GN 41/2019 Archiwum

Msza, której nie zapomnę

Z diecezji płockiej najbliżej było do Warszawy, aby tam spotkać Jana Pawła II. I cóż to było za spotkanie! – mówią świadkowie pierwszej papieskiej pielgrzymki do Polski.

Nie rozminę się chyba z prawdą, jeśli napiszę, że w tych dniach cała diecezja płocka wzięła udział w pielgrzymce Ojca Świętego Jana Pawła II po Polsce – zanotował wkrótce po wydarzeniu ks. Wacław Gapiński, późniejszy proboszcz w płockiej katedrze. Zrobił to w diecezjalnej kronice, opublikowanej w „Miesięczniku Pasterskim Płockim”. „Mam tu na myśli przede wszystkim udział duchowy i modlitewny, który był powszechny, ale też zorganizowany i zewnętrzny, który był znaczny” – pisał.

– Studiowałem wtedy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Na spotkanie z papieżem do Warszawy przyjechałem razem z księżmi: Ryszardem Knapińskim, Bronisławem Gostomskim i Ireneuszem Mroczkowskim – wspomina ks. prof. Henryk Seweryniak. – Wiedzieliśmy, że musimy tam być, to był dla nas imperatyw. W Warszawie zatrzymaliśmy się w duszpasterstwie młodzieży u św. Anny. Tam obejrzeliśmy powitanie papieża na Okęciu. Potem wyszliśmy na Krakowskie Przedmieście. Papież przejeżdżał tamtędy dużym, udekorowanym samochodem. Były wielkie tłumy ludzi, a na środku ulicy, pamiętam, ułożona wstęga kwiatów, która ciągnęła się aż do katedry. Ponieważ nie mieliśmy biletów wstępu do katedry, wróciliśmy do św. Anny i w telewizji obejrzeliśmy nabożeństwo ze św. Jana Chrzciciela. Potem przeszliśmy na plac Zwycięstwa (dziś plac Piłsudskiego). Tam mieliśmy bilety wstępu. Miałem żywą świadomość, że w czasie tej Mszy św. i tego kazania na moich oczach dzieje się historia. Najmocniejsze były dla mnie słowa, że „nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa i że nie można zrozumieć dziejów Polski bez Chrystusa” – wtedy też rozległy się chyba największe oklaski. Wielkie wzruszenie ogarnęło mnie, gdy Jan Paweł II mówił o powstaniu warszawskim. Wtedy przecież nie mówiło się o nim zbyt dużo. I wiele innych momentów i słów tego kazania poruszyło mnie do głębi. I te oklaski, i śpiewy, a zwłaszcza potężne śpiewanie: „My chcemy Boga” było niesamowite. Do tej pory ogarnia mnie wzruszenie – opowiada ks. prof. Seweryniak.

– Nocowaliśmy wtedy w Warszawie. Wczesnym rankiem w niedzielę 3 czerwca wzięliśmy udział w spotkaniu papieża z młodzieżą przed kościołem św. Anny. To był prawdziwy powiew wolności. Papież mówił wtedy, jaką miarą mierzyć człowieka. Do tych wspomnień Jana Pawła II i jego słów dochodzi jeszcze jedno. Przypominam sobie, jak w niewielkiej odległości od kościoła św. Anny stały 43 beczkowozy z armatkami wodnymi, w pogotowiu na wypadek ewentualnych rozruchów, a na jakimś placu przy szkole – kolumny ormowców z przepaskami. Tamci też ćwiczyli, na wypadek ewentualnych zamieszek, popisując się siłą i gotowością – dodaje ks. Henryk. Atmosferę tamtych dni dobrze pamięta również ks. Tadeusz Kozłowski, oficjał Sądu Biskupiego Płockiego. Wtedy znalazł się w 100-osobowej grupie mającej przyjąć Komunię św. z rąk papieża na placu Zwycięstwa.

– W tej grupie było nas trzech z płockiego seminarium: ja i Andrzej Leleń z II kursu oraz Tomasz Kadziński z kursu I. Ucałowanie ziemi, gest widziany po raz pierwszy w życiu, hymny watykański i polski, papieskie przejście przed Kompanią Honorową Wojska Polskiego – wszystko to wydawało się wielkim snem. Potem już ta Msza na placu Zwycięstwa. Wielki krzyż z czerwoną stułą, ocean ludzi zalewający plac i Warszawę. My – trzej płoccy klerycy w pierwszym rzędzie, bardzo blisko ołtarza – widzimy Ojca Świętego uśmiechniętego i wzruszonego na tle tego ogromnego krzyża. Niekończące się oklaski wielkiego tłumu jak huk, jak niesamowity ryk wielkiego wodospadu po słowach, że bez Chrystusa nie można zrozumieć człowieka, że Chrystusa nie wolno wykluczać z dziejów ludzkich, czy wreszcie to prorockie wołanie o Ducha Świętego, Odnowiciela oblicza ziemi ojczystej. A potem ta właśnie Komunia św. Było to przeżycie wielkie i dramatyczne zarazem, bo organizatorzy nie ogłosili tłumowi, że do Komunii papieskiej podejdą tylko wyznaczone osoby. W kierunku Ojca Świętego zaczęła więc napierać wielka rzesza ludzi. Widziałem i słyszałem, będąc niemal o krok od Ojca Świętego, jak ze spokojem i dyskretnie prosił o spokój, robiąc kilka kroków do tyłu – jakby ustępując miejsca temu pobożnemu szturmowi w kierunku ołtarza. Niesiony siłą nacierającego tłumu dotarłem wreszcie do Ojca Świętego. Jego pełne dobroci spojrzenie w moje oczy, jego promienny uśmiech towarzyszący słowom: „Ciało Chrystusa” pozwoliły mi na chwilę zapomnieć o tej dramatycznej procesji komunijnej. Z powodu tego zamieszania nie wszyscy wyznaczeni do papieskiej Komunii dotarli do Ojca Świętego, spotkało to także jednego z naszej płockiej trójki kleryckiej, ale opatrzność Boża sprawiła, że po latach, studiując w Wiecznym Mieście, mógł spotykać się z Ojcem Świętym niemal codziennie – wspomina ks. Kozłowski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL