Nowy numer 42/2019 Archiwum

Chcą tu wracać

– Po wizycie w ośrodku hodowli koni Ojo Negro przyszedł do mnie chłopiec i powiedział: „Proszę pani, właściciel ani razu nie zwrócił mi uwagi” – cieszy się pani Małgorzata, jedna z organizatorek półkolonii w Drobinie.

Była to praktycznie jedyna wakacyjna propozycja dla małych mieszkańców niewielkiego Drobina. Dzięki półkoloniom ich uczestnicy – około 30 dzieci od zerówki po klasę siódmą – mieli ciekawie i pożytecznie zorganizowane dwa tygodnie sierpnia. To zasługa Katolickiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom Uzależnionym i ich Rodzinom „Filadelfia”, które taki wypoczynek organizuje od lat. Wcześniej miał on charakter wyjazdowy. Obecnie są to półkolonie w mieście, ale atrakcji, w tym wycieczek, nie brakuje. – Tu nie jest nudno! – zapewniają chóralnie koloniści i już snują plany na półkolonie w przyszłym roku. A jest to swoisty sukces organizatorów, gdy ich podopieczni chcą tu wracać.

Czas z sensem

– Chcemy, aby dzieci w wakacje nie snuły się bez celu po parku, bo wtedy mogą przyjść do głowy różne głupie pomysły. Dzięki półkoloniom mają sensownie zajęte pół dnia – mówią Wanda Śniegocka i Małgorzata Plebaniak ze Stowarzyszenia „Filadelfia”.

W tym roku uczestników kwalifikował MOPS, ale też same organizatorki i wolontariuszki wskazywały na ewentualnych kandydatów. Urząd Miasta i Gminy Drobin przekazał na ten cel 10 tys. zł; to pieniądze z tzw. korkowego. Dzieci miały zorganizowane zajęcia na miejscu, w zespole szkół, który był bazą tego wypoczynku, i uczestniczyły w wycieczkach: do wspomnianej hodowli w Borowiczkach, na basen, do płockiego zoo, do kina i sierpeckiego skansenu. Do swojej strażnicy zaprosili ich strażacy, gdzie koloniści przeszli szybki kurs pierwszej pomocy. Co dzieci zapamiętały najbardziej? Na pewno wizytę w Ojo Negro i spotkania ze zwierzętami: końmi, alpakami, lisem, kozami i gęsiami – ktoś na przykład próbował złapać gęś, przy czym to ona złapała jego, ktoś inny próbował dosiąść konia, ale trochę się bał... Dzieci z entuzjazmem wspominają też wizyty na basenie. Są dumne, że nauczyły się, jak udzielać pierwszej pomocy. Poza przyjemnościami są obowiązki; trzeba na przykład posprzątać salę, zanim wszyscy opuszczą szkołę. Chętnych nie brakuje.

– Widzimy, że na półkoloniach dzieci funkcjonują inaczej niż w szkole, w czasie zajęć lekcyjnych. W roku szkolnym czasem dają się we znaki nauczycielom. Tutaj potrafią się zmobilizować. Starają się. My natomiast kładziemy nacisk na to, żeby czas kolonii miał też aspekt wychowawczy i formacyjny. Staramy się im pokazać, co jest w porządku w ich zachowaniu, a nad czym trzeba pracować. Wskazujemy, jakimi wartościami warto się kierować – wyjaśnia Małgorzata Plebaniak. Dlatego codziennie, na koniec kolonijnych zajęć, dzieci siadają w kółku i podsumowują swoje zajęcia i zachowanie. Wychowawczynie przyznają im punkty za dobrze wykonane zadania, a na koniec całego wypoczynku wyłaniany jest zwycięzca.

Czerwona kartka zmienia

– Mój brat Albert nauczy się tu na pewno pracy i zabawy w grupie. Myślę też, że otwartości i dzielenia się problemami – mówi 17-letni Kuba, wskazując na szczuplutkiego, ruchliwego małego chłopca. Kuba sam był kiedyś uczestnikiem kolonii Stowarzyszenia „Filadelfia”. – Bywało różnie – śmieją się i on, i wychowawczynie. Dzisiaj wspomina nie tylko kolonie, ale i wyjazdy na zakroczymskie spotkania dzieci i młodzieży w Ośrodku Apostolstwa Trzeźwości, które były jeszcze do niedawna organizowane. – Najpierw woziłam tam kilkoro dzieci własnym samochodem. Później uzbierała się z Drobina grupa do dziesięciu osób – wspomina Wanda Śniegocka, prezes Filadelfii, która niedawno otrzymała statuetkę św. Jana Chrzciciela z rąk bp. Tadeusza Bronakowskiego za odważne świadectwo i zaangażowanie w profilaktykę alkoholizmu. Dla młodych podopiecznych stowarzyszenia wyjazd do Zakroczymia na letnie lub jesienne spotkania był swoistą nagrodą za dobre zachowanie. Wszyscy tu żałują, że ta piękna tradycja została przerwana.

– Nie chodzi o sam Zakroczym, bo to miejsce jak każde inne. Chodzi o atmosferę ciepła i otwartości, jaka panowała na tych spotkaniach dzięki ojcom, prowadzącym ośrodek i ciekawym animatorom, którzy mieli kiedyś podobne problemy. A to ważne, gdy ktoś dzieli się historią swojego życia. Najbardziej podobały się nam Msze św. Tak! Bo czuliśmy się na nich swobodnie, a kazania były mówione wprost do nas – mówi Kuba, który dostał kiedyś od ojców kapucynów z OAT „czerwoną kartkę” za zachowanie. – Jestem im teraz bardzo wdzięczny, bo to mnie wiele nauczyło. Jak wróciłem, byłem zły, ale gdy minęło pół roku i nasi z Drobina byli na kolejnym spotkaniu w Zakroczymiu, a ja nie mogłem, to było to bardzo poruszające. Potem zrozumiałem, gdzie popełniłem błąd i myślę, że się zmieniłem – opowiada Kuba.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL