Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pisze do was misjonarz

Najlepsza zasada dla wyjeżdżającego na misje: „Wierzę, że jest z nami Bóg i Kościół i że nasza dobra wola zmarnowana nie będzie”.

Dziś rzadko się już spotyka kogoś, kto pisze dziennik, prowadzi osobiste notatki, bo zbyt duża jest pokusa przerzucania do wirtualnych sieci na gorąco swoich wrażeń, emocji i przeżyć. A jednak gdy po 50 latach wraca się do takich zapisków, jak tych księdza Mariana Batogowskiego, powojennego duszpasterza z Nasielska, Pułtuska, Janowca Kościelnego, podpłockiej Imielnicy i Serocka, oraz misjonarza w Indiach, odkrywa się inną miarę i sens tego, co kiedyś pisano dla siebie, od serca, wcale nie z myślą o publikacji...

Wynikało to również z mądrej wskazówki wychowawczej, której dawniej uczono w seminariach: „Nulla dies sine linea” („Ani dnia bez kreski”), wedle której każdemu dniowi należy nadać znaczenie, pozostawiając po nim jakąś notatkę. Byłoby to niemożliwe bez wewnętrznego uporządkowania i harmonogramu dnia, który był przestrzegany. W tę praktykę Marian Batogowski wprawił się już jako kleryk w seminarium, dlatego pozostawił cenne ślady swojej formacji do kapłaństwa w przedwojennym seminarium, a potem z czasów wojny i pracy duszpasterskiej w trudnym stalinowskim okresie. O swojej pracy na wikariacie pisał: „Chodzę jak koń zgarbiony w codziennym kieracie zajęć, marząc o tym, kiedy go zwolnią, kiedy będzie mógł nareszcie zwyczajnie po zwierzęcemu wypocząć” – to jeden z wymownych przykładów trudnej pracy w powojennej Polsce.

Gdy biskup Jan Wosiński kierował diecezją, ksiądz Batogowski był wikariuszem generalnym. Ale właśnie wtedy zrezygnował z kościelnych godności i wybrał misje. W grudniu 1968 r. napisał: „Wierzę, że jest z nami Bóg i Kościół i że nasza dobra wola zmarnowana nie będzie”. W Indiach spotyka matkę Teresę z Kalkuty i jej siostry misjonarki miłości, o. Mariana Żelazko, Marię Dynowską, Anthony’ego de Mello, pisze o Indiach i hinduizmie jeszcze sprzed czasów prześladowań chrześcijan.

Z tego wyjątkowego studium „dziennikopisarstwa misyjnego” przywołajmy tylko niektóre zapiski:

„Ks. Adam miał rację: jest misja słowa i czynu, niekoniecznie religijnego czynu. Nasz ośrodek nie prowadzi misji w tradycyjnym znaczeniu, ale miejscowemu proboszczowi przybywa katechetów”
(4 września 1968 r.).

„Żadnego zniechęcenia nie budzą we mnie te myśli i refleksje. Chcę zostać wierny swej metodzie: »cieszyć się każdą odrobiną dobra, która jest do zrobienia w danych warunkach, rozwijać to dobro i poszerzać, a czasem zajrzeć do kącika, w którym tli się nadzieja, że pójdzie się jeszcze kiedyś na ryby do Orzyca...«” (18 października 1968 r.).

„Są czasem wzruszające momenty z malcami. Obchodziłem kiedyś stacje drogi krzyżowej. W połowie wszedł do kościoła najmłodszy wychowanek sierocińca, pięcioletni Ananda. Gdy mnie zauważył, dołączył i już do końca chodził ze mną od stacji do stacji. On nawet nie domyślał się, że był takim młodziutkim, ale bardzo skutecznym i potrzebnym w niesieniu pomocy Cyrenejczykiem...” (10 kwietnia 1969 r.).

W 1973 roku ks. Batogowski po pięciu latach pracy misyjnej wrócił do Polski. Zamieszkał w Pułtusku i tam pomagał duszpastersko. Podjął również pracę w Krajowej Centrali Misyjnej, był bliskim współpracownikiem bp. Jana Wosińskiego. W 1975 r. został proboszczem w Serocku. Zmarł w 1982 roku. Miał 67 lat. Na jego pogrzebie bp Jan Wosiński, z którym łączyła go wieloletnia przyjaźń, mówił o „owocnej wierności” jego kapłaństwa. „W jego życiu byłaby wielkim dysonansem, zgrzytem propaganda słowa bez pokrycia (...). Jego kapłańskie życie było trochę zygzakowate – i z losu, z wypadków losowych, życiowych (...). Umiał być dobrym duszpasterzem zarówno młodzieży, jak i parafian wiejskich i miejskich, dla ludzi prostych i uczonych. Umiał dogadać się i z polską duszą, i umiał zdobyć serca, i stać się bratem dla tamtych chrześcijan, członków Kościoła Chrystusowego w dalekich Indiach”.

Wtedy kazanie wygłosił ks. Roman Marcinkowski, który był wikariuszem ks. Batogowskiego w podpłockiej Imielinicy: „Cieszył się zawsze każdym najmniejszym dobrem. Tym, że ten mały, umorusany brzdąc czekał na niego w salce katechetycznej. Że dzieci uśmiechały się do niego. Że na pierwszy piątek miesiąca ludzie się spowiadali i przyjmowali Komunię świętą. Że długa kolejka była przy konfesjonale. Że na Różańcu było tłumnie. Że wezwano go do chorego. Że przyszedł ojciec i pytał o syna uczęszczającego na katechizację. Że dziecko podzieliło się z nim cukierkiem”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL