Nowy numer 42/2019 Archiwum

Chyba żadnej kolędy nie dośpiewałem do końca...

...bo zwykle wzruszenie na to nie pozwalało. Tak mówią instruktorzy ZHR z Płocka o wizytach w domach rodaków na Ukrainie, dokąd harcerze zawozili świąteczne paczki.

To nie była turystyczna ani wypoczynkowa wyprawa. Wymagała od młodych uczestników i ich opiekunów sporo wysiłku i cierpliwości. W ramach akcji „Paczka ZHR” do Zdołbunowa na zachodniej Ukrainie pojechało 26 harcerzy i harcerek z Płocka, Płońska i Nasielska, wiozących ze sobą 270 świątecznych pakunków z artykułami żywnościowymi, przede wszystkim dla rodaków mieszkających na tamtym terenie. Odwiedzili też Kostiuchnówkę na Wołyniu, miejsce jednej z największych bitew I wojny światowej. Tam byli na cmentarzu legionowym i w Centrum Dialogu, czyli ośrodku zbudowanym przez polskich harcerzy, a działającym od 20 lat.

– Kilka naszych harcerek, które były pierwszy raz na takim wyjeździe, od razu powiedziało, że wracają za rok. Nie zniechęciły ich ani podróż, ani postój na granicy. Myślę, że rekompensuje to wszystko przyjęcie i wdzięczność tamtych ludzi – mówi hm. Krzysztof Nowacki. Do Zdołbunowa w powiecie łuckim na Wołyniu harcerze z północnego Mazowsza pojechali po raz trzeci. Dzięki współpracy z hufcem „Wołyń” mogli dotrzeć do żyjących tam Polaków, którzy potrzebują nie tylko pomocy materialnej, ale może bardziej nawet zapewnienia, że ktoś nad Wisłą o nich pamięta. Byli wśród nich ocaleni z rzezi wołyńskiej. W tym roku także akcja „Paczka” pomogła Ukraińcom, którzy są pod opieką organizacji kombatanckiej Dzieci Wojny. W większości pomoc szła do osób starszych (najstarsza miała 95 lat), często żyjących samotnie, a nierzadko w bardzo prymitywnych warunkach. Ukraina, mówią opiekunowie wyprawy, wciąż wygląda jak Polska 30 lat temu. Jej niestabilna sytuacja polityczna, realna wojna tocząca się we wschodniej części kraju, nieproporcjonalnie niskie w stosunku do cen zarobki i renty i pewnie wiele innych czynników sprawiają, że kraj ten nie pozbył się jeszcze wyraźnych śladów komunizmu. – Były mieszkania, gdzie standard życia był przyzwoity, ale były i takie miejsca, które wyglądały jak po nalocie w Sarajewie – wspomina K. Nowacki. Najcenniejszym doświadczeniem dla młodych harcerzy i instruktorów były spotkania. Jak wyjaśnia hm. Piotr Sztybór, koordynator tej akcji w Obwodzie Płockim ZHR, nie chodziło tylko o to, by mechanicznie przynieść paczki, zostawić je i wyjść. Zawsze były chwila rozmowy (na ile pozwała bariera językowa), wspólne kolędowanie. – Mnie osobiście najbardziej pozostają w pamięci spotkania z tymi starszymi osobami. U niektórych byliśmy już rok temu. W tym roku byłem z patrolem u takiej pani, która poprzednim razem przyjęła nas, jeszcze siedząc na łóżku, a w tym roku już leżała. Pokazała mi zdjęcie z zeszłorocznej akcji „Paczka”. Kilka razy powtórzyła: „Będę czekała”. Jesteśmy więc umówieni na przyszły rok... – opowiada z uśmiechem P. Sztybór. – Przyznam, że chyba żadnej kolędy nie dośpiewałem do końca. Ze wzruszenia. Mieliśmy 11 paczek do rozniesienia. Pomimo że to były krótkie odwiedziny, to starałem się jak najwięcej dowiedzieć. Zawsze były to trzy podstawowe pytania: o przeszłość, sytuację i zdrowie. Potem składaliśmy życzenia świąteczne. Ale czasem, wchodząc do takiego domu, widząc tę biedę, i samotną, starszą osobę, często płaczącą, nie wiedziałem, co powiedzieć – przyznaje K. Nowacki. W wielu przypadkach nie było więc głośnych wybuchów radości, tylko silne wzruszenie. I cisza, bo jak wypowiedzieć tyle emocji? Padały słowa wdzięczności, że tu, w Polsce, nie zapominamy... W wielu przypadkach obdarowani też coś chcieli dać, choćby słój dżemu albo ogórki kwaszone. Harcerze przyjmowali te prezenty. Odmowa mogłaby sprawić komuś wielką przykrość. Ta wyprawa pokazywała też, że przyjaźń między narodami najskuteczniej rodzi się na poziomie międzyludzkim. W środowisku hufca ZHP „Wołyń”, który przyjmował naszych harcerzy i im pomagał, pewną część członków stanowią dzieci rodzin ukraińskich. – Moimi gospodarzami byli Ukraińcy. Zapytałem ich, dlaczego oddali syna do polskiego harcerstwa. Okazało się, że nie mają żadnych korzeni polskich, ale liczyło się dla nich to, że organizacja ma dobre zasady i prowadzi ją porządny człowiek – wyjaśnia Krzysztof Nowacki. – Tak, budujemy most między starym pokoleniem Polaków i młodych Ukraińców. Tam harcerstwo naprawdę wychowuje, dzieci mają coś innego poza telewizją i podwórkiem – dodaje P. Sztybór. Już dziś kiełkują pomysły, jak wykorzystać nawiązane relacje i przyjaźnie. Możliwe, że harcerze z Mazowsza pojadą latem do Kostiuchnówki, która ich urzekła, na kilkudniowy obóz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL