Nowy numer 48/2020 Archiwum

Żelazna dama ze złotym sercem

– Odeszła wielka osobowość – tymi słowami żegnała ją płocka Solidarność, bo to właśnie tej organizacji, u jej wielkich, pełnych nadziei początków, oddała swoje talenty i siły.

Wielowymiarowe życie dr Grażyny Przybylskiej-Wendt, lekarki, działaczki opozycyjnej w czasach pierwszej Solidarności, społeczniczki, mamy i babci, nadaje się na film. I na szczęście taki film – dokument powstał w 2017 r. (w reżyserii Ewy Górskiej), choć już w czasie, gdy zmagająca się z ciężką chorobą dr Wendt wycofała się z rozmaitych obszarów działalności.

Jego tytuł brzmi „Życie solidarnością pisane”. 7 stycznia 2020 r. to piękne życie dopełniło się w Płocku, z którym związana była 47 lat. Dr Przybylska-Wendt urodziła się w 1935 r. w Chojnicach. W czasach dorastania była związana z harcerstwem, ale – jak podkreślała – jeszcze nie tym „farbowanym na czerwono”. W filmie E. Górskiej i w innych wspomnieniach samej bohaterki przewija się epizod z czasów szkolnych. Młodziutka Grażyna na miejsce krzyża usuniętego ze ściany w klasie wiesza obrazek ks. Piotra Skargi przyniesiony przez inną uczennicę. Gdy dyrektor żąda od niej wyznania winy, wstają kolejno wszystkie uczennice.

To był moment, jak często wspominała, gdy po raz pierwszy w życiu poczuła, co to znaczy „solidarność”. Potem sama stała się ikoną 10-milionowego ruchu, który przyjął taką nazwę. Po 1. Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ „S” w 1981 r. w Gdańsku Grażyna Przybylska-Wendt znalazła się w ścisłym gronie Prezydium Komisji Krajowej. Chociaż była jedyną kobietą w KK, nie miała taryfy ulgowej. W prezydium odpowiadała za kilka resortów: m.in. służbę zdrowia, kulturę, ochronę środowiska, harcerstwo. Po krótkim „karnawale Solidarności” została aresztowana, a później przetrzymywana w kilku ośrodkach odosobnienia, m.in. w cieszącym się złą sławą ośrodku w Gołdapi. „W internowaniu wychodziłyśmy na balkony i śpiewałyśmy »Mury« koleżankom, które przywożono lub wywożono z ośrodka” – wspominała później. W połowie lat 80. Grażyna Przybylska-Wendt zaangażowała się w tzw. grupę roboczą domagającą się bez skutku przywrócenia mandatowych władz związku, wybranych w 1981 r., które zastąpiła tzw. Krajowa Komisja Wykonawcza.

Życie rodzinne (była już mamą dwóch córek) i związkowe szło w życiu pani Grażyny w parze z intensywną pracą zawodową. W niełatwych latach 70., czyli czasach, gdy – jak pisała – „nawet zdrowie było upolitycznione”, uczestniczyła bardzo aktywnie w tworzeniu nowego szpitala wojewódzkiego na płockich Winiarach. Pracowała też w Miejskiej i Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego, a w 1987 r. założyła Stowarzyszenie Hospicyjno-Paliatywne „Hospicjum Płockie” pw. św. Urszuli Ledóchowskiej. W 1989 r. wstąpiła do ZChN, a na początku lat 90. była wiceprzewodniczącą rady miasta w Płocku. Już po katastrofie smoleńskiej służyła rodzinom ofiar swoją wiedzą i kompetencjami medyka sądowego, przygotowując na podstawie dokumentacji rosyjskich polskie protokoły z sekcji. Jej mieszkanie na płockich Podolszycach, wypełnione książkami, zdjęciami, pamiątkami i archiwaliami, na każdym kroku „opowiadało” bezgłośnie tę niezwykłą, miejscami heroiczną historię życia.

Życia pisanego solidarnością, ale też odwagą, konsekwencją, bezkompromisowością. Każdy, kto znał dr Grażynę Przybylską Wendt, nie mógł nie poddać się oddziaływaniu jej silnego charakteru, błyskotliwego intelektu, poczucia humoru, który przejawiał się i w jej twórczości satyryczno-wspomnieniowej, i zwyczajnie, w rozmowach. – Gdyby szukać wzoru Polaka, kogoś, na kim powinniśmy się wzorować, nie znajdziemy lepszej osoby niż Grażyna – powiedział o zmarłej obecny na jej pogrzebie Antoni Macierewicz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama