierząt zbliżać się ostrożnie i ich nie płoszyć. Rafał opowiada o spotkaniu z lisem. – Zobaczyłem parę świecących oczu. Okazało się, że to był lis, który starał się ostrzec swoją rodzinę. Przystawał co kilka kroków, jakby czekał, starając się nas odciągnąć od swoich małych na drugą stronę drogi. Było już ciemno, więc niewiele było widać. A jakie dźwięki wydaje lis, możecie posłuchać sobie na YouTube. Będziecie zaskoczeni... – opowiada.

Choć mieszkańcy tych ostępów są podczas spaceru niewidoczni dla uczestników Szkółki Leśnych Odkrywców, znakomicie widać ich ślady. Rafał i Magda co jakiś czas pokazują – a to ślad lisa, a to dzika czy sarny – i wyjaśniają, po czym można je poznać. Ciekawym znaleziskiem, bo świadczącym o tym, że konkretny mieszkaniec lasu tu bywa, okazują się np. suche sarnie bobki. Podczas takiego spaceru trzeba patrzeć uważnie w dół i w górę, i co jakiś czas rozejrzeć się dokoła. Wtedy można zobaczyć np. małe szyszki z drzew iglastych, wciśnięte w korę dębu. – To ptasia stołówka – mówi Rafał. Dzięcioł chwyta taką szyszkę i wkłada w szczeliny kory drzewa, a potem swoim mocnym dziobem obiera ją z łusek i zjada nasiona. Na niektórych pniach drzew można dopatrzeć się podwójnych, równoległych śladów, mocno wrytych w korę. Mógł zrobić je na przykład samiec sarny albo jelenia zrzucający poroże. Rafał wyjaśnia uczestnikom spaceru, że zwierzę zanim pozbędzie się poroża, mocno pociera lub wręcz uderza nim o drzewo. W lesie, po którym oprowadza gości, znalazł już kilka fragmentów takich okazów (a uczciwie mówiąc – wytropił je pies Belltor).

Przypominają fragment jakiegoś niebywale twardego kawałka drewna. – W porożu zwierzę gromadzi to, co najcenniejsze z pożywienia: w tym substancje mineralne – wspomina Magda. Nic dziwnego, przecież dla samców jeleniowatych są orężem w walce o samicę, a tym samym o młode pokolenie i przedłużenie gatunku.

Znajdź swój czas

Na pewno wiele z takich informacji można wyczytać w internecie lub książkach o przyrodzie, ale nic nie zastąpi doświadczenia lasu, nie mówiąc o przyjemności, jaką daje. W Szkółce Leśnych Odkrywców każdy uczestnik, bez względu na wiek, uczy się uważnie patrzeć i samodzielnie odkrywać tajemnice leśnego ekosystemu. Podczas spaceru z Magdą i Rafałem maluchy dzierżą w dłoniach niewielkie torebki na leśne skarby, do których należy na przykład fragment kory drzewa z porostem chrobotkiem, „lubiącym” czyste powietrze, mała szyszka czy igły sosny, z których na koniec spaceru będzie gotowana leśna herbata, podobno bogata w witaminy. Las to także naturalny tor przeszkód, który może spełnić ważną rolę w rozwoju ruchowym dziecka. Magda wspomina, że wśród ich młodszych gości zdarzały się dzieci, które wcześniej poruszały się jedynie po prostych, twardych miejskich chodnikach. Grząskie, nierówne podłoże leśne stanowiło więc dla nich nie lada wyzwanie.

A w lesie zwykły pień zwalonego drzewa może też posłużyć za świetną równoważnię. Podczas pierwszego spotkania szkółki jedna z takich leżących kłód okazuje się wielką atrakcją. W czasie pikniku po krótkim posiłku niemal każde dziecko, asekurowane przez rodzica, próbuje swoich sił w przejściu po takim pniu. – Na drugi raz po prostu zorganizujemy spacer do kłody – śmieje się Magda. – Badania pokazują, że w środowisku naturalnym dzieci zachowują się inaczej, stają się bardziej kreatywne, i my z mężem to widzimy na przykładzie naszej trójki – mówi Dagmara, jedna z mam, uczestniczących w tym leśnym wydarzeniu.

– Las był nam zawsze bardzo bliski. Teraz jeszcze bardziej go doceniam i potrzebuję, gdy bardziej zależy mi na przeżyciach i byciu z dziećmi, z drugim człowiekiem, niż na skupianiu się na rzeczach materialnych. Las pokazuje nam, że tak naprawdę niewiele w życiu potrzebujemy ponad to, co jest konieczne. Tutaj dzieci potrafią się kilka godzin bawić patykiem czy szyszką i się nie nudzą. Ale trzeba tego samemu doświadczyć. Jeśli powiesz człowiekowi, który spędza czas przed telewizorem: „Idź do lasu, zmień swoje życie”, to nic z tego nie będzie. To jest tak jak z wiarą. Trzeba przejść pewną drogę, coś przeżyć, poczuć, żeby zmienić swoje patrzenie – mówi młoda mama, która kilkakrotnie uczestniczyła w wydarzeniach organizowanych przez rodzinę Karpieniów. Takie spacery leśne nie tylko edukują, ale łączą ludzi.

Na fanpage’u Magdy i Rafała „Czas na las” pojawiają się komentarze uczestników, którzy dziękują za stworzenie takiej szansy, aby po prostu pobyć razem, w rodzinie. Karpieniowie też wędrują razem z dziećmi: najmłodszym Kosmą i starszymi córkami Marysią i Gabrysią, które podobnie jak brat uwielbiają strój survivalowy i świetnie sobie radzą w środowisku leśnym. Bo las jest jak rodzina. Magda opowiada o tym, jak drzewa potrafią się wzajemnie „ostrzegać” przed zagrożeniem (na przykład szkodnikiem) albo „dokarmiać”, wspierać poprzez korzenie słabsze, chorujące osobniki. Można w tym odkryć wspaniały zamysł Stwórcy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama