Nowy numer 41/2019 Archiwum

Widzisz, widzisz, jak kochasz?

W słowniku płońskiej zwyciężczyni plebiscytu „Położna na medal” częściej niż „pacjentki” występuje zwrot „moje kochane mamy”.

Katarzyna Dąbrowska najpierw opiekuje się kobietą w ciąży, jest przy narodzinach dziecka, a potem przy matce w połogu. Dla swoich pacjentek jest nieoceniona, jak matka, przyjaciółka i powierniczka największego z lęków – lęku o życie dziecka.

Mama i dziecko są w tym razem

– Pamiętajmy, że poród to jest przede wszystkim ogromny szok. Mam wrażenie, że ta miłość, ta zaborczość o nasze maleństwo przychodzi z chwili na chwilę. Stopniowo, z każdym uśmiechem i spojrzeniem rodzi się matczyna troska. To jest taki „wyrzut” hormonów, który nie pozwala nowej mamie już o niczym innym myśleć. Przez tyle lat widziałam niejedno, ale jeżeli kobieta czuje się kochana i doceniana, to ma cudowny start w swoje macierzyństwo. Dlatego tak ważne jest, żeby otoczyć ją opieką i wsparciem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym – opowiada położna.

Przyznaje, że po tylu latach pracy ciągle zaskakuje ją fizjologia ludzka. – Dla mnie każdy etap jest ważny, ale nieustannie zadziwia mnie to, że ten człowiek, który jeszcze chwilę wcześniej był w brzuchu mamy, teraz ogląda już świat, oddycha i funkcjonuje, tak jak my – mówi Katarzyna Dąbrowska, podkreślając, że kluczem do dobrego porodu dla kobiety jest świadomość, iż to ogromny wysiłek nie tylko dla niej. – Zawsze powtarzam: „Moje kochane mamy, wyobraźcie sobie, że idziecie ulicą i widzicie maluszka, który nie może wyjść ze studzienki. Wzywacie pomocy i czekacie? Nie, naturalną reakcją będzie to, że wyciągniesz go z tej pułapki. Tak samo jest z porodem. Nigdy nie myśl tylko o sobie. Pomyśl o dziecku”.

– Dla nas wiele się zmieniło. Są piękne sale porodowe, bardziej empatyczne położne, większa świadomość i wiedza. Dla dzieci nie zmieniło się nic. One nadal przychodzą na świat w ten sam sposób i nadal mogą liczyć tylko na mamę, na nikogo innego. Uważamy, że cierpimy. To prawda. Tak Pan Bóg to stworzył. Ale każdy skurcz to dla maleństwa też duży dyskomfort. Ono musi wykonać w środku niemalże tytaniczną pracę: dokonać kilku zwrotów, ułożyć odpowiednio główkę i przecisnąć się przez drogi rodne. Dla niego to też zupełnie nowa sytuacja, ale musi przejść tę drogę, a kobieta musi mu w tym pomóc. Mama i dziecko są w tym razem – opisuje położna.

To także męska rzecz

Katarzyna Dąbrowska ma kilkunastoletnie doświadczenie pracy w szpitalu położniczym. Obecnie kieruje zespołem położnych w przychodni i prowadzi w Płońsku indywidualną szkołę rodzenia. To tam odczarowuje pokutujące w społeczeństwie przekonanie, że poród to „przykry obowiązek”. Jej wiedza i doświadczenie pomagają kobietom przejść przez ten wyjątkowy czas.

– Katarzynę Dąbrowską poznałam w 2008 r., kiedy zaszłam w pierwszą ciążę. I od tego czasu nie zmieniło się jej podejście do pacjentek. Potrafi pomóc, doradzić nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Zawsze znalazła dla mnie czas. Podała od razu swój numer telefonu i nie zdarzyło mi się, żeby nie odpisała czy nie oddzwoniła, kiedy potrzebowałam się z nią skonsultować. Potrafiła wyciszyć wszystkie moje lęki. Żaden lekarz nie był w stanie uspokoić mnie tak jak moja położna. Nieważne, czy jest to pierwsza, druga czy trzecia ciąża. Zawsze znajdą się jakieś pytania, a ona cierpliwie na każde z nich odpowiadała – opowiada Monika Grala, mama Marysi, Stasia i Jasia. Z kolei Aneta Bilińska podkreśla, że to „dar od Boga mieć w sobie tyle empatii dla drugiego człowieka”.

– Jest położną z powołania. Rzadko się zdarza, żeby ktoś opiekował się drugim człowiekiem z takim oddaniem i miłością. Przy pierwszym porodzie nie miałam takiej opieki, byłam kompletnie sama. Nie potrafię nawet słowami opisać, jak bardzo pomogła mi, kiedy rodziłam córkę. Sama jej obecność buduje poczucie bezpieczeństwa. Dla mnie okazała się również nieocenioną pomocą w połogu. Jej troska pomogła mi uporać się z depresją poporodową. Nie wiem, jak potoczyłoby się to wszystko bez jej wsparcia. Spotykam różne mamy, które są pod jej opieką, każda powie to samo. Jej pomoc jest nieoceniona – opowiada mama dwójki dzieci. Poświęca parom tyle czasu, ile potrzebują. Tak – parom, bo uważa, że poród to również męska rzecz. W każdym przyszłym ojcu stara się zaszczepić odpowiedzialność za dziecko, sprawić, żeby czuł się potrzebny i miał satysfakcję z opieki nad maluchem.

– To jest najbardziej spektakularna ze zmian, które nastąpiły. Tatusiowie też chcą się edukować, żeby być wsparciem dla kobiet. To są wielkie emocje. On się naprawdę martwi. Ktoś powie, że tata przeszkadza, że dopytuje, a on stara się chronić swoją kobietę. Uwielbiam te nocne telefony szczęśliwych tatusiów: „Kaśka, jak ja ją kocham! Ile to trzeba mieć siły. Ja myślałem, że ona nie da rady, że ona mi zemdleje, ale jaka ona jest dzielna”. To piękne, że dzisiaj panowie potrafią ten trud docenić. Bo ta kobieta zrobiła niesamowite rzeczy i zrobiła to też dla niego. Przecież to ich wspólne dziecko. Panowie wcale nie są w komfortowej sytuacji. Nie wiedzą, co mają zrobić, żeby ulżyć swoim partnerkom w bólu. Często, kiedy pojawiam się przy porodzie, mężczyzna wychodzi. Nie dlatego, że nie chce tam być, tylko dlatego, że jest przerażony. Dlatego również on powinien wiedzieć, co może się wydarzyć i co można wtedy zrobić. Widzę, jaką ma to później wartość dla związku – przekonuje pani Kasia. A wie, o czym mówi, bo sama na co dzień doświadcza takiego wsparcia. Dzięki rodzinie może spełniać się zawodowo.

– Pewien znajomy zapytał kiedyś mojego męża, czy nie przeszkadza mu, że ja ciągle jestem w pracy, wiecznie gdzieś jadę, jestem pod telefonem nawet w nocy. A mój mąż bez zastanowienia odpowiedział: „Położna, tak jak kapłan, musi mieć powołanie”. Jestem mu wdzięczna, że on to moje powołanie rozumie i mnie wspiera. Zarówno on, jak i moje dzieci są dla mnie najważniejsi, bez dwóch zdań – mówi. Zaufanie pacjentek przełożyło się na głosy oddane w ogólnopolskim plebiscycie. Zagwarantowały one Katarzynie Dąbrowskiej 1. miejsce wśród położnych całego Mazowsza.Pod koniec kwietnia, podczas uroczystej gali, odebrała medal. – Ten plebiscyt dał mi jeszcze więcej pewności siebie, ale medal spoczął w szufladzie. Najważniejsza nagroda to obserwować, jak rosną te „moje” dzieci, jak się rozwijają. Bo czuję, że 10 proc. każdego dziecka, nad którym czuwam, jest takie „moje” – z uśmiechem przyznaje najlepsza mazowiecka położna.

Zdania nie zmienię

Przez tyle lat swojej pracy nie znalazła innych, bardziej właściwych słów od tych, które padają po porodzie: „Czy jest zdrowe?”. Bo uważa, że ludzkie życie i zdrowie jest najcenniejsze. Wiele się w położnictwie zmieniło na przestrzeni ostatnich lat, ale troska o dziecko pozostaje niezmienna. Nie da się ukryć, że praca położnej to również trudne chwile.

– To nie jest tak, że ja wychodzę z pracy i nie myślę już o tych dzieciach. Pamiętam każde z nich, każdą ich przypadłość. Boli. Bardzo boli. Pomimo że ma się poczucie, iż zrobiło się wszystko, co tylko można było zrobić. Przez te lata popłynęło wiele łez szczęścia, ale i tych, na które się nie czeka – zniża głos pani Katarzyna. Życie stanowi dla niej wielką wartość, dlatego broni go za wszelką cenę. I jest taki moment, kiedy potrafi być bezwzględna. Aborcja. – To jest sytuacja, w której dosłownie się wściekam, bo jej nie rozumiem. Uważam, że problemy z aborcją wynikają z niewiedzy. I wierzę, że sama kobieta tego nie chce, że to stres nie pozwala jej logicznie myśleć. Ktoś musi jej wtedy wytłumaczyć, że to nie jest rozwiązanie. W tym przypadku jestem bezwzględna i zdania nie zmienię. Nie zgadzam się na aborcję. Edukuję młodzież i inne położne w tym temacie – podkreśla.

Nie wie, ile dzieci uratowała jej stanowczość. Ale kiedy widzi osobę, która była u niej z zamiarem terminacji ciąży, a teraz prowadzi za rękę dziecko, czuje ulgę. – Ta mama patrzy na mnie. Ja nic nie mówię, bo nie mogę. Ale gdybym mogła, powiedziałbym tylko: „Widzisz, widzisz, jak kochasz?”. Może to wynika również z tego, że ma w swojej pracy doświadczenie „cudownych” dzieci, którym nie dawano na starcie żadnych szans, a żyją zdrowe do dziś. Pomimo rozwoju techniki, możliwości dokładnych badań, wciąż spotyka ją wiele niewytłumaczalnych rzeczy w tym zawodzie. Zawsze ma nadzieję. Po udanym porodzie patrzy w niebo i z ulgą mówi: „Dziękuję”. Cud narodzin niezmiennie ją zachwyca.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL