Nowy numer 42/2019 Archiwum

Nie ma, że nie idziemy

– Nie zastanawiam się, jak będzie, bo wiem, że będzie dobrze. Jestem przekonany, że Maryja chce, bym wyruszył – mówi Marek, jeden z wielu pątników, którzy kochają wędrówkę do Czarnej Madonny.

Czy świeci słońce, czy pada deszcz – oni idą. Pierwszy, trzeci, dwudziesty raz. „Moc bowiem w słabości się doskonali”(2 Kor 12,9), a tam jest okazja doskonalić ją każdego dnia. Pielgrzymi z naszej diecezji podkreślają, że wielu wzruszeń dostarcza im Wierzchowisko, skąd widać już jasnogórski klasztor. Przez ostatnie 10 km idą, jakby niesieni na skrzydłach.

Droga od kuchni

Ksiądz Tomasz Dec z Ciechanowa pójdzie po raz 14. Zaczynał na długo przed seminarium, będąc jeszcze uczniem gimnazjum. Szlak na Jasną Górę poznał dosłownie od kuchni, bo przez pierwsze dwa lata pomagał właśnie przy pielgrzymkowej jadłodajni. Od początku wierny jest płockiej grupie i widzi zmiany, jakie w niej zachodzą, poczynając od tych organizacyjnych, po te dotyczące duchowości. I zawsze zabiera ze sobą jakąś intencję. Doskonale zapamiętał swoją drogę do Jasnogórskiej Madonny, kiedy modlił się o rozeznanie swojego powołania.

– Co roku ta droga jest inna, bo zawsze znajdą się nowi ludzie, z którymi mogę podzielić się Jezusem. Każdy pielgrzym wnosi coś do tej drogi i ma wpływ na klimat, jaki się tworzy. To, co przyciąga młodych pątników, to radość i chęć spotkania z Bogiem. Bardzo pomaga mi to, że idziemy wszyscy razem. Kapłani nie są oddzieleni czy traktowani w jakiś specjalny sposób, tylko wędrujemy razem, ramię w ramię. Jest pewna naturalność w tym wszystkim. Tworzymy jedną rodzinę. To pozwala nawiązać dobre relacje i otwiera, np. na spowiedź w drodze, która jest zupełnie innym doświadczeniem duchowym niż taka, jaką znamy z konfesjonału. Zawsze tam, gdzie jest wspólnota, jest mi łatwiej się modlić. Dla mnie to jest kluczowe, że mogę iść z innymi, trudzić się z nimi, rozmawiać i również wspólnie się modlić – opowiada przewodnik grupy Białej.

Błękitna zawierucha

Jest 1979 rok. Marek ma 6 lat i właśnie zaczyna swoją pielgrzymkową przygodę. Jego pierwszym przewodnikiem po jasnogórskich szlakach jest mama. W styczniu 2019 r. dorosły już Marek pożegnał ją na zawsze. Dlatego obecna pielgrzymka jest dla niego szczególna. Chce podziękować Matce Bożej za to, czego dzięki swojej mamie doświadczył w życiu, a zwłaszcza za możliwość pielgrzymowania. – Dzięki niej jestem i chodzę na Jasną Górę. To ona zaszczepiła w moim sercu tę potrzebę, z którą nie da się dyskutować. Jej zawdzięczam też serce do muzyki – opowiada Marek Maluchnik.

Różnie układało się mu życie z obowiązkami zawodowymi, ale tam, dokąd idzie „błękitna zawierucha”, tam jest i on. To dobry duch tej grupy, na którą składają się dekanaty nasielski i zakroczymski. Zaczynał jako porządkowy. Po 9 latach nauczył się grać. Zamienił chorągiewki na gitarę i chociaż na wszelki wypadek zrobił w tym roku kurs porządkowego, czuje, że jego miejsce na szlaku jest w grupie muzycznej.

– Łatwiej byłoby pojechać samochodem, ale w życiu chyba nie chodzi o to, żeby zawsze było lekko i przyjemnie. Słusznie mówi się, że to rekolekcje w drodze, bo to są niesamowicie przemyślane dni. To jest bardzo mi bliskich 9 dni, kiedy mogę wyłączyć się z codziennej bieganiny i mieć głowę zajętą tylko tym jednym, konkretnym celem. Trasa się nie nudzi, bo co roku przeżywa się coś innego. Wcześniej miewałem różne przerwy w pielgrzymowaniu, ale teraz wracam po trudnym dla mnie roku, który odcisnął ślad na moim zdrowiu. Nie zastanawiam się, jak będzie, bo wiem, że będzie dobrze. Jestem przekonany o tym, że Maryja chce, bym poszedł. Nie wyobrażam sobie życia bez pielgrzymki, bez tych ludzi. Wracam 16 sierpnia, robię pranie i już jestem gotowy na kolejną pielgrzymkę – tłumaczy pan Marek.

W ubiegłym roku stan zdrowia nie pozwolił mu na wędrowanie. Był wtedy w sanatorium, ale codziennie wstawał rano, pisał do „swoich” pokrzepiające wiadomości i przemyślenia. Do godz. 9 potrafił, modląc się, przejść nawet 16 km, żeby tylko poczuć to, czego doświadcza się na pielgrzymce. Wiedział, że nie usiedzi w miejscu, kiedy pielgrzymi ruszają na szlak.

Dwa tysiące gości na ślubie

Kasia Tomasińska już nie liczy, ile razy pokonywała tę trasę. Jest to czas, który na trwałe zapisał się w jej sercu. Do pielgrzymowania mobilizował ją narzeczony. 14 lat temu drugiego dnia pielgrzymki wzięli ślub. W ten sposób szlak płockich pątników nieodwracalnie wpisał się w ich rodzinną historię. Nawet jeśli obowiązki czy opieka nad dziećmi nie pozwalają im na pełne pielgrzymowanie, to co roku są w Głogowcu, aby modlić się w intencjach swojej rodziny.

– Poznaliśmy się w parafii i razem pielgrzymowaliśmy. Ślub był cudowny... ze 2 tys. gości. Wesele zorganizowaliśmy w Kutnie, w hotelu „Rondo”, obok którego biegnie trasa pielgrzymki. Na szlak wróciliśmy już następnego dnia rano, po weselu i jako małżeństwo dotarliśmy na Jasną Górę. To było cudowne doświadczenie. Zostaliśmy wpuszczeni przed sam ołtarz w kaplicy. Spotkani ludzie składali nam życzenia. Nie da się teraz powiedzieć, że nie idziemy. Zbyt mocno jesteśmy związani z tymi miejscami – opowiada pątniczka z Nasielska. Pani Kasia ułożyła jeden z przebojów błękitnej grupy: „A ty idź, idź i nie lękaj się, niech Maryja, nasza Matka, poprowadzi cię”. W tym roku będzie ją śpiewać też mała Basia, która z mamą wybiera się na całą pielgrzymkę.

– Dla mnie zawsze ta droga ma wymiar pokutny i dziękczynny. Ofiarowuję swój ból, swój trud, swoje problemy. W pewnym sensie ta droga pomaga mi pogodzić się z tym, co mnie w życiu spotyka, i nabrać siły. Ale najważniejsza jest możliwość spotkania z Bogiem, bo tam więcej myśli kieruje się do Niego – dodaje.

Modlitwa w całym ciele

Julia Chmielewska w tamtym roku miała swój debiut w grupie białej. Poszła na pielgrzymkę zachęcona świadectwem znajomych ze wspólnoty Wojsko Gedeona. Nie wiedziała, czego się spodziewać. Miała wiele wątpliwości i chwile zwątpienia, szczególnie kiedy pierwszego dnia drogi odnowiła się poważna kontuzja kostki. Nie poddała się jednak własnym słabościom i uciążliwemu bólowi, chociaż twierdzi, że to nie jest jej zasługa. Kiedy już nie dawała rady iść, niosła ją modlitwa o siłę.

– Doświadczyłam niezwykłej, braterskiej życzliwości i miłości Jezusa. Każdy chciał mi pomóc, jak tylko potrafił: nieśli mój plecak, oferowali buty i wygodne wkładki. Dobrze jest iść we wspólnocie, ale lubiłam też te momenty ciszy, kiedy mogłam porozmawiać z Jezusem i skupić się na swoich intencjach. To czas, kiedy modlitwę czuje się w całym ciele. Nie tylko na Jasnej Górze jest atmosfera modlitwy, ważny jest każdy etap drogi – opowiada 16-latka.

W tym roku Julia dostała się do wymarzonego liceum i chce za to podziękować Maryi, dlatego bezapelacyjnie rusza na pielgrzymkowy szlak. Swoim doświadczeniem drogi i modlitwy zachęca też innych, by nie wahali się przezwyciężyć własnych słabości i wyruszyć w drogę. Z tej drogi wszystko widać lepiej, a cel jest oczywisty. To ulubiony moment każdego pielgrzyma, kiedy staje się przed obrazem Madonny i ma się wrażenie, że Jej oczy patrzą tylko na nas. Co wtedy powiedzieć? Przecież Ona wszystko już wie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL