Nowy numer 44/2020 Archiwum

Cyprian Kamil nie przy świecach

Na scenie „Piekiełka” debiutuje monodram „Skowronek” Barbary Misiun przygotowany w oparciu o poezję czwartego wieszcza.

Mogłoby się wydawać, że przeniesienie na deski teatralne twórczości poetyckiej (a nie dramatycznej) autora „Promethidiona” jest karkołomnym przedsięwzięciem. Czy frazy z wierszy Norwida, których część znana jest jeszcze z edukacji szkolnej, przemawiają do współczesnego odbiorcy, przyzwyczajonego do innego „katharsis”?

Aktorka, autorka scenariusza i projektantka scenografii w jednej osobie mówi, że od lat kolekcjonowała i czytała jego tomiki i w pewnym momencie zaczęła „mówić Norwidem”. I to się czuło w czasie ponadgodzinnego premierowego spektaklu, nie tylko dzięki jej świetnemu opanowaniu tekstu, którego dopełnieniem były piosenki. Cały monodram zrodził się ze zrozumienia i przeżycia tej poezji. Barbara Misiun, jak sama mówiła na premierowej konferencji, nie chciała „Norwida przy świecach”, w zaduszkowej tonacji, bo przecież nasz czwarty wieszcz jest wciąż żywy i obok cierpienia w jego twórczości odnajdziemy dużo nadziei. Od początku też miał być to spektakl (chociaż poezja wydaje się ateatralna), a nie montaż słowno-muzyczny. Była więc na początku premiery „Skowronka” dawka zaskoczenia.

Postać, jaka pojawiła się w teatralnym foyer, prowadząc energicznie widzów do wnętrza tzw. „Piekiełka” (dawnej kawiarni teatralnej, dziś trzeciej sceny), mogła przywoływać raczej skojarzenia z komedią czy nawet farsą. Na scenie wywija miotłą i wygłasza rubaszny monolog. Gdzie tu Norwid? Nagle postać śpiewa: „Poprzebierani w cudze szmaty... w obcych kostiumach bez nauki... słuchamy słów z suflerskiej budy i gramy role z głupiej sztuki...”. I odrzuca komediowy kostium. Zaczyna się Norwid.

Dobrze, że scenariusz „Skowronka” został skonstruowany tak, że dopełnieniem tekstów poetyckich są piosenki współczesnego poety Kazimierza Józefa Węgrzyna, członka Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i laureata nagród w konkursach literackich, którego Barbara Misiun zna od lat osobiście i ceni, określając „współczesnym Norwidem”. To na pewno wprowadza dynamikę w spektakl. Zauważa się też pewien dialog między Węgrzynem i Norwidem, który pokazuje nie tylko inspiracje i wpływy, ale może jeszcze bardziej aktualność Norwida. Upomina się o wartość słowa i mowy, o prawdę i piękno. „Słowo niźli narzędziem, celem było wcześniej” – to Cyprian Kamil. „Mowo moja, w śmierdzących barach, z wykręconymi rękami metafor... ślinotokiem przekleństw...” – to już tekst współczesnego poety.

„Twórczość Norwida to ikona polskiej poezji. (...) Spektakl mój jest spotkaniem ze słowem, dotknięciem Triady: dobra – prawdy – piękna. (...) Wtopiona w świat ikony uprzytomniłam sobie, że warto przenieść ikonę w świat teatru, gdzie rozpanoszyła się tzw. estetyka brzydoty, oparta na triadzie: brzydota – zło – fałsz” – tak wyjaśnia swój zamysł Barbara Misiun w eseju przygotowanym na premierę. Spektakl dla niej to debiut w śpiewie i efekt konsultacji wokalnych u Elizy Łochowskiej. Muzykę do piosenek Węgrzyna pierwotnie skomponował Józef Kaniowski z Krakowa, przy czym adaptacji na potrzeby monodramu dokonał Krzysztof Misiak, kierownik muzyczny teatru. On też przygotował warstwę muzyczną do całego monodramu, w którym pobrzmiewają nawiązania do Chopina czy muzyki ludowej. W spektaklu zabrzmi też tytułowy skowronek – usłyszeć będzie można zarówno wiersz, jak i autentyczny śpiew ptaka.

Scenografia, zaprojektowana przez aktorkę i zrealizowana przez Marka Szalę, nie jest tylko okolicznościową dekoracją, ale ma swoje zakorzenienie w tekście monodramu – wykorzystuje się ją do pewnych działań scenicznych. Poezja Norwida na pewno stwarza opór ze względu na swoją wyrafinowaną i nowatorską formę. Taki opór stwarza też ikona, forma sztuki, do której odwołuje się zafascynowana nią Barbara Misiun. Kluczem do zrozumienia ikony, pozbawionej światłocienia, jest przejście od ciemności do światłości, która bije jakby ze środka obrazu. W tę samą podróż za Norwidem, w którego poezji i życiu splatają się cierpienie i nadzieja, zabiera widza autorka monodramu.

W finale „Skowronka” widz słyszy: „a ty się odważ świętym być...”. Bo teatr u swojego początku miał sprawiać, że widz wychodzi z niego przemieniony, lepszy. Monodram Barbary Misiun przypomina Cypriana Kamila Norwida jako poetę na wskroś polskiego i uniwersalnego. Przede wszystkim jednak jako poetę chrześcijańskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama