Nowy numer 46/2019 Archiwum

Dwa habity

Choć między jedną a drugą siostrą zakonną jest różnica kilku pokoleń, to jednak ich historia pokazuje, że w tej rodzinie powołanie nie ginie.

Siostra Helena Pszczółkowska i siostra Rozalia Modzelewska są spokrewnione. Nigdy się nie spotkały, bo różnica wieku była znaczna, a jednak po kilku pokoleniach ogień zakonnego charyzmatu na nowo zapłonął w rodzinie z Czernic Borowych.

Ma jej smutne oczy...

Mija 12 lat od śmierci s. Heleny Pszczółkowskiej, „płockiej Matki Teresy”, niezmordowanej szarytki, która przez 40 lat niosła nadzieję do najsmutniejszych miejsc Płocka. Zmarła 2 marca. Nie wolno o niej zapomnieć, choćby w kontekście rocznicy przypadającej w tym roku i 235 lat obecności w Płocku sióstr szarytek. Milena Gurda w „Portretach Płocczan” tak szkicuje sylwetkę i misję s. Heleny: „Co dzień w Płocku objawia się Jezus Chrystus. Cichy, niezauważony przemyka po domach. Zagląda do tej babci spod »piątki«, którą – odkąd zaniemogła – opuściła rodzina. Zmieni jej podkłady, umyje nogi, nasmaruje odleżyny jakąś cudowną maścią, od której staruszka rychło poczuje ulgę. A u tych Cyganów z Kościuszki zagości najdłużej. Mają dzieci, a On dzieci lubi szczególnie. Zawsze ma dla nich jakiś gościniec; to ciasteczko, to banan, to cukierki. I jeszcze – choć sam słaby, z krzyżowymi ranami – pomoże udźwignąć czerstwego mężczyznę z uszkodzonym kręgosłupem.

I zapuka – umówionym kodem do tej stareńkiej nauczycielki z Kwiatka. Inaczej by Go nie wpuściła. Boi się prześladowców... Płocki Jezus Chrystus objawia się co dzień w osobie s. Heleny Pszczółkowskiej ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego á Paulo. Ma jej smutne oczy, pogodny uśmiech i wielkie, wielkie serce...”. Siostra Helena pochodziła z Dzielina, w parafii Czernice Borowe. Tam do dziś mieszka jej dalsza rodzina, a na cmentarzu jest grób ojca i jednego z braci, zamordowanego w czasie wojny w Forcie III w Pomiechówku. – Jej ojciec Dionizy był wujkiem mojego ojca. Niewiele wiem o siostrze Helenie, choć tata o niej opowiadał. W czasie wojny wstąpiła do zakonu i bardzo rzadko odwiedzała rodzinne strony. Pamiętam, że na krótko przed śmiercią prosiła, aby zatroszczyć się o pomnik jej ojca i odnowić go – wspomina Lucjan Pszczółkowski.

Czuła, że to jest jej droga

Minęło 70 lat od wstąpienia do zakonu s. Heleny, ale nie miało to być ostatnie powołanie w tej rodzinie. – Już gdy byłam małą dziewczynką, siostry mnie intrygowały, ale kojarzyły się z cierpieniem i ascezą. Zastanawiałam się jednak, co takiego jest w tym Panu Bogu, że one chcą tak żyć, że warto... – wspomina s. Rozalia, która w 2013 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej. – Nic nie wskazywało na to, że Ola pójdzie do zakonu – opowiada jej mama, Barbara Modzelewska, córka pana Lucjana, spokrewnionego z „płocką Matką Teresą”. – Moja córka była bardzo zdolna, ale nie przypominam sobie, aby była zaangażowana w jakieś duszpasterstwo, gdy była licealistką w Przasnyszu. Wtedy miała wypadek samochodowy. Na szczęście nic złego się jej nie stało, ale od tej pory była przeświadczona, że Pan Bóg ją ocalił, że żyje na Jego kredyt. Miała wtedy przy sobie szkaplerz... Potem rozpoczęła studia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. To były bardzo wymagające i ambitne studia – dodaje pani Barbara.

– Studiowałam metody ilościowe w ekonomii i systemie informacyjnym. Wtedy też zaangażowałam się w duszpasterstwo akademickie u dominikanów, ale zakładałam, że moim powołaniem jest małżeństwo. Kiedyś w konfesjonale ksiądz zapytał mnie, czy nie chciałabym iść do zakonu. Rozpłakałam się wtedy, czując, że to jest prawda. Później, w czasie jakichś rekolekcji, myśl o powołaniu wróciła. Wzięłam do ręki Pismo Święte i poprosiłam Pana Boga, żeby – jeśli chce ode mnie takiego życia – dał mi wyraźny znak. Pomodliłam się i otworzyłam Ewangelię na fragmencie o powołaniu Lewiego. Poczułam ciarki i pomyślałam: „Panie Boże, to zbyt poważna sprawa, jeszcze raz”. Otworzyłam i trafiłam na tę samą scenę, ale z innej Ewangelii. Zostawić cały wysiłek włożony w studia, przyjaciół, rodzinę? Panie Boże, trzeci raz, a już nic nie będę mówiła! I znów otworzyłam na tej samej scenie, w trzeciej Ewangelii. Późnej na Przystanku Jezus spotkałam franciszkankę z Orlika, s. Noemi, i z nią pojechałam do ich domu zakonnego. Po tej wizycie wiedziałam już, że to jest to – opowiada siostra rodem z Czernic Borowych.

Wszyscy się cieszą

– Na ostatnim roku studiów, przed obroną pracy magisterskiej, tuż po Wielkanocy, Ola przyjechała do domu, bo chciała z nami porozmawiać. Zapytałam ją wprost: „Wychodzisz za mąż czy idziesz do zakonu?”, a ona odpowiedziała, że idzie do zakonu. To było dla nas zaskoczenie. Wyjaśniła, że miała wiele znaków od Boga. Później dowiedziałam się, że kiedyś pojechała do sióstr klarysek kapucynek do Przasnysza i przez trzy dni u nich mieszkała. A z drugiej strony wiem, jaką przywiązywała wagę do ubrania. Z tego wszystkiego zrezygnowała, a nam przekazała swoją kosmetyczkę, mówiąc, że już jej nie potrzebuje. Miała wtedy 24 lata, skończyła studia, dobrze wiedziała, na co się decyduje, ale trwała w swym postanowieniu – mówi pani Barbara. W lipcu obroniła pracę magisterską, a we wrześniu wstąpiła do franciszkanek.

– Gdy teraz patrzę na jej decyzję, widzę, że przez pewien czas przygotowywała nas do niej: coraz rzadziej dzwoniła, a gdy wstąpiła do sióstr, na początku mogliśmy się z nią kontaktować tylko cztery razy w roku: na Boże Narodzenie i Wielkanoc oraz z okazji jej urodzin i imienin. Trudny był ten początek, ale i ona, i my przez to przeszliśmy – opowiada Barbara Modzelewska. Po roku przywdziała habit, dwa lata później przyjęła zaś imię zakonne Rozalia. Jej patronką została św. Róża z Limy. – Mówiliśmy sobie w rodzinie, że swoją decyzją wszystkich zaskoczyła. A teraz wszyscy się nią cieszą, wszyscy chcieliby ją zapraszać na rodzinne uroczystości: chrzty, komunie, śluby. Oczywiście to nie jest możliwe, ale przynajmniej wszyscy proszą, aby się za każdego modliła – mówi Piotr Modzelewski. – Bardzo nas wzruszyła wiadomość od ks. proboszcza Michała Gaszczyńskiego, który poprosił koła różańcowe w parafii, aby modliły się za naszą córkę. To nas i ją bardzo umocniło – dodaje pani Barbara. – Tym bardziej, że już od bardzo dawna nie było z naszej parafii ani księdza, ani siostry zakonnej – dodaje pan Lucjan.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama