Nowy numer 42/2019 Archiwum

Bóg zasypał tę dziurę w sercu

Przeszła drogę od dziewczyny, która nigdy nie znała bliżej sióstr zakonnych i miała inne pomysły na życie, do uczennicy Krzyża w błękitnym jak niebo habicie i welonie.

Zachwyciło mnie to, jak te siostry się do siebie odnoszą, jak się razem modlą i jak potrafią ze sobą współpracować – mówi s. Nina Urbaczewska (imię chrzcielne Anna), która pochodzi z podpłockiej parafii w Starej Białej. Nie tak daleko jej rodzinnego domu jest siedziba Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, gdzie przez krótki czas przebywała św. s. Faustyna. Jednak Uczennic Krzyża na zakonnej mapie diecezji płockiej nie znajdziemy. Ich najbliższa placówka jest w Warszawie, właśnie tam, gdzie obecnie pracuje s. Nina. We wspólnocie jest od 9 lat. W sierpniu tego roku złożyła śluby wieczyste w jednej z wrocławskich parafii, gdzie pracowała przez 3 lata po ślubach czasowych. Dość daleko od rodzinnych stron.

– Nie mieszkam tu właściwie od 15 lat, ale staram się pielęgnować patriotyzm lokalny – śmieje się s. Nina, która niedawno wypoczywała w rodzinnej parafii. Na swój obrazek ze ślubów wieczystych wybrała, nieprzypadkowo, Madonnę Arabską (lub „Sen Dzieciątka na pustyni”) z płockiego Muzeum Diecezjalnego. Po pierwsze to bardzo piękny i znany wizerunek z „naszego muzeum”, jak mówi siostra, a po drugie niesie oczywiste skojarzenia ze światem arabskim, światem rozdartym, wstrząsanym wojnami i potrzebującym jedności i modlitwy. Nastoletnia Anna nigdy nie myślała o zakonie. Owszem, śpiewała w scholi parafialnej, ale nie była to żadna regularna formacja. Przyznaje, że gdy przyszła wyczekiwana „osiemnastka”, wciągnęło ją życie towarzyskie. A potem otworzył się nowy rozdział i przyszły poważne obowiązki – licencjat z germanistyki na PWSZ w Płocku, praktyki w Niemczech i praca oraz dalsze studia w Warszawie. Kiedyś przechodziła obok kościoła w Piasecznie i zobaczyła wielki napis: „Katechezy – zapraszamy”.

Trafiła najpierw do wspólnoty neokatechumenalnej, ale z różnych względów nie mogła tego pogodzić z pracą zawodową w szkole. Któregoś dnia właśnie ktoś z neokatechumenatu powiedział jej o Wspólnocie Sióstr Uczennic Krzyża, które rozpoczęły misję w jednej z warszawskich parafii. – Od razu zapukałam do ich drzwi i powiedziałam im, że jestem do dyspozycji... – mówi s. Nina. Oczywiście, wtedy jeszcze jako osoba świecka. Przyznaje, że to był szalony, intensywny czas, ale potrzebny w jej osobistej historii powołania.

– Musiałam bardzo dużo pracować, żeby się utrzymać. Dochodziły studia magisterskie uzupełniające, działalność w duszpasterstwie; do tego udzielałam się społecznie. A jednak każdego dnia miałam czas na Mszę św. i godzinę adoracji. Teraz, gdy patrzę na tamte 5 lat mojego życia, zastanawiam się, jak to było możliwe. Myślę, że Pan Bóg jakoś poszerzał mi ten czas... – mówi. Młoda, bo powstała w latach 80. Wspólnota Sióstr Uczennic Krzyża, założona przez s. Christianę Mickiewicz (dawniej nazaretankę), zachwyciła Annę. – Wtedy jeszcze nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi, ale teraz potrafię już to nazwać. Wiem, że mnie pociągnęła miłość wspólna. To jest siła napędowa naszej wspólnoty. Dlatego też nie nazywamy się „zgromadzeniem” czy „zakonem” – opowiada Anna – s. Nina Urbaczewska.

Habit i welon są w kolorze intensywnego błękitu. Ma przypominać niebo – nasz ostateczny kierunek i cel. Na szyi – krzyżyk. – Uczennice Krzyża stanowczo nie są cierpiętnicami – mówi z uśmiechem s. Nina. – Krzyż jest dla nas znakiem największej miłości i wokół tego skoncentrowane jest nasze życie. I takiego Jezusa Odkupiciela chcemy nieść innym. Ważnym rysem naszej duchowości jest to, że oddajemy nasze życie i wszystko co nas stanowi, za tych, którzy są najdalej od Boga. My nie prosimy o krzyż, ale go przyjmujemy – mówi.

Każda uczennica Krzyża ma też swój własny charyzmat, osobisty rodzaj powołania do pracy na określonym odcinku. Siostra Nina, która wcześniej pracowała z młodzieżą i dziećmi, w placówce warszawskiej rozpoczyna pracę z młodymi kobietami, które – jak mówi – potrzebują dziś szczególnego zapewnienia, że są wartościowe i kochane. Może po trosze skorzystać z własnych doświadczeń.

– Zawsze czułam, że mam wielką dziurę w sercu i różnymi sposobami starałam się ją zasypać. Ale małymi krokami Pan Bóg pokazywał, że jestem kochana i cenna w Jego oczach. Teraz, patrząc na te młode dziewczyny, widzę, jak są bardzo niepewne siebie, często pogubione i jak bardzo potrzebują potwierdzenia, że są piękne i kochane – opowiada.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL