Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bo dobro nie ginie…

W Monachium odnaleziono grób ks. Leona Kulasińskiego, męczennika II wojny światowej.

Wydawało się, że wszystko już jest stracone, zatarte przez czas i nie ma sensu szukać grobów naszych męczenników, zwłaszcza tych zamordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Tymczasem do Kurii Diecezjalnej Płockiej nadeszła niedawno wiadomość, że na monachijskim cmentarzu Perlascher Forst, zwanym Gajem Pamięci, znajdują się urny z prochami więźniów KL Dachau, a wśród nich ks. Leona Kulasińskiego, pochodzącego z Sierpca młodego kapelana płockiego szpitala. Zachowały się również listy z numerami urn, nazwiskami i numerami identyfikacyjnymi w KL Dachau, miejscem urodzenia i zgonu. Z dokumentów wynika, że urny te nie były przenoszone w inne miejsca. Niemiecka precyzja w tym wypadku pomogła ocalić to, co wydawało się być przez wojnę unicestwione. Poszukiwaniem śladów po Polakach wywiezionych w czasie wojny do Niemiec zajmują się Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa Instytutu Pamięci Narodowej, a także Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.

– To kwerenda żmudna, wymagająca analizy ogromnej liczby dokumentów, ale z pewnością pozwalająca na przywrócenie tożsamości wielu Polaków pochowanych na niemieckiej ziemi i na wydobycie ich z cienia niepamięci – mówi Anna Koszowy z BUWiM. Przed historykami jest wciąż wiele pytań, m.in. dlaczego niektórzy więźniowie Dachau zostali pogrzebani w innych miejscach: czy zmarli w czasie przymusowych prac poza obozem, czy byli wywożeni poza obóz w tak zwanych samochodach śmierci i uśmiercani spalinami z nich pochodzącymi...? Do dziś nie ustalono także, gdzie zostali skremowani. Te pytania dotyczą również okoliczności śmierci ks. Kulasińskiego. Jak informuje IPN, te groby wojenne w okolicach Monachium są na ogół odpowiednio utrzymywane, choć powoli zacierają się napisy na tablicach. W przypadku naszego kapłana jego prochy spoczywają wśród 44 numerowanych płyt, wśród 4092 zamordowanych więźniów KL Dachau. Urny oznaczone są numerem, który odnosi się do imienia i nazwiska więźnia. Opierając się m.in. na dokumentacji kancelarii cmentarza, zidentyfikowano urnę z prochami ks. Kulasińskiego.

Kim był ten 30-letni ksiądz, po którym zachował się niezwykły dziennik duchowy, pisany jeszcze przed wojną? Pochodził z Sierpca, gdzie urodził się w 1911 r. Po święceniach kapłańskich w 1935 r. (a otrzymał je wraz z trzema późniejszymi wikariuszami męczennikami z Gostynina), został wikariuszem w Tłuchowie, a następnie kapelanem szpitala Świętej Trójcy w Płocku. Aresztowany w 1940 r., był więziony w Działdowie, Dachau i Gusen, a następnie ponownie w Dachau. W czasie pobytu w obozie był spokojny i pogodny – tak go zapamiętano. W Dachau, podobnie jak wielu innych płockich księży, był poddany pseudomedycznym eksperymentom. Ale miał niezachwianą, dziecięcą ufność w miłosierdzie i dobroć Bożą. Taka postawa była jeszcze bardziej widoczna w chwili śmierci. Umierał, jak zeznał m.in. ks. Józef Góralski z Płocka, z radością, że „będzie oglądał Boga, za którym tak tęsknił”. Zmarł w listopadzie 1941 r. W diecezjalnej rubryceli, czyli kalendarzu liturgicznym, jako dzień jego śmierci jest podana data 24 listopada.

Po ks. Leonie Kulasińskim pozostały dwa grube zeszyty zapisków. Rozpoczynają się one na roku 1930, zaś kończą w grudniu roku 1939. Są tam zapiski o wydarzeniach z lat seminaryjnych młodego kleryka Leona i z placówek duszpasterskich w Tłuchowie i w szpitalu w Płocku oraz zapiski duchowe. Widać w nich jego wytężoną pracę nad sobą, duchowe wzloty i upadki. Jego życiową dewizą były słowa z Ewangelii o Jezusie: „Przeszedł, dobrze czyniąc”. „Martwię się, że gdyby rozpoczęło się prześladowanie, co ja bym uczynił, gdy teraz tak bardzo boję się bólów cielesnych, ale głupi jestem. Wtedy przecież będziesz ze mną i we mnie cierpiał Ty sam, o Panie, jak cierpiałeś w męczennikach swoich. W Tobie, Panie, całą moją nadzieję pokładam... kochasz mnie i miłość ludzi mi dałeś, będziesz miłosiernym Sędzią słabości moich. Mateńka Twoja, która mnie na pewno kocha, nie opuści mnie... Jam Jezusowy w Maryi i przez Nią” – pisał w duchowym pamiętniku. Gdy zaczęła się wojna, ks. Leon nie prowadził już swych zapisków. Tylko inni dali świadectwo, jak do końca, z oddaniem i pogodą ducha, stawał się męczennikiem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama