Nowy numer 41/2019 Archiwum

Czas odkurzyć książki

To miejsce jest jak świątynia ludzkiej myśli i historii tego regionu. Okazały klasycystyczny budynek, w którym mieszczą się biblioteka WSD i Archiwum Diecezjalne, po remontach otwiera swoje podwoje.

O ile zwykle jest tu oaza spokoju, to niemal 2 lata remontów, związanych z termomodernizacją zabytkowego budynku, był czasem próby i dla pracowników, i dla księgozbioru. Potrzeba było tytanicznej pracy, żeby poprzenosić tysiące woluminów z miejsca na miejsce, gdy kolejne piętra i pomieszczenia były poddawane dociepleniu. Teraz księgozbiór wraca na półki. Przy okazji stara czytelnia przeszła gruntowną przemianę i została zmodernizowana. Od października biblioteka seminaryjna wraca do normalnej pracy. Problem w tym, że chociaż jest w centrum miasta, oddzielona murem od ulicy, w otoczeniu budynków seminaryjnych może sprawiać wrażenie niedostępnej i łatwo o niej zapomnieć.

Miejsce z klimatem

Prawie 2 tys. starodruków, w tym 17 kodeksów rękopiśmiennych i 11 inkunabułów przechowywanych w specjalnych, przesuwanych regałach to najcenniejsza część tego księgozbioru. Gdyby nie II wojna światowa, ten zasób byłby znacznie większy. Biblioteka liczy ok. 150 tys. książek i kilkaset tytułów czasopism.

Dominują – z oczywistych względów (dawniej była to przede wszystkim biblioteka studentów WSD) – pozycje teologiczne i filozoficzne, ale są też książki prawnicze, z dziedziny psychologii czy pedagogiki i literatura piękna. Są wreszcie encyklopedie, słowniki, podręczniki dla studentów. Jak na dobrą naukową bibliotekę przystało. Są więc książki, ale czy są czytelnicy? Jak mówi Katarzyna Kalińska, p.o. dyrektor biblioteki, niestety, spada liczba użytkowników tego księgozbioru. Jest to jednak problem wielu takich placówek. Dużą część tekstów można już znaleźć w internecie, szybko skopiować, przeczytać na ekranie komputera lub smartfona. Na szczęście, „analogowa” książka wciąż ma swoich zwolenników. Jest jeszcze sama przestrzeń biblioteki.

– To miejsce ma swój klimat. Tu czujemy się trochę jak w kościele, w którym człowiek wydaje się taki mały – mówi pani Katarzyna, która pracuje w bibliotece seminaryjnej od wielu lat. Już nowa odsłona czytelni bibliotecznej – nowoczesne, przyjemne w formie stoły i krzesła, dopasowane do nich półki, dostęp do wi-fi, lekko przyciemnione szyby chroniące przed nadmiernym nasłonecznieniem pomieszczenia – zachęca do zatrzymania się w tym miejscu na dłużej z książką w ręku. Sam budynek, gdzie mieszczą się biblioteka i archiwum, jest wpisany do rejestru zabytków, dlatego jego termomodernizacja, która została przeprowadzona dzięki pieniądzom unijnym, dotyczyła nie elewacji, ale wnętrza. Ocieplono specjalnym materiałem pomieszczenia, wymieniono grzejniki i poprowadzono przez kolejne piętra system wentylacyjny.

– Książki nie lubią zbytniego ciepła. Optymalna temperatura dla papieru to ok. 16 stopni Celsjusza – mówi dyrektor biblioteki. Wymieniono podłogę, a w innych wycyklinowano. Interwencji na pewno wymagał strych, w którym ocieplająca sufit wata szklana była w bardzo złym stanie. Na pracownikach ciążyła odpowiedzialność za księgozbiór, który trzeba było chronić przed pyłem i uszkodzeniami mechanicznymi. Remont miał jednak swoje prawa. – Teraz tych kilka tysięcy książek musimy oczyścić i praktycznie każda musi być wzięta do ręki, przełożona, oceniona – mówi ks. Bartosz Leszkiewicz, pracownik archiwum.

Od pergaminu do pamięci cyfrowej

– Wielu ludzi pewnie nawet nie wie, że jest taka biblioteka w ich mieście i że mogą z niej korzystać – uważa pani Katarzyna. Trochę inaczej ma się sprawa z sąsiadującym w tym budynku Archiwum Diecezjalnym, którego zasób cieszy się sporym zainteresowaniem zarówno osób indywidualnych, jak i instytucji, naukowców – badaczy oraz laików. – Przechowujemy tutaj 500 lat historii Mazowsza, począwszy od pojedynczych osób, a skończywszy na instytucjach. To stąd dowiemy się na przykład, gdzie ludzie się rodzili, gdzie umierali – mówi ks. Bartosz Leszkiewicz. Najstarsza część archiwum sięga XV wieku. Są wprawdzie XIII-wieczne dyplomy, ale – jak przypomina ks. Bartosz – jeśli chodzi o księgi, to najstarsze pochodzą z 1498 roku. Wcześniejsze księgi, przechowywane wówczas w jednej z kamienic przy obecnym pl. Narutowicza, strawił pożar. Jest także druga spora luka.

– Nasze archiwa urywają się nagle w XIX wieku. W 1922 r., gdy założono archiwum diecezjalne w obecnej formie, zadecydowano, że będą do niego przekazywane dokumenty starsze niż stuletnie. Kiedy wybuchła wojna, Niemcy zajęli Wzgórze Tumskie i wszystko tam spalili. Dlatego nie mamy dokumentów z lat od ok. 1838 do 1945. Ten okres jest dla nas niewiadomą, bo wszystko zostało utracone – mówi ks. B. Leszkiewicz. Jaka część zasobów archiwalnych cieszy się zainteresowaniem? Na pewno księgi i dokumenty potrzebne do badań genealogicznych. Do płockiego archiwum zgłaszają się ludzie nie tylko z Polski, ale nawet innych kontynentów, którzy szukają informacji o swoich przodkach, swoim pochodzeniu, majątkach. Czytelnicy, którzy szukają innych ksiąg, to zwykle naukowcy i badacze, z odpowiednim warsztatem metodologicznym i znajomością łaciny, w której część dokumentów jest napisana.

– Są osoby, które zgłaszają się regularnie. Przyjeżdża na przykład profesor z Uniwersytetu Łódzkiego, który zajmuje się osadnictwem na terenie Kurpiów, a tylko my mamy źródła, które o tym mówią. Przyjeżdża tutaj chłopak, który pisze pracę magisterską na temat miast mazowieckich. Jakiś czas temu zajmowałem się sprawą dokumentacji rozwoju zabudowy miasta Górzna, które przygotowuje renowację swojego starego miasta. Mieliśmy profesora, który przyjechał tu na cały tydzień z Gdańska. Ale też z Bydgoszczy przyjeżdża do nas dziadek z wnukami, które pomagają mu przeglądać księgi i nawet uczą się specjalnie rosyjskiego, bo są zainteresowani przeszłością – wymienia ksiądz Bartosz. Są plany bardzo potrzebnej digitalizacji tych zasobów, co byłoby pracą rozpisaną na 4 lub 5 lat. Archiwum potrzebuje jednak odpowiedniej maszyny i osoby, która zajęłaby się tą pracą. Po przeniesieniu zawartości na nośniki archiwum papierowe byłoby rzadziej używane i przez to bezpieczniejsze.

– Taki jest nasz cel – aby to wszystko, co tu mamy, było w komputerze, i aby księgi były wydawane w wyjątkowych sytuacjach, bo dotykanie je niszczy. Poza tym, gdyby cokolwiek się stało, to to, co jest na nośniku, jakoś można zabezpieczyć, powielić, ale księgi już nie – mówi pracownik archiwum. Pilną sprawą jest także indeksacja zawartości archiwaliów, np. ksiąg wizytacyjnych, akt kapitulnych czy akt biskupich. W tych dokumentach na przykład można znaleźć metryki parafii i miast. Powstaje już natomiast strona internetowa płockiego AD (www.archiwumplock.pl), dzięki której osoby z całej Polski i spoza jej granic będą miały łatwiejszy dostęp i kontakt z tą instytucją. – Archiwum w obecnym kształcie istnieje od 1922 r., ale jest dziedzictwem archiwum kapitulnego i w tym sensie uważamy się za najstarszą instytucję kultury na Mazowszu. Powstaliśmy bowiem równolegle z diecezją, która kiedyś miała o wiele większy zasięg niż dzisiaj – przypomina ks. Bartosz Leszkiewicz.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL