Nowy numer 46/2019 Archiwum

Bieda zawsze nas znajdzie

– Gdy się pomaga, zawsze jest pod górkę. Jest trudno i... pięknie – mówi Anna Kozera, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Pomocy im. św. Brata Alberta w Płocku.

Adres przy ul. Kościuszki 5 doskonale znają osoby, które są w potrzebie. Idą tam po „kromkę chleba”, do „oazy” czy „ciepłej izby”. To nazwy inicjatyw charytatywnych, które od lat prowadzi płocki Brat Albert. Ta największa i najstarsza organizacja pożytku publicznego w Płocku istnieje od 25 lat. Podczas gdy inne instytucje w mieście zajmują się wąską dziedziną pomocy, przy Kościuszki 5 wsparcie czeka na każdego: od dziecka po seniora. Stąd aż siedem form pomocy: punkt dożywiania, Miejska Świetlica nr 11, Klub Profilaktyki Środowiskowej, Dom Dziennego Pobytu, Punkt Pośrednictwa Pracy, Poradnia Rodzinna i Centrum Integracji Społecznej. A wszystko zaczęło się od jednej osoby: Anny Kozery i historii jej życia.

– Musiałabym się cofnąć do czasów wojny, bo wtedy, po krótkim i szczęśliwym dzieciństwie, z wrześniem 1939 r. przyszła bieda, tułaczka i niepewność losu. Wtedy miałam 8 lat. Pamiętam, jak w Pułtusku dla mojego ojca Niemcy przygotowali szubienicę. Musieliśmy uciekać z miasta, zmienialiśmy nazwisko, tułaliśmy się po ludziach, po lasach. Często było nam mokro, zimno i głodno. W tej biedzie i tułaczce musiałam szybko wydorośleć. A później, po wielu latach, już w czasach Solidarności, powróciło coś z tamtego wojennego doświadczenia, bo biedy nas nie opuszczają. Ponieważ zaangażowałam się w związki zawodowe, zostałam zwolniona z pracy, podobnie mój mąż. Nową pracę znalazłam we Włocławku. Ale to doświadczenie znowu wiele mnie nauczyło, bo spotykałam ludzi i poznawałam ich biedy. Wtedy też „spotkałam” Brata Alberta. Pewnego razu w jednym z kiosków w Poznaniu zauważyłam publikację o nim. Zainteresowałam się i zaczęłam czytać. To było dla mnie! – opowiada Anna Kozera, która od początku istnienia, od grudnia 1993 r., stoi na czele stowarzyszenia.

Wiele światła w wyborze działalności społecznej otrzymała na spotkaniach w Instytucie Wyższej Kultury Religijnej przy płockim seminarium i w Klubie Inteligencji Katolickiej. – Zainspirowały mnie słowa Jana Pawła II, który kiedyś powiedział, że powinniśmy zostawić po sobie jakieś dobre dzieło. Zastanawiałam się więc: jakie? Do działania na polu społecznym zachęcał mnie bardzo bp Zygmunt Kamiński. I był jeszcze Andrzej Drętkiewicz, ówczesny prezydent Płocka, który prosił mnie, abym zajęła się biednymi dziećmi w mieście – dodaje pani Anna. Tak też się stało: – Pamiętam te dzieci, które przychodziły na stołówkę. Niektóre z nich były małe. Gdy siadały za stołem, najpierw nakładały na swoje talerzyki stos kanapek, bo chciały nazbierać dla siebie jak najwięcej jedzenia – wspomina. Przychodzili i tacy biedni, którzy mówili, że zrobią wszystko za kromkę chleba. Przez 25 lat żadne z dzieł Brata Alberta nie upadło.

– Ta bieda jest ciągle. Tylko ostatnio w jednym dniu zgłosiły się cztery osoby, nie licząc tej setki, która codziennie przychodzi na „kromkę chleba”. Zajmujemy się najbiedniejszymi; tymi, którzy nie potrafią sobie poradzić w życiu – dodaje pani Kozera. Ale płocki Brat Albert to nie tylko ci potrzebujący, którzy proszą o pomoc, ale też wolontariusze. I to może w nich drzemie przyszłość tego cennego dla Płocka stowarzyszenia. – Wciąż pytam samą siebie, czy moja praca i poświęcenie są bezinteresowne, bez patrzenia na własną korzyść. Brat Albert miał właśnie takiego ducha i pozostaje niedościgłym wzorem. Z doświadczenia wiem, że w naszym stowarzyszeniu najdłużej pozostają te osoby, które zrozumiały ideę bolesnej bezinteresowności, czyli takiej, która nie tylko nie spodziewa się wdzięczności za okazaną pomoc, a wręcz przeciwnie, spotka się z obojętnością albo odrzuceniem – mówi Anna Kozera.

– Musimy sobie radzić w trudnych sytuacjach, ale wkładamy wiele serca, dostając jeszcze po nosie. Przypominają mi się słowa św. Jana Bosko, który powtarzał, że jeśli jakaś sprawa idzie zbyt łatwo, to powinno się ją porzuć, bo nie jest to Boża sprawa. Tak po ludzku wiele rzeczy w stowarzyszeniu nam się nie układa, o wiele spraw trzeba nam walczyć. Ale ta praca jest misją! To, co dajemy, nie zawsze do nas wróci z wdzięcznością, ale tak trzeba – mówi Ewa Lasota, która jest związana ze stowarzyszeniem od 2015 r., a obecnie jest jego wolontariuszem i sekretarzem zarządu. – Jest coś, co mnie tutaj ciągnie; to dobra współpraca. Teraz patrzę inaczej na biednych, nie oceniam ich. Każdy ma swoją godność, którą trzeba uszanować. Każdy z nich ma jakieś pragnienia, aby lepiej ułożyć sobie życie, niż jemu się potoczyło – dodaje Maria Grabowska, która jest w stowarzyszeniu od 7 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama