Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pierwsi okazali serce mieszkańcy

Kto dziś sentymentalnie nazywa Pułtusk „Wenecją Mazowsza”, niech pamięta, że to miasto przeżyło swoją „powódź stulecia”.

Był 5 kwietnia 1979 r., czwartek przed Niedzielą Palmową. Powódź wydawała się wtedy nieunikniona, bo kończyła się długa i sroga „zima stulecia”. Przyszła odwilż i zaczęły padać deszcze. Poziom wody w Narwi w pierwszych dniach kwietnia zaczął się gwałtownie podnosić – o ok. 20 cm na dobę.

Na wałach, które były w fatalnym stanie, trwały prace zabezpieczające. A ludzie w Pułtusku obserwowali to wszystko z niepokojem, lecz życie toczyło się w miarę normalnie, bo przecież nie była to pierwsza powódź, którą pamiętali mieszkańcy. Wielu wspominało podobne zdarzenia z lat 50. Teraz jednak miało się okazać, że nadchodzący żywioł był o wiele bardziej niebezpieczny. 40 lat temu obecny proboszcz w bazylice ks. prał. Wiesław Kosek, jako neoprezbiter był wikariuszem w Szelkowie.

– Tak się złożyło, że tamtego popołudnia 5 kwietnia przyjechałem do Pułtuska. Jadąc do miasta, widziałem, jak woda przelewa się przez wały, ale nie przypuszczałem, że to bezpośrednio zagraża miastu. Gdy przyjechałem w okolice rynku, widziałem u jednych pośpiech i zdenerwowanie, a u innych ciekawość. Poszedłem uliczką w dół od rynku, gdzie stała grupa mężczyzn, którzy z zegarkiem w ręku sprawdzali, jak szybko przybywa wody. I rzeczywiście, nie trzeba było długo czekać, bo po chwili musieliśmy ewakuować się z tego miejsca. Gdy wracałem do samochodu, już nie można było przejść suchą nogą przez rynek. Niemal w ostatniej chwili udało mi się stamtąd odjechać – wspomina ks. Kosek. Po południu stan wody osiągnął 516 cm. O 18.20 naczelnik miasta i gminy otrzymał meldunek, że na wysokości cmentarza żołnierzy radzieckich wał został przerwany i rzeka ruszyła na miasto.

– Hałas pędzącego żywiołu robił wrażenie głośnego szumu drzew miotanych silnym wiatrem. W mieście włączono wszystkie syreny. W kolegiacie właśnie odbywały się rekolekcje. Grały organy i nie słyszano syren, ale księża, którzy już dowiedzieli się o alarmie, sprawnie odprawili Mszę, a na jej zakończenie ks. prał. Józef Mikołajewski, ówczesny proboszcz, ogłosił zebranym nadchodzące nieszczęście – wspomina s. Eligia, pasjonistka, która wtedy pracowała w parafii św. Mateusza. – Pozostała mi w pamięci absolutna ciemność w mieście tamtego wieczoru. Wszędzie woda, krzyk i jęki ludzi, którzy nie mogli wrócić do swoich domów – opowiada ks. Józef Błaszczak, proboszcz ze Strzegowa, który wtedy był wikariuszem w bazylice. – Na szczęście nikt wtedy nie zginął, ale pamiętam, jak ludzie ratowali swój dobytek, prowadzili do wyżej położonych części miasta zwierzęta... Gdzieś w tym chaosie zobaczyłem psa, który do końca pilnował zagrody swego pana. Wszyscy uciekali, a ten pies został... – wspomina Henryk Mazurek.

– Poziom wody w naszym ogrodzie szybko się podnosił, zakrywając kolejno wszystkie orientacyjne punkty: krzewy, studnię, parkan. Po kilku godzinach nurt wody ten parkan wywrócił. Korony drzew wyglądały jak krzewy pływające na wodzie. Obok domu przepływały zabrane przez wodę różne przedmioty, płynęła też psia buda, a na niej przywiązany na łańcuchu pies... – tak zapamiętała tamten dzień s. Eligia. Woda zalała również bazylikę. Nazajutrz ówcześni wikariusze, ks. Józef Błaszczak i ks. Zdzisław Bartosik, wpłynęli do kościoła pontonem. – Wszystko było w wodzie. Pamiętam, jak nad tym wszystkim dryfował lżejszy od innych mebli kościelnych biskupi fotel – wspomina ks. Błaszczak.

Wkrótce przyszły święta... Pierwsze dni Triduum Paschalnego odprawiano w kościele Świętego Krzyża, jedynym niezalanym przez wodę kościele pułtuskim. Robiono jednak wszystko, aby rezurekcja odbyła się już w kolegiacie. Gdy tylko woda opadła, zaczęto oczyszczać kościół z mułu. – Święta wtedy były smutne po powodzi, a jednocześnie z promykiem nadziei, bo można już było wracać do bazyliki i do domów. Pamiętam, że w czasie tego dramatu mieszkańcy Pułtuska zachowali się chwalebnie. Wielu niosło pomoc, i to zanim przyszło wsparcie od wojska i dary z całej Polski. Pierwsi okazali serce mieszkańcy samego miasta – opowiada ks. Józef Błaszczak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL