Nowy numer 42/2019 Archiwum

Zapomniani siostra i brat

Oto dwójka męczenników w habitach z naszej diecezji, ale kto o nich pamięta? Tak bardzo pokorni i ubodzy, że nie mają grobu, nie zostały po nich relikwie. Mija 20 lat od ich beatyfikacji.

Siostra Maria Teresa Kowalska, klaryska kapucynka z Przasnysza, i br. Tymoteusz Trojanowski, franciszkanin z Niepokalanowa, rodem z okolic Poniatowa i Radzanowa n. Wkrą, zostali wpisani do katalogu błogosławionych 108 męczenników II wojny światowej i wyniesieni na ołtarze przez św. Jana Pawła II. Co mówili o sobie i życiu w zakonie?

Cicho, cichuteńko...

Wiele powiedział o błogosławionej z Przasnysza bp Piotr Libera w czasie ubiegłorocznej Pasterki, którą odprawił u sióstr klarysek kapucynek. Tak mówił wtedy o bł. Marii Teresie Kowalskiej: „Jest ona patronką tych wszystkich, którzy ceniąc sobie skarb wiary, modlą się i cierpią za bliskich, co wiarę utracili, porzucają ją, a czasem nawet z niej kpią. Błogosławiona Teresa od Dzieciątka Jezus miała ojca i brata zaangażowanych w radykalny, ateistyczny ruch socjalistyczny. Tak dalece radykalny, że na początku lat 20. jej ojciec z częścią rodziny wyjechał do Związku Sowieckiego. Ale Mieczysława też jest radykalna! Gra ostro, bo idzie o wielką stawkę! I dlatego w 1923 r. puka do furty klasztoru klarysek kapucynek w Przasnyszu. Żeby zadośćuczynić – wspominają współsiostry. Ale ja wyczuwam za tym coś więcej. Właśnie to – radykalizm za radykalizm! Nie jakiś walczący z bronią w ręku, walczący na argumenty. Jej radykalizm to radykalizm dziecięctwa Bożego! Więc wybierze sobie imię Marii Teresy od Dzieciątka Jezus, a na krzyżu swej celi napisze: »Cicho, cichusieńko«”...

„Cicho, cichuteńko będzie wieść życie ukryte z Chrystusem. Cicho, cichusieńko będzie pełniła posługę furtianki, zakrystianki, bibliotekarki, radnej... 2 kwietnia 1941 r. wraz z całą wspólnotą sióstr z klasztoru przasnyskiego Maria Teresa od Dzieciątka Jezus znalazła się w obozie w Działdowie. Nieludzkie warunki, skąpe wyżywienie, upokorzenia, wrzaski... to wszystko dotyka także najsubtelniejsze dusze: świątobliwych biskupów płockich, niewinne mniszki. I oni, i one będą uświęcały ten nieludzki czas i bezbożne miejsce: modlitwą brewiarzową we dnie i w nocy, Różańcem św., Drogami Krzyżowymi, medytacją. Maria Teresa od Dzieciątka Jezus będzie do końca szła drogą radykalizmu. Wspomnę tu tylko jeden akt tej drogi. Kilka dni przed odejściem błogosławiona odbywa przedziwny rytuał – ceremoniał zrzeczenia się wszystkiego. Heroiczny, radykalny akt dziecięctwa Bożego! Czego może się wyrzec ta, która nie ma nic poza strzępami świętego habitu na sobie, poza różańcem i zakonną obrączką? Ona jednak wie, że może, że trzeba, że powinna! Bo wie, czego nauczał św. Franciszek z Asyżu: »Wielu jest takich – napominał – którzy oddając się gorliwie modlitwom i obowiązkom, nękają swe ciała licznymi postami i umartwieniami, lecz z powodu jednego tylko słowa, które zdaje się krzywdą dla ich ciała, lub z powodu jakiejś rzeczy, której się ich pozbawia, wzburzają się i wpadają w gniew. Ci nie są ubodzy duchem«”. „Więc Maria Teresa pewnie zrzeka się poczucia krzywdy, chęci zemsty, nienawiści do prześladowców. Oto dziecięctwo Boże – przewartościowanie wszystkiego na wzór tego, które dokonało się w Betlejem. Właśnie tę cząstkę w akcie wyrzeczenia wybrała bł. Maria Teresa od Dzieciątka Jezus. To dalszy ciąg jej: Cicho, cichusieńko... Mniej własnego ja, mniej narzucania swojego zdania... Więcej ciszy, dania miejsca drugiemu, dostrzeżenia jego, jej potrzeb, aspiracji, dążeń... Ucz nas, bł. siostro, mistrzyni, kontemplacji Jezusa, ucz prawdziwego przewartościowania wszystkiego, ucz ciszy i skupienia, ucz dziecięctwa Bożego na co dzień!” – mówił bp Piotr o błogosławionej.

Uśmiech wystarczy

Również dyskretnie, po franciszkańsku, przypomina się nam bł. Tymoteusz Stanisław Trojanowski z Niepokalanowa. Zafascynowany o. Maksymilianem Kolbem został jego wiernym współpracownikiem i naśladowcą, aż po śmierć męczeńską w Auschwitz. Pochodził z okolic Bieżunia i Radzanowa n. Wkrą. Urodził się 28 lipca 1908 r. w Sadłowie, w parafii Poniatowo. Tam też został ochrzczony. W 1912 r. rodzina Trojanowskich przeniosła się do majątku w Zgliczynie-Glinkach, w parafii Radzanów n. Wkrą. Ojciec Tymoteusza był dozorcą, a parafia św. Rocha w Radzanowie stała się odtąd ich rodzinną parafią.

– Pamiętam moją babcię, mamę naszego zakonnika. Ona często mi opowiadała, jak gorąco się modliła za swojego syna, który był w obozie. A kiedy dowiedziała się, że nie żyje, pocieszało ją, gdy przychodził do niej w snach, taki pogodny i spokojny... – opowiada Maria Detnerska ze Zgliczyna Pobodzego, córka najmłodszego brata błogosławionego.

W domu pani Marii zachowało się jeszcze zdjęcie dziadka, ojca błogosławionego, który zginął na początku I wojny światowej – zastrzelony przez carskiego żołnierza. Tak to wspominał przyszły zakonnik: „Kiedy rozpoczęła się wojna (1914 r.) i zabili mego ojca, ja byłem zmuszony iść do pracy, aby zarabiać na chleb powszedni. W lecie byłem za pastuszka, a w zimie pomagałem w domu. W tym trudnym położeniu prosiłem Boga i Matkę Najświętszą, ażeby przyszedł czas, abym mógł mieć powołanie do zakonu, i rzeczywiście Matka Najświętsza sprawiła, że czuję prawdziwe powołanie do życia zakonnego i więcej nic nie pragnę, jak Boga, dla Niego chcę żyć i Jemu służyć na wieki”.

W 1923 r. przyjął bierzmowanie z rąk bp. Nowowiejskiego, zaś 5 marca 1930 r. zapukał do furty klasztornej w Niepokalanowie. „Wszystkich przyciągał do siebie swoim dziecięcym usposobieniem i nie utracił go nawet w późniejszych latach, i takim pozostał do końca życia. Nie umiał się gniewać. Nie wiedział, co to mieć do kogoś urazę. Jeśli ktoś był zdenerwowany, umiał go rozbroić małym uśmiechem albo wesołym żartem. Wyrobił w sobie w głębokim stopniu cnotę cierpliwości – tego uczył się wśród chorych braci” – takie jest świadectwo br. Ferdynanda Kasza, spisane w 1945 roku.

Nasz brat pracował w klasztorze przede wszystkim w wysyłalni „Rycerza Niepokalanej”, pełnił obowiązki klasztornego magazyniera. Był też furtianem – we wspomnieniu o nim podkreślano: „bardzo miłosiernym furtianem”. Pracował wreszcie wśród chorych braci w zakonnej infirmerii. Zapatrzony w o. Maksymiliana Kolbego, chciał wyjechać na misje. A tymczasem gdy wybuchła wojna, dokładnie dwa miesiące po męczeńskiej śmierci o. Kolbego 14 października 1941 r. Niemcy aresztowali siedmiu braci, wśród nich Tymoteusza Trojanowskiego. Przewieziono ich na Pawiak, a 8 stycznia 1942 r. przetransportowano do Auschwitz. Przydzielono mu numer 25431. Po miesiącu nieludzkiej pracy zapadł na zapalenie płuc. Zmarł 28 lutego 1942 roku. Tak pisał o nim br. Ferdynand Kasz: „Umierał br. Tymoteusz jak wielu innych więźniów, w strasznych warunkach, z dala od rodziny, klasztoru i braci. Był dzieckiem przez całe życie i umierał jak dziecko. Z pełną ufnością, że przenosi się tylko do lepszego życia, do swej Niebieskiej Matki, którą w życiu swym tak bardzo ukochał, dla której pracował i cierpiał”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL