Nowy numer 42/2019 Archiwum

Najważniejsze działo się w sercach

Można podsumować pielgrzymkę statystycznie, ale tego, co wnosi w życie człowieka, policzyć nie sposób.

To jest święto. Mimo zmęczenia, różnych kontuzji i ograniczonego dostępu do podstawowych dobrodziejstw cywilizacji. Tu ludzie są dla siebie życzliwi, bezinteresowni, a „siostro”, „bracie” nie brzmi jak pusty slogan – słyszymy od niejednego uczestnika 38. pielgrzymki z Płocka na Jasną Górę. Liczy się cel. Tak bardzo, że nawet rzęsisty deszcz i przejmujące zimno w poranek wejścia płockiej pielgrzymki przed jasnogórskie sanktuarium nie zachwiały radości i hartu ducha pątników. Były kolorowe race i balony w barwach grup pielgrzymkowych (również rowerowych), gołębie wypuszczane w górę i kwiaty w dłoniach. A przed ikoną Czarnej Madonny – ludzie, których twarze mówiły więcej niż tysiąc słów.

– Utwierdziłam się w przekonaniu, że muszę być na każdej pielgrzymce, bo to już jest we mnie. Żeby to zrozumieć, trzeba to przeżyć, to się po prostu chłonie. Pielgrzymka to dla mnie głęboki i wyjątkowy czas i nawet nie potrafię powiedzieć, co takiego szczególnego wydarzyło się w jej trakcie. To jest masa rzeczy, które tworzą całą mozaikę. Po powrocie do domu zwykle przez parę dni czegoś mi brakuje. Czuje się pewną pustkę – mówi Anetta, która szła z salezjańską grupą pomarańczową. Niektórzy pielgrzymi wskazują na konkretny moment lub dzień pielgrzymki, który zapadł im w pamięć. – To chyba była sobota. Ten dzień ofiarowałam za mojego męża. Było mi trudno iść, ale z drugiej strony byłam przekonana, że dobrze robię. To sprawiało, że czułam się szczęśliwa – opowiada Dorota z grupy błękitnej. Dla s. Dominiki, misjonarki Krwi Chrystusa z Rogozina k. Płocka, jednej z sześciu sióstr zakonnych idących w tegorocznej pielgrzymce, tym momentem była Droga Krzyżowa. – Wieczorem, w wielkim skupieniu, z pięknymi rozważaniami, bardzo mi pomogła w przeżywaniu tych rekolekcji w drodze – wspomina.

Dwie pątniczki z Wrony, idące z grupą błękitną – odważne mamy, które na trasę wyruszyły z małymi córkami, na pewno zapamiętają ogromną życzliwość ludzi, którzy pomagali im, gdy dwukrotnie zepsuł się wózek, w którym wiozły swoje pociechy. Zapamiętają też atmosferę przepełnioną mocą Bożą, poczuciem, że Bóg wszystko może... – Boję się tylko, że Matka Boża nie zdąży usłyszeć wszystkiego, tylu nas tam będzie – mówiła z uśmiechem jedna z mam w wieczór przed wejściem na Jasną Górę. Mirosław Kazimierczak z Żuromina, który z dwoma kolegami pokonywał trasę do Częstochowy rowerem, opowiada o nocnej jeździe w strugach deszczu. – Ciemno, mokry asfalt, widoczność ograniczona do dwóch metrów. Ktoś by się rozpłakał... – mówi.

Oni czuli opiekę Maryi. – Pod jej płaszczem czuję się bezpiecznie – zapewnia mężczyzna. Warte zapamiętania na pewno będą wieczorne apele w deszczu, dzień modlitwy za księży, dzień pokutny, etap dziecięcy i ciekawy koncert Macieja Miecznikowskiego, jak wymieniał ks. Jacek Prusiński, przewodnik podczas ostatniego Apelu Jasnogórskiego na szlaku – w Wierzchowisku. Ale to, co najważniejsze – jak dodaje – działo się w sercach pielgrzymów. – W pielgrzymce nie szedłem na próżno ani nie szukałem przygody, czy też nie traktowałem tego jako sposobu spędzenia wolnego czasu. Oczekiwałem czegoś więcej: powierzenia swoich prywatnych intencji, zawierzenia ich Matce Bożej, a także podziękowania za dotychczasowe życie: zdarzenia, poznane osoby, zdrowie, pracę... I to się spełniło – opowiada Adam, który wędrował z grupą biało-czerwoną, po raz pierwszy na szlaku.

– Codzienna wspólna modlitwa, konferencje, przekazywane świadectwa, Apel Jasnogórski, okazywana przez innych życzliwość – to wszystko zostanie w mojej pamięci na całe życie. Ostatni rok, miesiące były w moim życiu trudnym, a zarazem bardzo ważnym czasem. Mimo że czułem się spełniony na gruncie zawodowym i społecznym, często odczuwałem zmęczenie, a niekiedy i osamotnienie. Modlitwa i niedzielna Eucharystia były mi w tym czasie bliskie jak nigdy dotąd. Czułem, że pielgrzymka to będzie mój czas, czas z Bogiem – mówi.

Co zostanie z tych dziewięciu dni? Może przyjaźnie, może czasem ktoś przypomni sobie owe „bracie”, „siostro” w innym kontekście niż pielgrzymka. Trzeba potem trwać we wspólnocie, aby przetrwał ten owoc, aby go nie zaprzepaścić – to recepta od jednego z pątników salezjańskiej grupy. O zachowanie ducha pielgrzymiego prosił w Wierzchowisku bp Mirosław Milewski. – Zachowajcie ducha modlitwy, pokuty i bliskości z bliźnimi, dbajcie o Eucharystię i sakrament pokuty. Niech coś duchowego i wielkiego wydarzy się w was między tą i kolejną pielgrzymką – zachęcał.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL