Nowy numer 03/2020 Archiwum

Rozkwitaj tam, gdzie Bóg cię zasadził

Doktor Dariusz Dybowski, ciechanowianin, został uznany za jednego z najlepszych chirurgów na Mazowszu. Ale warto cenić go jeszcze za coś więcej…

Pochodzi z Dobrzynia n. Drwęcą, zaś do miasta nad Łydynią trafił za żoną. Uważa, że w życiu wszystko jest po coś: i to, co nas spotkało, i to, kim jesteśmy, i to, w Kogo wierzymy.

Ważne to, kto jest obok

Przede wszystkim jest to wyznanie lekarza, który zajmuje się działem medycyny szczególnie trudnym. Pan Dariusz jest chirurgiem onkologiem. Ludzie, których spotyka w szpitalu, ich historie i diagnozy, które stawia, to poważna sprawa. A jednak nasz lekarz nie cofa się i wciąż z przekonaniem powtarza, że gdyby miał ponownie wybierać, chciałby znów zostać lekarzem chirurgiem. Skąd się to wszystko wzięło? – Zaczęło się od rodziny, a zwłaszcza od moich dziadków, którym bardzo dużo zawdzięczam. Jest w mojej rodzinie piękna historia pradziadka, który walczył w Bitwie Warszawskiej, i dziadka, który był żołnierzem AK oraz uczestnikiem powstania warszawskiego. Potem dostał się do niemieckiej niewoli, zaś po wojnie do komunistycznego więzienia we Wronkach. Dziadek opowiadał, że dla upodlenia więźniów politycznych ubierano ich w mundury niemieckie i pędzono na roboty, a ludzie widząc ich, myśleli, że to Niemcy i rzucali w nich kamieniami – wspomina Dariusz Dybowski. Co z tej historii młody lekarz wziął dla siebie?

– Chyba to, aby wytrwale dążyć do celu, nie zdezerterować w życiu i z Bożą pomocą konsekwentnie dokończyć to, co rozpocząłem, choćby w odniesieniu do pacjentów, którymi się zajmuję. Nie chodzi bowiem tylko o przeprowadzenie operacji, ale o obecność przy nich i interesowanie się nimi także po zabiegu. Później była jeszcze jedna historia. Gdy byłem w szkole średniej w Toruniu, mój dziadek chorował. Wtedy bardzo często towarzyszyłem dziadkowi, długie godziny spędzałem w szpitalu i napatrzyłem się na różne choroby i ludzkie cierpienie. Nie wiedziałem jednak, że moi dziadkowie modlili się, abym został lekarzem. Dokonało się to w ciągu jednej nocy. Gdy już myślałem poważnie nad wyborem kierunku studiów, kiedyś rano obudziłem się z jasnym przekonaniem: dlaczego nie zostać lekarzem? W zasadzie ta decyzja zrodziła się tamtej nocy – wyznaje dr Dybowski. Aby móc podjąć studia na Akademii Medycznej w Gdańsku, musiał dłużej studiować biologię i chemię, więcej niż dotychczas w szkole średniej. Ale potem obok niego stanęli ludzie, którzy mu w tym towarzyszyli: przyszła żona Małgorzata, prof. Zbigniew Religa, u którego odbywał staż, a w Ciechanowie doktor Janusz Lewczuk.

– Bardzo wiele mu zawdzięczałem. Widziałem, jak był oddany tej pracy i jak był dla mnie wymagający, jak mi ufał – wspomina zmarłego przedwcześnie swojego mistrza. – Gdy spotykam pacjentów, tematy naszych rozmów są zazwyczaj przytłaczające, ale wiem, że ja mam dać nadzieję, nigdy nie mogę nikogo przekreślić. Dlaczego? Bo cuda też się zdarzają. Czasami przychodzą tacy pacjenci, którzy z medycznego punktu widzenia nie powinni już żyć… a żyją. A z drugiej strony znałem takie przypadki, że onkologicznie ktoś był już wyleczony, ale nie uwierzył w to, zabrakło wiary i nadziei, dlatego przegrał – wyznaje lekarz. I dodaje: – W pracy pomaga mi benedyktyńska dewiza: ora et labora – módl się i pracuj. Ja też mam czasami trudności, ale gdy patrzę na ludzi, jak walczą, jak opierają się na nadziei, to mi ta ich postawa pomaga. I oczywiście w myśl tej zasady: módl się i pracuj, modlę się przed każdą operacją. Dlaczego się modlę? Bo w tej pracy potrzeba pokory i wyciszenia.

Ikony i taniec

– To świetny lekarz, który potrafi pogodzić pracę, dom i występy w naszym Ludowym Zespole Artystycznym „Ciechanów”. To nie tylko najlepszy chirurg – mówi o lekarzu Dybowskim Joanna Potocka-Rak, starosta ciechanowski. Tu znowu musimy się cofnąć do czasów dzieciństwa, bo jako młody chłopak Dariusz Dybowski chciał najpierw zostać pilotem. Tak się jednak nie stało. – Do dzisiaj jednak z sentymentem patrzę w niebo i potrafię rozpoznać różne rodzaje samolotów. Z marzenia, aby zostać pilotem, pozostała mi pasja modelarstwa. I to może przygotowywało mnie do zostania w przyszłości chirurgiem, bo i tam, i w moim zawodzie potrzeba wielkiej cierpliwości i dokładności – śmieje się dr Dybowski. Interesowała go również informatyka, którą ostatecznie zamienił na medycynę. Potem przyszła kolej na taniec. Ta pasja pojawiła się za sprawą żony.

– Po studiach, gdy zamieszkaliśmy w Ciechanowie, żona wróciła do swego dawnego zamiłowania związanego z zespołem Ciechanów. Za sprawą m.in. ówczesnego wikariusza ciechanowskiej fary, ks. Jarka Szumańskiego, uformowała się grupa tancerzy oldboyów. Ja nie potrafiłem tańczyć, nie myślałem o tym, ale poszedłem z żoną na pierwsze próby. Potem zrozumiałem, że i tutaj potrzebne są praca i upór w dążeniu do celu. To był konkretny wycisk, który zaczął przynosić efekty. Dziś tańczymy całą rodziną – wyznaje. Jest też żeglarstwo – kolejna pasja, będąca formą odreagowania po pracy. – Zaczęło się również w młodości, gdy uczyłem się jeszcze w Toruniu. Wtedy uzyskałem też patent żeglarski. To był sposób spędzania czasu z rówieśnikami. Dziś, gdy jestem pod żaglami, sam albo z rodziną, znajduję w tym wielką ciszę. Odnajduję ją również w pisaniu ikon. Właśnie pracuję nad dwoma: nad Madonną z Dzieciątkiem i św. Michałem Archaniołem – mówi. W tych pasjach, jak sam zaznacza, ważna jest wiara.

– Przejmujemy ją bardziej przez patrzenie niż przez słuchanie. Ja patrzyłem na wiarę moich dziadków i nią się budowałem. Uważam też, że łatwiej znajduje się Boga w ciszy. I tam właśnie Go szukam. – Mam poczucie, że w tym wszystkim za mało czasu daję rodzinie, ale bardzo uważam, żeby w tych aktywnościach nie zagubić się. Dlatego z żoną staramy się, aby po południu zawsze ktoś z nas był w domu. A gdy mamy jakieś wyjazdy, to jedziemy razem. Nie zawsze jest łatwo znaleźć wspólny czas, ale to konieczne i piękne siąść razem przy stole i rozmawiać, a czasami nawet się spierać – dodaje.

Zagłosowali pacjenci

W tegorocznej edycji plebiscytu „Hipokrates Mazowsza” dr Dybowski zajął 2. miejsce, zdobywając 940 głosów na całym Mazowszu w kategorii chirurg roku. – Byłem tym zaskoczony. Ktoś z pacjentów musiał zgłosić moje nazwisko. To bardzo miłe, za każdy oddany głos chcę bardzo podziękować – wyznaje. Potwierdzają to również opinie jego pacjentów: „Od 10 lat korzystam z jego pomocy, ja i moja rodzina. Jest lekarzem z powołania. Tacy powinni być lekarze...”; „To nie tylko wspaniały fachowiec, ale i sympatyczny człowiek. Życzę wszystkim chorym, aby spotkali go na swojej drodze”; „Bardzo ludzki lekarz, miły, ciepły i cierpliwy, zawsze znajdzie czas dla swoich pacjentów” – to tylko niektóre z głosów.

A on sam dodaje: – Do tego, że idę dobrą drogą, przekonują mnie moi pacjenci. Jest też pewna duchowa myśl, która mnie w tym umacnia. Usłyszałem ją kiedyś w kazaniu, a pochodzi od św. Franciszka Salezego, który nauczał tak: „Tam, gdzie Bóg was posyła, winniście zakwitnąć”. To jest piękne! Bardzo mi odpowiada. Zakwitnąć w rodzinie, w talentach i pasjach, w pracy, nawet w szpitalu i na oddziale onkologicznym…

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama