Nowy numer 50/2019 Archiwum

Ubogich zawsze mamy, ale…

Są takie zaułki, ulice i domy, które wstydliwie chowają się w cieniu. Nie brakuje ich również w Płocku. Takich miejsc nie boją się jednak dwie odważne zakonnice.

Dobrze, że nie ginie w Płocku duch siostry Heleny Pszczółkowskiej, która była „naszą matką Teresą”, i że nie brakuje otwartych furt klasztornych oraz sióstr zakonnych, choćby szarytek i pasjonistek, które idą do biednych i potrzebujących.

Dlaczego siostra w slumsach?

„Jadąc kiedyś ulicą Kwiatka w Płocku, tuż przed dawną bóżnicą, dzisiaj Muzeum Żydów Mazowieckich, w pasażu łączącym ulice Kwiatka z Sienkiewicza, zobaczyłem wysoką, szczupłą siostrę zakonną, która szła powoli, jakby czegoś szukając. Szła łącznikiem między ulicami, który niestety nie jest eleganckim pasażem, ale pełną dziur szeroką ścieżką, przy której z jednej strony mieszczą się pozamykane na kłódki schowki, z drugiej, ubogie niskie zabudowania mieszkalne. To Siostra Lidia, ponad 90-letnia była katechetka, która od czasu przejścia na emeryturę, najpierw w Kielcach, a od kilku lat w Płocku odwiedza chorych i pomaga biednym. A pobyt w naszym mieście rozpoczęła od poszukiwania potrzebujących w płockich szpitalach i hospicjach” – napisał na swoim blogu ks. prof. Ireneusz Mroczkowski. Warto za tą siostrą pójść dalej, aby się choć trochę zawstydzić, a może zachwycić… Drugi, powtarzający się niemal codziennie płocki obrazek to ludzie pukający do furty sióstr pasjonistek w ich domu przy ul. Sienkiewicza. Przychodzą najczęściej po chleb, inne produkty spożywcze, czasami po ubranie. Czeka na nich siostra Aleksa wraz ze współsiostrami. – Tak zawsze było w naszym zgromadzeniu i w tym domu. Gdy wstępowałam do klasztoru, starsze siostry przypominały nam, aby nie zapomnieć o biednych, a zwłaszcza o tych, którzy tutaj zawsze przychodzą – mówi siostra Aleksa. Gdy 100 lat temu powstawało Zgromadzenie Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa, miało za cel nabożeństwo do Męki Pańskiej poprzez służbę bliźnim w apostolstwie modlitwy, cierpienia i czyny miłosierdzia społecznego. Wtedy dobiegała końca I wojna światowa. Siostry podjęły się więc opieki nad sierotami wojennymi, biednymi oraz chorymi pozbawionymi pomocy społecznej i religijnej. A wszystko to robiły, stojąc w duchu blisko krzyża Jezusa. Te cele pozostały żywe do dziś.

Tych łez się nie zapomina

– W moim długim życiu poznałam wiele ludzkiej biedy. Wiele osób we łzach podzieliło się ze mną swoją historią. Nigdy ich nie zapomnę – mówi sędziwa siostra Lidia. W Płocku odwiedza około 30 osób, ale jest też w szpitalu i hospicjach. – Idę do nich z dobrym słowem. Mam też ze sobą jakąś bułkę czy ciastko. Te spotkania nie trwają zbyt długo: może 30–40 minut, aby nie zmęczyć zbytnio tych chorych i starszych ludzi. Zawsze się modlę, abym była wrażliwa na to, co od nich usłyszę. W prostych słowach ich pocieszam. Jeśli można, wspólnie się z nimi pomodlę – opowiada o swoich wizytach siostra pasjonistka. – Tym osobom najbardziej potrzeba obecności drugiej osoby, bo często mają zapewnioną opiekę, mają też rodziny, dzieci, ale mimo wszystko są dotknięte samotnością i zimną niewdzięcznością. Często mają też pieniądze, więc nie proszą o wsparcie, ale ich serce jest zranione i woła o trochę ciepła i bliskości. Chyba takich osób spotykam najwięcej – dzieli się siostra Lidia. I podobnie, gdy dwa razy w tygodniu idzie do hospicjum, siada przy łóżkach chorych i po prostu przy nich jest: jeśli można z nimi rozmawiać – to rozmawia, a jeśli nie – to zwyczajnie czuwa. A gdy wraca do domu, idzie do kaplicy i prosi Jezusa o ulgę w cierpieniu dla chorych, których odwiedziła. Gdy była jeszcze w Kielcach, założyła Stowarzyszenie Życia Ewangelicznego Osób Świeckich – grupę ponad 350 osób, które modliły się na brewiarzu dla świeckich, a także odwiedzały chorych, rozprowadzały żywność i były zawsze gotowe do rozmowy i pocieszania. – W tej działalności chodziło o wrażliwość na biedę drugiego człowieka i o to, aby zachwycić się choćby najmniejszym dobrem. Chciałam też ułatwić życie biednym i chorym, aby mieli w kimś oparcie. Aby pamiętali, że mając w życiu tyle problemów, z Bogiem te trudności łatwiej przetrwają – wyjaśnia siostra. W Płocku s. Lidia kontynuuje to samo dzieło, ale jej wrażliwość przelewa się też na inne sprawy, bo gdy na przykład widziała niszczejącą figurę Matki Bożej nieopodal domu zakonnego, zrobiła wszystko, aby mogła ona zostać wyremontowana i na nowo poświęcona.

Pan Bóg podsunął tę myśl

Siostra Aleksa od nowicjatu przyzwyczaiła się do sytuacji, że w każdej chwili ktoś może zadzwonić do zakonnej furty. – To Pan Bóg podsunął mi tę myśl, abym, gdy przejdę na emeryturę, robiła coś więcej dla tych ludzi – zwierza się siostra. Gdy więc po latach pracy m.in. w Goślicach k. Płocka, Lublinie i Ciechanowie wróciła do domu macierzystego zgromadzenia do Płocka, podjęła się tego dzieła. – Chodzę do piekarni i do umówionych sklepów i proszę przede wszystkim o chleb – w konkretne dni, zwłaszcza soboty po południu, i wtedy z pomocą świeckich osób odbieram niesprzedane pieczywo, aby je rozdać potrzebującym. Przychodzą po nie zwłaszcza emeryci i osoby z wielodzietnych rodzin. Na święta przygotowuję paczki. W tym roku będzie ich niemal 300, bo tyle rodzin znam i wiem, że potrzebują tej pomocy – opowiada s. Aleksa. Ta działalność charytatywna nie byłaby możliwa bez wsparcia innych sióstr zakonnych, osób świeckich, a także banku żywności. Siostra odwiedza również chorych i potrzebujących w ich domach. – Ciągle przychodzą nowi. Codziennie jest ok. 30–40 osób. Dawniej przychodziło więcej osób proszących o pomoc dla rodzin, dziś jest więcej emerytów. Rozdajemy też ubrania – mówi siostra Aleksa. W tę niedzielę w Kościele jest obchodzony po raz trzeci Światowy Dzień Ubogich, na który specjalne przesłanie wystosował papież Franciszek. Gdy się czyta jego słowa, odnosi się wrażenie, że pisze on o tym, co już robią siostry Lidia i Aleksa, i co jeszcze bardziej powinno się dziać wokół kościołów i parafii naszej diecezji. Pisze papież: „Oczywiście, biedni zbliżają się do nas, ponieważ rozdajemy im jedzenie, ale to, czego naprawdę potrzebują, wykracza poza ciepły posiłek czy kanapkę, którą im ofiarujemy. Biedni potrzebują naszych rąk, aby mogli się podnieść, naszych serc, aby czuć na nowo ciepło uczuć, naszej obecności, aby przezwyciężyć samotność. Potrzebują po prostu miłości. Czasami wystarczy niewiele, aby przywrócić nadzieję: wystarczy zatrzymać się, uśmiechnąć, posłuchać”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama