Nowy numer 48/2020 Archiwum

Tam wysoko jest pięknie

Gdy ma się jeszcze naście lat, na tę licencję czeka się podobno jak na dowód osobisty. O sztuce latania warto myśleć nawet w mroźną zimę.

U Pawła zaczęło się całkiem naturalnie i logicznie – od składania modeli samolotów pod kierunkiem taty. Potem były pierwsze wizyty na lotnisku Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej w Płocku i kontakt z prawdziwymi maszynami. Rok temu zaczął przygodę z szybownictwem.

– Gdy poprosiłem rodziców o wymaganą zgodę na udział w kursie szybowcowym, nie przyjęli tego entuzjastycznie, bo oczywiście boją się o moje życie i zdrowie. Ale po długich negocjacjach dali się przekonać, za co im bardzo dziękuję – mówi Paweł Ręczajski. Jego koleżankę z aeroklubu, Małgorzatę Leśniewską, zachęciła książka i... mama.

– Wcześniej nie interesowałam się samolotami. Z maszyn bardziej podobały mi się samochody. Ale któregoś razu znajomy polecił mi książkę biograficzną o amerykańskim pilocie i zaczęłam interesować się tą tematyką, na przykład tym, jak działają linie lotnicze. A potem moja mama zrobiła mi prezent – kupiła bilet na lot zapoznawczy cesną 152 podczas pikniku lotniczego. Pomyślałam wtedy, że chcę to robić – wspomina Małgosia, która poważnie myśli o związaniu przyszłości ze skrzydlatymi maszynami.

Paweł i Małgorzata, uczniowie płockiej Jagiellonki, to bardzo młodzi ludzie – mają po 16 i 17 lat. Ale gdy mówią o lataniu, nie ma w nich nic z zachowania stereotypowego nastolatka. Nie chwalą się selfie (gdy jest się w górze, nikt nie myśli o tym, by robić sobie fotki), poważnie opowiadają o kursach, procedurach i egzaminach w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Bo latanie to poważna i piękna sprawa. Podobno najlepiej zacząć od pozbawionego własnego napędu szybowca, zanim wsiądzie się do samolotu, takiego choćby jak lekka jednosilnikowa cesna. Nie oznacza to, że lot szybowcowy jest łatwiejszy; po prostu jest inny.

– Trudno porównywać szybowiec z samolotem, bo to są inne statki powietrzne. Na przykład w szybowcu są hamulce aerodynamiczne, których w samolocie nie ma. Różnice są też w pilotażu. Im bardziej zaawansowany technicznie samolot, tym mniej sterowania, za to więcej klikania i obsługiwania przyrządów radiowo-nawigacyjnych. Jednak gdy zawiodą przyrządy, przydaje się umiejętność pilotażu, którą najlepiej zdobywa się na szybowcu – wyjaśniają młodzi pasjonaci. Szybowcem można startować za pomocą wyciągarki lub samolotu holującego, a w górach możliwy jest też start grawitacyjny, gdy maszyna spychana jest po zboczu. Jej aerodynamiczna sylwetka pozwala wykorzystać różne prądy wznoszące, aby przedłużać lot. Tu nie ma ograniczeń związanych ze zużyciem paliwa, wszystko zależy od umiejętności człowieka i oczywiście od warunków atmosferycznych, które zresztą przed uniesieniem się w górę są skrupulatnie sprawdzane. W górę, czyli jak wysoko? Na przykład rekord szybowcowy Pawła to 2 tys. metrów nad ziemią, a Gosi niewiele mniej, bo 1900 metrów.

– Najdłużej latałem około dwóch godzin. Muszę powiedzieć, że Płock z góry wygląda pięknie, zarówno Wisła, molo, jak i starówka – mówi Paweł. Loty szybowcem z reguły rozpoczynają się w maju, a kończą w październiku, ale samoloty nie mają już takich ograniczeń. – Jeżeli warunki pogodowe są dobre, to oczywiście latamy nimi nawet zimą – mówi Małgorzata, która ma już licencję pilota turystycznego i pilotuje samodzielnie cesnę 152. Niedawno w Modlinie miała swój pierwszy nocny lot. – W tym czasie na lotnisku słyszałam, jak rozgrzewają się silniki boeinga… To najpiękniejszy dźwięk – śmieje się licealistka.

Dla tych nastolatków, spędzających niemal całe wakacje na lotnisku, latanie jest świetnym antidotum na współczesne pułapki czyhające na młodzież, takie jak uzależnienia od internetu i smartfonów (bo te trzeba zostawić na ziemi). To pasja, która uczy cierpliwości, pokory i pracy zespołowej, bo samemu się nie poleci. Nie poleci się też bez wiedzy merytorycznej, zdobytej na kursie teoretycznym, który kończy się egzaminem wewnętrznym. W płockim aeroklubie na przykład najbliższy kurs szybowcowy rusza już w lutym i organizowany jest w weekendy. Co potem? Po odebraniu zaświadczenia o ukończonym kursie można rozpocząć szkolenie praktyczne, poprzedzone badaniami lekarskimi kandydata. A kiedy uzyska się uprawnienia do samodzielnych lotów pod nadzorem instruktora, można ubiegać się o licencję pilota.

– Trzeba przystąpić do egzaminu przed Państwową Lotniczą Komisją Egzaminacyjną. Obejmuje on wiele zagadnień, m.in. z zakresu nawigacji, fizyki, psychologii i prawa – mówi Małgorzata Leśniewska, która na upragnioną licencję czekała jak na dowód osobisty. Przygodę z szybownictwem można zacząć już od 16. roku życia, przy czym trzeba mieć pisemną zgodę rodziców na samodzielny lot. Oczywiście trzeba przygotować się na koszty, bo to pasja nie najtańsza, ale wyjątkowa. Czy jest bezpiecznie? Młodzi adepci latania uważają, że tak. Argumentują, że w samochodzie czy na rowerze też można ulec wypadkowi, a do samolotu nikt nie wsiądzie bez porządnego przeszkolenia. Za to tam, w górze, można doświadczyć czegoś niezwykłego. – Przede wszystkim masz poczucie wolności, bo szybujesz jak ptak – przekonuje Paweł.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama