Nowy numer 41/2019 Archiwum

Przywrócić dzieciństwo

To nie zwykła praca instytucjonalna – to raczej misja, która może zmienić życie często skrzywdzonych, odrzuconych dzieci. W Płocku poszukiwane są osoby, które otworzą dla nich swój dom.

Istotę tej misji wyraża rysunek przedstawiający dorosłą sowę otaczającą skrzydłami małą sówkę, który znalazł się na 5 tys. ulotek przekazanych niedawno do parafii Płocka i części dekanatu gąbińskiego. To efekt współpracy Wydziału ds. Rodzin kurii płockiej z Ośrodkiem Rodzinnej Pieczy Zastępczej w tym mieście.

– Bycie rodziną zastępczą to wyraz dużej odwagi, bo te dzieci są brane pod opiekę zwykle nie ze szczęśliwych, zdrowych rodzin. Nie ulega też wątpliwości, że rodzina zastępcza wpisuje się w postawę szeroko rozumianej miłości chrześcijańskiej do drugiego człowieka. To może być wezwanie zarówno do tych rodziców, którzy chociaż sami mają dzieci, mogą otworzyć się także na inne potomstwo, jak i do takich małżeństw, które nie mają potomstwa, ale dzięki pieczy zastępczej mogłyby realizować swoje powołanie do macierzyństwa i ojcostwa – wyjaśnia ks. dr Wojciech Kućko, dyrektor wydziału.

Na wspomnianych ulotkach znalazła się zachęta do stanowienia rodzin zastępczych: zawodowych, specjalistycznych dla dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności, dla małoletnich matek z dziećmi, a także do prowadzenia rodzinnego domu dziecka. Zawierają one także zapewnienie o comiesięcznej pomocy finansowej, jaką otrzymuje rodzina zastępcza, oraz dane kontaktowe płockiego Ośrodka Rodzinnej Pieczy Zastępczej, którym kieruje od lat Anna Borkowska.

– Kościół może być dla nas wsparciem, ponieważ stanowi dużą grupę odbiorców informacji o naszych działaniach – uważa Anna Borkowska, która już wcześniej zgłosiła się do Wydziału ds. Rodzin z problemem udzielania sakramentów dzieciom znajdującym się w pieczy zastępczej. – Jeśli mówimy o tym problemie, to także po to, by zmieniać świadomość społeczną; by patrzenie na rodziny zastępcze i dzieci pod ich opieką było inne – dodaje ks. W. Kućko.

– Bycie rodziną zastępczą zawodową, owszem, jest to do pewnego stopnia praca zarobkowa, ale przede wszystkim to jest misja niesienia pomocy dzieciom, które tego potrzebują. Tu na pewno trzeba mieć silną psychikę i, mówiąc kolokwialnie, czuć ten temat, bo w przeciwnym razie można się szybko wypalić. Ja jestem szczęśliwa z każdego małego postępu u tych dzieci. Co ma się w zamian? Na pewno jakąś wdzięczność od nich, za to, że mają spokój, ciszę, własny pokój, czyste ubrania, że jest jakiś rytm dnia – mówi Urszula Wysocka, która wraz z mężem od półtora roku tworzy rodzinę zastępczą i jest członkiem Stowarzyszenia Rodzin Zastępczych i Adopcyjnych „Otwarte Serca”.

Mają dwójkę własnych pociech, ale pod swój dach przyjęli już w sumie szóstkę dzieci, które musiały opuścić własny dom. – Ten temat pojawiał się u nas w małżeństwie od około 10 lat, ale mieliśmy różne wątpliwości. Tak naprawdę natchnęła nas rozmowa z pewną starszą panią, która jest jeszcze rodziną zastępczą dla wnuczki. Uznaliśmy z mężem, że na pewno w tym kierunku będziemy dążyć. W podjęciu decyzji pomogła przeprowadzka z niewielkiego mieszkania do domu – opowiada pani Urszula.

W płockim ORPZ (ul. Franciszka Kleeberga 3) otrzymali informację, jakie dokumenty należy złożyć, napisali podanie i czekali na odpowiedź. Potem były spotkania z psychologiem i testy psychologiczne, które przeszli pomyślnie. Są rodziną zastępczą zawodową, co znaczy, że otrzymują wynagrodzenie i opiekują się dziećmi niespokrewnionymi ze sobą. Pani Urszula wcześniej przez ponad 20 lat pracowała w sekretariacie jednej z płockich szkół, teraz w ramach pieczy zastępczej zajmuje się opieką nad powierzonymi dziećmi, przy czym jej mąż ma także swoją pracę zawodową, co jest zgodne z ustawą.

– Nasze obowiązki to nie tylko samo zajmowanie się dziećmi. Trzeba także normalnie prowadzić dom, współpracować z rodzinami biologicznymi i z różnymi instytucjami, przede wszystkim z ORPZ i MOPS. Z mojej perspektywy najtrudniejsza bywa współpraca z rodzinami biologicznymi, które bywają roszczeniowe – przyznaje Urszula Wysocka. Jakie dzieci do nich już trafiły? Jako rodzina zastępcza mają limit wiekowy, więc są to zwykle maluchy. Mają rozmaite deficyty, począwszy od zdrowotnych, przez społeczne, wychowawcze i emocjonalne. Pani Urszula opowiada o dziewczynce, z którą trudno było się skomunikować.

– Z mężem staramy się mówić ładnie, powoli, prostymi zdaniami, ale w przypadku tej dziewczynki miałam wrażenie, że ona mnie nie rozumie. Niestety z domu rodzinnego nie wyniosła sobrych wzorców i trudno było jej odnaleźć się w nowej sytuacji – dodaje zastępcza ciocia. To niełatwa misja, jak przyznaje pani Urszula, która ma akurat wielkie oparcie w mężu. Oboje też, podobnie jak inne rodziny zastępcze, mogą liczyć na pomoc instytucji, jak ORPZ, w tym jego specjalistów z różnych dziedzin. Cieszy ich szczególnie jedno – jest już udana pierwsza adopcja wśród dzieci im powierzonych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL